– Zimno wcale nie musi być straszne, jeśli się do tego przygotujesz – podkreśla jeden z uczestników wyjątkowej zimowej przygody. Namioty, śpiwory, kociołki, butle z gazem – to podstawa, by móc o tej porze roku zanocować w lesie. Chociaż grupa zaznacza, że najważniejsze są dla nich wszystkich wspólne przygotowania i wzajemne wsparcie.
Jest ich sześcioro. Jako główna organizatorka przewodzi im Luiza – ratowniczka medyczna, dbająca zarówno o logistykę, jak i bezpieczeństwo całej grupy. Wśród uczestników są także m.in. przedsiębiorca i menadżer. Do zimowej przygody w spalskim lesie dołączyła też suczka jednego z nich, Lejka, owczarek niemiecki z fundacji. Inaczej niż dla pozostałych, to jej pierwsza taka noc, ale spisuje się na medal: nie tylko bardzo się słucha i wykonuje polecenia, ale przede wszystkim wygląda na szczęśliwą, ciesząc się z aktywności na świeżym powietrzu i obecności towarzyszy. Ma ona ogromne znaczenie dla wszystkich członków eskapady. – Najbardziej pomaga dobre towarzystwo i świadomość, że możemy na siebie liczyć – podkreślają zgodnie. Biwakowanie solo byłoby dla nich zdecydowanie trudniejsze. W grupie mogą dzielić się i doświadczeniem, i zadaniami. Wspólnie budują paleniska, dbają o ciepło i nawzajem pilnują, by każdy był bezpieczny.
Każdy ma swoje wypróbowane triki na przetrwanie w lesie w niskich temperaturach. Podstawowe to wrzucona do śpiwora gorąca woda, rano i wieczorem ciepła herbata oraz ognisko (oczywiście w wyznaczonym do tego miejscu). Mary nie zapomina o zapakowaniu większej ilości takich rzeczy jak wełniany koc i ciepłe skarpety, a także – jeśli będzie nocować w hamaku (tak!) – specjalnej podpinki. Jak dodaje, w razie nagłego zimna przydatne okazują się również grzałki chemiczne. – Najważniejsze "must have" stanowią dobry materac i izolacja od gruntu lub podpinka w hamaku – opowiada. Czarek zwraca uwagę nie tylko na dobre dobranie sprzętu do warunków, ale i "logistykę" szykowania noclegu. – Puchowy śpiwór najlepiej rozłożyć w ostatniej chwili, żeby nie nasiąknął wilgocią – podkreśla. Ma też i inną podpowiedź: że przed snem warto zjeść coś tłustego i ciepłego.
Chociaż są przygotowani na wszelkie niedogodności, nie zawsze jest lekko. Jak wspomina Luiza, za którymś razem w nocy spadło aż 30 centymetrów śniegu, co utrudniło powrót do obozu. Bartek zwraca uwagę na wyzwanie, jakim jest "zapakowanie się" do hamaka z dwoma śpiworami i ułożenie się w "kokonie". No i zawieszanie go czy też rozstawianie namiotu, gdy ręce stają się zdradliwie zimne. Żadne trudności nie pozbawiają ich jednak frajdy z biwakowania w zimowej scenerii. Taka przygoda jest dla nich źródłem i radości, i satysfakcji. Testem wytrzymałości fizycznej, ale również praktyczną lekcją współpracy i zaufania w grupie. Także po ostatniej "nocowance" w lesie ekipa obudziła się zadowolona i pełna dobrej energii. Zgodnie przyznali, że noc była zdecydowanie za krótka, bo ta spędzona w lesie daje coś wyjątkowego: pozwala złapać oddech, poczuć inne powietrze i buduje prawdziwą wspólnotę.
Opracowanie na podstawie materiałów Urzędu Marszałkowskiego Województwa Łódzkiego, www.lodzkie.pl (autorka: Agnieszka Lubiatowska, tytuł oryginalny: "Niezapomniana noc w Lesie Spalskim", fot. Michał Tuliński, archiwum własne)



Komentarze