Pamiętacie jeszcze dawny Tomaszów? "Gwiazdę" na Placu Kościuszki, fontanny, lokale, w których bawiło się do rana, sklep u Konowej? A może smak lodów w Restauracji pod Niedźwiedziem i wody sodowej z saturatora?
- Pod radziecką gwiazdą
To, co się pamięta, zależy od tego, ile ma się lat i gdzie się bywało. Wielu z naszych czytelników wspomina na pewno, jak dawniej wyglądał Plac Kościuszki. Centralnym punktem była wtedy "gwiazda", czyli okazały Pomnik Wdzięczności Armii Radzieckiej. Na jego górze widniała czerwona gwiazda (stąd obiegowa nazwa tego miejsca). Uroczyste odsłonięcie odbyło się 6 września 1945 r. "Gwiazdę" rozebrano w 1990 r. Pomnik był otoczony fontannami i zielenią, co czyniło to miejsce popularnym punktem orientacyjnym. Organizowano tam ważne wówczas święta, np. 1 Maja, jak również Dzień Wojska Polskiego, 12 października. – Chodziliśmy na to święto jako uczniowie. Odbywało się właśnie przy "gwieździe". Pamiętam, że było już ciemnawo, ale podczas uroczystości używano wielkich reflektorów. Oświetlano nimi pomnik – mówi Zofia Zielińska z tomaszowskiego oddziału Archiwum Państwowego w Piotrkowie Tryb.
- Zabawa i miłość w Tomaszowie
Dawniej do spędzania czasu i zapoznania nie służył Internet i aplikacje randkowe. Wiele miłości zawiązywało się w szkołach, zakładach pracy, w restauracjach, na pochodach czy na tańcach. Tomaszowianie bawili się np. w słynnej restauracji "Jagódka", mieszczącej się w dawnej willi Bornsteinów (budynek stoi do dziś przy ul. Warszawskiej przed Kauflandem), "Tomaszowiance", "Literackiej", "Pod Niedźwiedziem"... Lokali było oczywiście więcej. Młodzież i starsze towarzystwo szalało do rock'n'rolla, a potem do muzyki lat 80. XX. Na obleganych dancingach grały zespoły na żywo. Już w latach 70. XX w. działała istniejąca do dziś (!), choć z innym właścicielem, Stara Kotłownia przy ul. Technicznej. Tam dyskoteki odbywają się nadal i jest to jedyna dyskoteka w mieście.
- Jadło niedźwiedzia i placki z cukrem
Warto zatrzymać się przy Restauracji pod Niedźwiedziem. Ten budynek istnieje do dziś, mieści się w nim Dom Handlowy Niedźwiedź. Pamiętam, jak rodzice zabierali mnie tam na lody w pucharkach. Ten lokal jest do tej pory w pamięci Tomaszowian także z innego względu – słynął z niezwykłych imprez i z tego, iż podawano tam danie pn. jadło niedźwiedzia, czyli inaczej mówiąc placek po zbójnicku lub węgiersku. Chyba nigdzie w Polsce nie mówi się tak na tę potrawę, jak właśnie w Tomaszowie. Wiele gospodyń zaczęło robić u nas jadło na obiady w domach. W naszym jest też inne danie z tamtych lat – placki ziemniaczane z cukrem (nazywane też u nas plincami). Mieszkańcy innych części Polski zastanawiają się, jak można jeść je z cukrem! W innych miejscach przeważnie jada się ze śmietaną. Pewnego razu koleżanka ze studiów, pochodząca z Ełku, powiedziała mi, że placki ziemniaczane podane z cukrem to jakby jeść frytki z cukrem. Prawdę mówiąc do dziś wydaje mi się to osobliwe porównanie.
- Na tomaszowskich targowiskach
W latach 90. w sobotni poranek robiło się obowiązkowo zakupy "na rynku". Wcześniej, jak mówi Zofia Zielińska z tomaszowskiego archiwum, targowisko przy ul. Narutowicza działało tylko we wtorki i piątki. Później handel odbywał się też w soboty, ale były tam wówczas głównie stoiska z ciuchami. W inne dni przyjeżdżali kupcy z wiosek z nasionami, warzywami itd. Kilkadziesiąt lat temu na rynku często śmierdziało. Rzadko kto sprzątał odchody koni, które przyciągnęły wozy z towarami do Tomaszowa. Na Placu Narutowicza, obok ul. Tkackiej, stali obcokrajowcy, którzy mieli rozłożone na kocach np. bluzki i spodnie z Turcji. Rosyjscy handlarze mieli też swoje stoiska w miejscu, gdzie dziś na rynku można kupić firanki. Także na Placu Kościuszki w latach 90. stali z różnymi towarami handlarze z Rosji i byłych republik radzieckich. Było to przy południowej pierzei, po wyburzeniu kamienic.
- Mięso na hali
W latach 90. XX w. zmorą wielu tomaszowskich dzieci była wizyta z rodzicami na tzw. halach, czyli w budynku po dawnej miejskiej łaźni. Budynek stał przy ul. Tkackiej. Został wyburzony. Dawniej była tam właśnie hala z mięsem od różnych rzeźników, producentów. Wybór był duży. Mięso leżało na wielkich ladach, a pod nimi lub obok w skrzyniach trzymano widoczne dla klientów odpady zwierzęce, np. łby. Widok i zapach były okropne.
- Picie z saturatora i oranżada w folijce
Wielu mieszkańców z dalszych dzielnic miasta nie miało samochodu, więc do centrum jeździło się emzetkami. W Alejach Piłsudskiego, tuż przed wejściem na rynek, stała pani (lub pan) z saturatorem. Było to modne w PRL-u. Wodę z niego nazywano potocznie "gruźliczanką", po podawano ją kolejnym osobom z tego samego, często byle jak opłukanego kubka. Ale napić się zimnej wody sodowej w upalny dzień to było coś wspaniałego. Dawniej nie było takiego wyboru napojów i słodyczy jak dziś. Człowiek cieszył się ze wszystkiego. Pokolenie milenialsów pamięta też kolorowe oranżandki w woreczkach. Ojcowie przychodzili na mecze Lechii z dziećmi i kupowali im te napoje. Sami też się czasami raczyli (ale nie oranżadą). W ciepłe dni przed szkołami stawali sprzedawcy waty cukrowej z urządzeniami do jej robienia. A wakacje miały smak lodów Bambino.
- Tamte wiosny przy fontannach
W ciepłe dni na Placu Kościuszki bywały tłumy. Po szkole młodzież siedziała na dawnych fontannach. Jak trzeba było zamówić taryfę, to telefon z numerem wisiał w okolicach obecnej Straży Miejskiej. W mieście zamiast bankomatów były budki telefoniczne. Postoje taksówek znajdowały się na pl. Kościuszki i na rondzie. Dawniej w Tomaszowie działały kina "Mazowsze" (na ul. Jerozolimskiej) i "Włókniarz" przy ul. Mościckiego. W niedzielne poranki puszczano bajki dla dzieci. Osoby zbliżające się do pięćdziesiątki do dziś je pamiętają.
- Moda u Konowej
W latach 80. i 90. XX wieku w Tomaszowie modny był sklep u Konowej. Znajdował się on w kamienicy przy ul. św. Antoniego, gdzie obecnie jest m.in. drogeria Rossmann. Kamienica należała do pana Kona. Jego córka (z męża Sygitowicz) miała tam sklep z odzieżą i obuwiem damskim. – W latach 80. XX w. sklep mieścił się w małym pomieszczeniu, w latach 90. pani Konowa urządziła tam duży, ekskluzywny butik z modnymi, wyszukanymi ubraniami. Panie kupowały sukienki na wesela, płaszcze, eleganckie buty. Wchodziły wtedy w modę np. baleriny, buty na koturnie – wspomina Tomaszowianka Zofia Zielińska.
A wy co pamiętacie?
PS Wszystkie zdjęcia pochodzą z Tygodnika Panorama Robotnicza w Tomaszowie Mazowieckim, z archiwum fotograficznego, ze zbiorów tomaszowskiego oddziału Archiwum Państwowego w Piotrkowie Tryb.
Joanna Dębiec



Komentarze