Łyżwiarz KS Pilica Vladimir Semirunnii wywalczył srebrny medal w biegu na 10 000 m. To pierwszy krążek w historii startów tomaszowskich panczenistów na zimowych igrzyskach. – Polska wyciągnęła do mnie pomocną dłoń. Tym medalem chcę podziękować za wszystko – powiedział Władek. Do tego sukcesu doprowadził go trener Roland Cieślak.
Zza Uralu do Tomaszowa. Cztery lata temu (24 lutego 2022 r.) Rosja dokonała zbrojnej agresji na Ukrainę. W konsekwencji rosyjscy sportowcy zostali wykluczeni ze startów w imprezach międzynarodowych. Kara dotyczyła również panczenistów, którzy nie mogli startować w zawodach organizowanych przez Międzynarodową Unię Łyżwiarską (ISU). Kilka tygodni wcześniej 19-letni wówczas Vladimir zdobył dla Rosji brązowy medal mistrzostw świata juniorów. Pochodzący z Jekaterynburga łyżwiarz więcej już tego kraju nie chciał reprezentować. Wyjechał, żeby szukać możliwości sportowego rozwoju w innym państwie. Interesowali się nim Kazachowie, nawet Holendrzy, ale ostatecznie, dzięki m.in. Pawłowi Abratkiewiczowi, trafił do Polski do Tomaszowa.
"Abraś" przez 12 lat pracował z kadrą rosyjskich panczenistów, jednak na początku 2022 r. po agresji Rosji na Ukrainę zrezygnował z tej pracy. Został zatrudniony przez polską federację jako główny trener kadry (odpowiedzialny za biegi średnie i długie). – Młody Semirunnii wiedział, że „Abraś” pracował wcześniej z Rosjanami. Szukał do niego kontaktu. Znalazł go przez rosyjską łyżwiarkę. To Paweł pomógł Władkowi odnaleźć się w naszym kraju. Pomagał mu w wielu rzeczach. Zaprosił na treningi z reprezentacją. Zależało nam, żeby reprezentował barwy naszego klubu. Namówiliśmy go na Pilicę, chociaż chrapkę na Władka mieli też inni – wspomina Rafał Ślusarski, prezes KS Pilica. Abratkiewicz pracował z polską reprezentacją do końca sezonu 2023/2024. Obecnie jest trenerem kadry Kazachstanu.
- Medale mistrzostw świata i Europy dla Polski
Jego następcą został Roland Cieślak, który zajął się szkoleniem Vladimira. – Na pierwszych zgrupowaniach komunikowaliśmy się głównie po angielsku. Później stwierdziliśmy, że najlepiej będzie, jak będziemy mówić do niego po polsku. Trenerzy, zawodnicy klubu czy kadry – wszyscy byliśmy jego nauczycielami języka polskiego. Szybko się go nauczył. To wielki talent, ma niesamowite możliwości – mówił w rozmowie z nami Roland.
Władek najpierw zamieszkał w hotelu, a później w wynajmowanym mieszkaniu w Tomaszowie. Długo nie mógł reprezentować naszego kraju. Rosjanie zażądali dla niego dwuletniej karencji, ale władze ISU skróciły ją do nieco ponad roku. Załatwianiem formalności zajmował się Konrad Niedźwiedzki, dyrektor sportowy w Polskim Związku Łyżwiarstwa Szybkiego i szef polskiej misji na igrzyskach we Włoszech, do którego Władek ma ogromny sentyment.
W końcu w grudniu 2024 r. V. Semirunnii pierwszy raz wystartował w zawodach krajowych. Jako zawodnik KS Pilica został mistrzem Polski w wieloboju. Na początku 2025 r. debiutował w biało-czerwonych barwach na mistrzostwach Europy i w Pucharach Świata. A w marcu zadziwił cały łyżwiarski świat, zdobywając medale (brąz na 5000 m i srebro na 10 000 m) na mistrzostwach świata w Hamar.
W sierpniu ub.r. po długich staraniach w końcu dostał polski paszport i mógł zacząć myśleć o starcie na igrzyskach. Musiał jeszcze wywalczyć kwalifikacje. To okazało się nie takie proste, ponieważ zaczynał rywalizację od grupy B. Wykręcił świetne czasy, pobił rekord Polski na 5000 i 10 000 m, ale na tym krótszym dystansie ostatecznie nie dostał przepustki do Mediolanu. Na 5 km wystartował na mistrzostwach Europy w Tomaszowie, gdzie zdobył złoty medal i serca kibiców, śpiewając "Mazurka Dąbrowskiego" na podium. Dołożył też srebro na 1500 m.
- Pierwszy medal olimpijski dla Tomaszowa
Na igrzyskach mógł skupić się na występie na swoim koronnym dystansie (10 km). 13 lutego Władek stanął na olimpijskim torze. Ścigał się w trzeciej parze z Holendrem Stijnem Van De Buntem. Reprezentant Polski był zdecydowanie lepszy, ale musiał czekać jeszcze ponad godzinę na starty pozostałych rywali. – To był bardzo nerwowy czas. Nie chciałem siedzieć na środku, ale początkowo musiałem jako lider. W końcu pozwolili mi pójść do trenera – wspomina.
Ostatecznie lepszy czas wykręcił tylko Czech Merodêj Jìlek (trzeci był Holender Jorrit Bergsma) i mogliśmy się cieszyć z medalu Władka. – To cudowne uczucie. Polska podała mi pomocną dłoń, żebym mógł startować na międzynarodowej imprezie. Zaufali mi, uwierzyli we me. Dzisiaj tym medalem chcę za wszystko podziękować – powiedział Semirunnii.
Reprezentant klubu z naszego miasta wywalczył pierwszy medal w historii igrzysk. Nie tylko zimowych. Co prawda na letnich złote medale zdobyli (50 lat temu w Montrealu) siatkarze Edward Skorek i Wiesław Gawłowski (wychowankowie Lechii) i cztery lata wcześniej (w Monachium) pięściarz Jan Szczepański (pierwsze kroki stawiał w Pilicy), ale wtedy już nie reprezentowali barw tomaszowskich klubów. – Rzeczywiście to historyczny dzień. Jesteśmy bardzo szczęśliwi. Liczyliśmy na Władka, wiedzieliśmy, na jakim jest poziomie sportowym i mentalnym. Jest odważny, chce wygrywać i to przyniosło mu sukces – cieszy się trener R. Cieślak.
– Władek to wielki talent, ale też przykład niezwykłej pracowitości. Na łyżwach czy na rowerze zawsze chce robić więcej kilometrów niż przewiduje plan treningowy. Bardzo sympatyczny chłopak, który może być wzorem dla młodych zawodników. Skromny, pracowity, nie narzeka – chwali wicemistrza olimpijskiego prezes KS Pilica.
Władek tęskni za rodziną z Rosji (kontaktuje się z nimi telefonicznie), ale w Tomaszowie czuje się jak w domu. Dzięki kolegom z toru, trenerom. A przede wszystkim dziewczynie Klaudii Bielas (to była zawodniczka KS Pilica), która wspiera go podczas startów w Mediolanie. Na igrzyskach reprezentanta KS Pilica zobaczymy jeszcze dwukrotnie. W czwartek, 19 lutego wystartuje w biegu na 1500 m, a dwa dni później (21 lutego o godz. 15.00 ) w biegu masowym.
(fot. PZŁS)
ag



Komentarze