Łyżwiarze KS Pilica startują na zimowych igrzyskach we Włoszech. Damian Żurek tuż za podium. W środowym wyścigu na 1000 m zajął czwarte miejsce, do medalu zabrakło mu 0.07 sekundy. Ale to nie koniec emocji, przed nim jeszcze start na jego koronnym dystansie 500 m. O medal w biegu na 10 000 m powalczy też jego kolega klubowy Vladimir Semirunnii.
Tylko Damian (i jego najbliżsi) wie, ile pracy, przelanego na treningach potu i wylanych łez kosztowało go to, żeby znaleźć się w tym miejscu, w którym jest. Jeszcze do niedawna nikt nie słyszał o chłopaku z tomaszowskiego Michałówka, dziś jest sportowcem światowego formatu. Okres rozkwitu jego talentu to właściwie ostatnich pięć lat, kiedy zrobił niesamowite postępy. Ciężko pracował, był cierpliwy, dbał o najdrobniejsze szczegóły. – W sprincie na lodzie, tak jak na bieżni, liczy się każdy detal. Kto zrobi mniej błędów, ten wygrywa – mówił. – Nie boję się Amerykanów, Holendrów czy Azjatów. Niczym się nie różnią od nas. Można z nimi wygrywać.
Na początku 2022 r. spełnił swoje marzenia z dzieciństwa i pojechał na igrzyska olimpijskie do Pekinu. Stawał na podium Pucharu Świata, jak również mistrzostw świata i Europy. Najpierw w drużynie, a później przyszły też sukcesy indywidualne (chociażby pamiętne miejsca na podium z PŚ w Tomaszowie). W sumie w sezonie 2023/2024 zdobył sześć medali imprez międzynarodowych, w tym ten najcenniejszy (brązowy na 500 m) mistrzostw świata.
Poprzedni sezon był trudny dla Damiana. Kłopoty zdrowotne, urazy. Długo nie mógł dojść do najwyższej dyspozycji. W końcu na swoim ulubionym torze w Calgary zdobył medal (brąz na 500 m).
Podczas przygotowań do sezonu olimpijskiego wykonał wręcz katorżniczą pracę na obozach i zgrupowaniach w kraju i za granicą. Szybkość, wydolność, technika... Ze sztabem szkoleniowym pracował nad każdym szczegółem. – Chcę dać z siebie sto procent. Wykorzystać ten czas jak najlepiej. Pracuję też z psychologiem i dietetykiem – mówił.
Cieszył się, że inauguracja PŚ jest na szybkich torach za oceanem. Z Salt Lake City i Calgary przywiózł trzy srebrne medale i dwa rekordy Polski (na 500 i 1000 m), później w Hamar dołożył trzy kolejne krążki (dwa srebrne i brązowy). 2026 r. zaczął od dwóch tytułów mistrza Europy w Tomaszowie (w końcu pierwszy). A na ostatnich zawodach PŚ przed igrzyskami w Inzell pokazał moc, zdobywając dwa złota (na 500 m) i srebro (1000 m). – Zawsze chciałem wygrywać, po to ciężko pracowałem. Każdy start traktuję poważnie. Marzyłem o takiej systematyczności i w końcu jest w sezonie olimpijskim – cieszył się Damian. Do Mediolanu poleciał prosto ze zgrupowania w Niemczech. Nie brał udziału w ślubowaniu w Warszawie. Przysięgę złożył już w wiosce olimpijskiej. Damiana zabrakło też podczas ceremonii otwarcia igrzysk. – Chciałabym być częścią tej chwili, ale wiem, że teraz najważniejsze są regeneracja i koncentracja przed moimi startami – tłumaczył.
Przed startami zachowywał olimpijski spokój. Stopniowo zaznajamiał się z torem Milano Speed Skating Stadium, stworzonym specjalnie na potrzeby igrzysk z hali Expo. – Czujemy się tutaj jak w domu. Wiraże są praktycznie identyczne jak w hali w Tomaszowie, bo promień jest dokładnie taki sam. Wszystko zgodnie z planem, ze zdrowiem też w porządku. Nie ma na co narzekać. Lubię włoską kuchnię, szczególnie makarony. Sama wioska też mi odpowiada – uspokajał w rozmowie z dziennikarzami.
Na 1000 m pojechał bardzo dobrze niesiony dopingiem polskich kibiców. Niestety do podium trochę zabrakło.
W sobotę, 14 lutego o godz. 17.00 Damian będzie się ścigał jeszcze na swoim koronnym dystansie 500 m. A dzień wcześniej (w piątek, 13 lutego) o medal olimpijski na 10 000 m powalczy V. Semirunnii. Władek (i cały sztab szkoleniowy) miał nadzieję, że 8 lutego sprawdzi się też na dystansie 5000 m (był pierwszym rezerwowym). Jego start ważył się do ostatniej chwili. Trener Roland Cieślak przygotował swojego podopiecznego na wypadek, jakby zwolniło się dla niego miejsce. Tak się jednak nie stało. Semirunnii może się teraz skupić na swoim koronnym dystansie 10 000 m, na którym jest aktualnym wicemistrzem świata. Na torze w Mediolanie też będzie należał do faworytów. – Na tej nawierzchni zawodnicy tacy jak Władek powinni czuć się znakomicie – mówił w rozmowie z nami Konrad Niedźwiedzki, dyrektor sportowy w Polskim Związku Łyżwiarstwa Szybkiego i szef polskiej misji olimpijskiej. Władek przyznaje, że olimpijski tor mu odpowiada. Oby potwierdził to podczas startu.
Start w Mediolanie ma już za sobą Karolina Bosiek (również KS Pilica). Tomaszowianka (na igrzyskach jest już trzeci raz) na 1000 m zajęła 22. miejsce. – Na pewno jestem rozczarowana tym startem, nie tak go sobie wyobrażałam i liczyłam na więcej. Muszę go dobrze przeanalizować i zastanowić się, co poszło nie tak. Na trybunach byli moi rodzice, po raz pierwszy mogli kibicować mi w czasie igrzysk olimpijskich i to na pewno było bardzo miłe – powiedziała Karolina, która być może wystartuje jeszcze w biegu masowym 21 lutego. Jeśli Polska otrzyma miejsce w tej konkurencji i zawodniczka zostanie do niej zgłoszona.
Na 1000 m lepiej spisała się Natalia Czerwonka. Srebrna medalistka w drużynie z Soczi, pięciokrotna olimpijka i była zawodniczka KS Arena zajęła 15. miejsce. 20 lutego wystartuje jeszcze w biegu na 1500 m. Na tym samym dystansie (dzień wcześniej) zaprezentuje się też V. Semirunnii.
Tak Tomaszowianie dopingowali Damiana Żurka w strefie kibica na Arenie Lodowej: https://www.facebook.com/share/p/1CLammLKSP/
ag



Komentarze