Okazuje się, że pozyskanie drewna z prywatnego gruntu może być trudniejsze pod względem proceduralnym niż z lasu państwowego. Wszystko przez niejednoznaczne przepisy w tym zakresie i ich urzędniczą interpretację. Sprawa pana Wiesława, którą opisywaliśmy niedawno na naszych łamach, spowodowała, że z podobnymi problemami zwrócili się do nas kolejni mieszkańcy naszego powiatu.
Drewno jest niezmiennie najtańszym (i ekologicznym, jeśli jest dobrze wysuszone) paliwem opałowym. Do ogrzania domu o powierzchni około 130 mkw. w sezonie potrzeba około 7 m sześc. drewna o wartości około 1,5–2 tys. złotych. To niski koszt, biorąc pod uwagę ceny węgla czy gazu. Może być jeszcze taniej, jeśli zdecydujemy się na wykupienie asygnaty na drobnicę opałową, czyli tzw. gałęziówkę. Metr sześcienny takiego drewna kosztuje około 50–60 złotych (to całkiem duża sterta), jednak potrzeba go nieco więcej do ogrzania domu (około 15 m sześc.). Doliczyć należy jeszcze koszty transportu, no i własnej pracy. Ale i tak można sporo zaoszczędzić.
Drewna w lesie jest pod dostatkiem. – Trzeba tylko zgłosić się do leśniczego odpowiedzialnego za dany teren. Ten wyznaczy działkę, gdzie można przygotować opał. Są to obszary, na których prowadzone są prace gospodarcze, trzebieże. Uzyskuje się pozwolenie na wejście na taki teren i na własny koszt pozyskuje się gałęzie. Te, które już leżą na ziemi, o średnicy nie większej niż 7 cm. Nie można ścinać rosnących drzew. Gałęzie należy zebrać, ułożyć w stosy. Następnie przyjedzie leśniczy, obmierzy i wyceni surowiec – tłumaczy C. Sęk.
- Nie warto kraść
Można też kupić gotowe drewno opałowe (znacznie taniej jest w leśnictwie niż u prywatnych handlarzy). Przygotowane jest w wałkach. Taki surowiec trzeba pociąć, porąbać i wysuszyć. – Pozostałości pozrębowe muszą być w jakiś sposób wykorzystane. Część wybierają w postaci gałęziówki mieszkańcy, a pozostałe zbieramy i sprzedajemy do elektrociepłowni – wyjaśnia przedstawiciel Nadleśnictwa Smardzewice.
Nie można wywozić drewna z lasu bez zgody leśniczego. Nawet szyszki czy suche gałęzie są własnością Skarbu Państwa. Nielegalny wyręb drewna, a także przywłaszczenie lub kradzież drzewa powalonego lub ściętego o wartości do 500 zł traktowane jest jako wykroczenie. Grozi za to areszt, ograniczenie wolności lub grzywna, a do tego kara: opłata w wysokości podwójnej wartości ukradzionego drzewa. Kradzież drewna o wartości powyżej 500 zł traktowana jest zaś jako przestępstwo, za które grozi kara więzienia nawet do 5 lat.
- W prywatnym lesie nie można ciąć bez pozwolenia
Opisane zasady dotyczą lasów państwowych. Są tacy, którzy nie muszą płacić za opał. Mają swoje grunty, na których rosną drzewa. Jednak nie mogą ich tak po prostu wyciąć bez zezwolenia. – Te kwestie też regulowane są przepisami. Jeśli las prywatny posiada dokumentację, czyli uproszczony plan urządzania albo inwentaryzację o jego stanie, to zawarte są tam informacje, ile drewna z danego kawałka jego właściciel może pozyskać przez 10 lat – wyjaśnia C. Sęk.
Wtedy zgłasza się do miejscowego leśniczego, który wylicza i obmierza, ile surowca z danego terenu można pozyskać, tak żeby nie przekroczyć limitów wynikających z dokumentacji. Wystawia także dokument legalności pozyskania drewna, za które rzecz jasna właściciel lasu nie musi płacić. – W ramach takiego nadzoru nadleśniczego właściciel możne wycinać drzewa niezależnie od pierścienicy (średnicy pnia) drzewa – dodaje przedstawiciel nadleśnictwa. Sprawa wydaje się prosta, jeśli dany teren jest ewidencjonowany jako las i ma uproszczoną dokumentację.
- Prawo nie dla ludzi
Problemy zaczynają się wówczas, gdy prywatny las nie ma takiego planu albo trzeba zmienić klasyfikację gruntu. Przekonał się o tym pan Wiesław, bohater naszego artykuły „Starosta śmiał mi się w twarz” sprzed kilku tygodni. Od paru lat stara się o przekształcenie swojego lasu na niewielkiej działce na użytek rolny, tak żeby mieć dojazd do pozostałych gruntów. Na to nie chcą się zgodzić urzędnicy w tomaszowskim starostwie (z Wydziału Ochrony Środowiska, Rolnictwa i Leśnictwa), chociaż zgodnie z artykułem 12 ust. 2 Ustawy o lasach zmiana lasu na użytek rolny jest możliwa na wniosek właściciela terenu. W wyjątkowych, ważnych społecznie sytuacjach. Jednak urzędnicy uznali, że w tym przypadku w grę wchodzą tylko indywidualne korzyści właściciela.
Pan Wiesław nie może też uzyskać zgody na wycinkę kilkunastu drzew w swoim lesie (pod wspomniany przejazd). W tym przypadku starostwo powoływało się na artykuł 7 Ustawy o lasach. – Stanowi, że trwale zróżnicowaną gospodarkę leśną prowadzi się według uproszczonego planu urządzania lasu oraz art. 23 ust. 4, który stanowi, że pozyskanie drewna niestanowiącego własności Skarbu Państwa (czyli prywatnego, tak jak w tym przypadku – przyp. red.), niezgodnie z uproszczonym planem urządzenia lasu jest możliwe wyłącznie w przypadkach losowych (a takich się nie dopatrzono – przyp. red.) – tłumaczyła odmowę Lidia Kabat, naczelniczka WOŚRiŁ w Starostwie Powiatowym w Tomaszowie.
Po opisaniu sprawy pana Wiesława zgłosiło się do nas więcej mieszkańców naszego powiatu z podobnymi problemami. – Nie możemy pozyskać drzewa legalnie z własnego lasu, chociaż jest uzasadniona społecznie taka potrzeba. A może jest tak, że prawo w Polsce (a w Tomaszowie jest to widoczne nad wyraz) nie jest jednakowe dla wszystkich. Dla jednych łaskawe, dla drugich brutalne. A urzędnicy interpretują je według własnego uznania – uważa jeden z naszych czytelników.
ag



Komentarze