– mówi ks. Zbigniew Kowalczyk, proboszcz parafii Matki Bożej Nieustającej Pomocy na Ludwikowie, który po tym osiedlu kolęduje już 38. raz. – Znam wszystkich mieszkańców. Staram się z nimi być w radościach i smutkach – dodaje.
Biały obrus na stole, na nim krzyż, kropidło, woda święcona, świece... Większość wiernych, przygotowując się do wizyty księdza, pisze również na drzwiach poświęconą (w uroczystość Trzech Króli) kredą C+M+B (niekiedy K+M+B) oraz datę. Skrót ten nie pochodzi wbrew obiegowej opinii od imion trzech króli, ale od łacińskiego Christus Mansionem Benedicat, czyli Niech Chrystus błogosławi ten dom. Niektórzy szykują też kawę, herbatę, ciasta, a nawet obiad dla księdza. – To bardzo sympatyczne, ale często muszę odmawiać. Trudno jeść w każdym domu. Kiedyś podczas wizyty kolędowej po południu parafianie zaserwowali mi pięć kaw w pięciu kolejnych domach. Do tego oczywiście ciasto. Z grzeczności popijałem po trochu i jadłem po kawałeczku, ale z cukrem i kofeiną nie można przesadzać – śmieje się ks. Zbigniew. – Wspólna modlitwa, błogosławieństwo i rozmowa z rodziną to najważniejsze elementy naszej wizyty – dodaje.
Na Ludwikowie wszyscy znają swojego proboszcza. – Ja też znam wszystkich od dwóch, a może trzech pokoleń. Oczywiście jest rotacja. Jedni się wyprowadzają, inni wprowadzają do nowych domów. Starsi ludzie odchodzą, rodzą się młodzi. Bardzo lubię kolędę i czekam na nią przez cały rok. Myślę, że dla wielu mieszkańców takie spotkanie z duchownymi też jest istotne. W niektórych domach wizyta księdza to duże wydarzenie. Nie trzeba się niczym stresować. Nawet jak kogoś nie widzę na niedzielnej mszy, to nie będę udzielał reprymendy (śmiech). Zachęcam do przychodzenia do kościoła, ale zmusić nie mogę. Na Ludwikowie jesteśmy wszyscy jak wielka rodzina, tak traktuję swoich parafian – mówi ks. Zbigniew.
W małych parafiach, również w miastach, kolędy mają swój klimat. – U nas jest jak na wsi. Nie ma żadnej anonimowości jak w blokowiskach. Wszyscy wszystkich znajdą. Mała parafia, ale mamy do odwiedzenia domy aż przy 56 ulicach. Trochę chodzenia jest – dodaje proboszcz parafii w Ludwikowie.
Ofiary z kolędy to dla parafii spory zastrzyk gotówki. Jest ona przeznaczana zazwyczaj na prace remontowe i inne duże wydatki. – Nasi parafianie zawsze byli ofiarni. Przed laty, jak budowaliśmy kościół, nie szczędzili pieniędzy. Podobnie jest teraz. Jednak nie ma obowiązku wręczania koperty. Jeśli ktoś ma takie możliwości finansowe, to może złożyć ofiarę. Sami ze stołu kopert nie bierzemy – dodaje ks. Zbigniew.
Dla ks. Kowalczyka to już przedostatnia kolęda na Ludwikowie. – W przyszłym roku, jak Bóg da, będzie jeszcze ta 39., a później już emerytura. Po 50 latach kapłaństwa już nie te siły, trzeba ustąpić miejsca młodszym – mówi.



Komentarze