10 krążków (w tym sześć złotych), wygrana w klasyfikacji medalowej. Ten wynik robi wrażenie. Medal należy się też tomaszowskiej publiczności, która pomogła polskim łyżwiarzom w stworzeniu niesamowitego spektaklu.
Tomaszów był już gospodarzem kilku edycji Pucharu Świata, ale impreza rangi międzynarodowej nigdy nie została zorganizowana z takim rozmachem. Przygotowania trwały od wielu tygodni, a ostatnie dni przed zawodami to już była prawdziwa gorączka. Ważne były nie tylko kwestie czysto sportowe, ale też przygotowanie całej logistyki – obiektu, nawierzchni toru i transportu dla zawodników, trenerów, sędziów i działaczy do hoteli w Spale i nad Zalewem Sulejowskim. Pierwsze mistrzostwa Europy w łyżwiarstwie szybkim zorganizowane w Polsce wypadły bardzo dobrze. Również w opinii Jakuba Rutnickiego, ministra sportu i turystyki, który był obecny podczas ceremonii otwarcia. – Jestem pod wrażeniem tego, co zobaczyłem w Tomaszowie. Sportowo i organizacyjnie impreza była na bardzo wysokim poziomie. Z dumą wspieramy takie wydarzenia – stwierdził.
Na starcie stanęło prawie 120 zawodników z 19 krajów. Polacy pokazali, że są łyżwiarską potęgą na Starym Kontynencie. 10 medali, w tym sześć złotych, do tego trzy srebra i jeden brąz muszą robić wrażenie. Biało-Czerwoni zdecydowanie wygrali klasyfikację medalową przed Norwegami (trzy złote, trzy brązowe krążki) i Holandią (jeden złoty, pięć srebrnych i pięć brązowych medali). – Można powiedzieć, że nasi zawodnicy byli sportowo bardzo niegościnni. Na swoim terenie mieli dodatkową pomoc w postaci kibiców i rodzin. Nigdy w historii nie zdobyliśmy tylu medali. To dobry prognostyk przed igrzyskami olimpijskimi, choć trzeba oczywiście pamiętać, że do Mediolanu przyjadą też zawodnicy z Ameryki Północnej czy Azji – powiedział Rafał Tataruch, prezes Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego. – W zasadzie niemal we wszystkich konkurencjach wśród mężczyzn zdobywaliśmy medale. Nie spodziewaliśmy się aż tak dużego dorobku. Mistrzostwa Europy to start etapowy przed igrzyskami. Przyjmuję ze spokojem te medale, tak samo jak trenerzy, ale oczywiście cieszymy się ze świetnych występów naszych zawodników – dodał Konrad Niedźwiedzki, szef polskiej misji olimpijskiej na igrzyska we Włoszech.
Malkontenci powiedzą, że nie przyjechali wszyscy najmocniejsi zawodnicy, bo szykują się do igrzysk. Tak, zabrakło kilkunastu czołowych panczenistów w Europie, ale poziom rywalizacji i tak był bardzo wysoki. Żurek, Semirunnii, Ziomek-Nogal. Na starcie stanęły też gwiazdy światowego łyżwiarstwa z innych krajów. Takie jak Norweżka Ragne Wiklund, która wygrała rywalizację na 3000 m. Druga była Belgijka Sandrine Tas, a trzecia Holenderka Sanne In ‘t Hof. 13. miejsce zajęła Zofia Braun. R. Wiklund była też bezkonkurencyjna na 1500 m. Druga była Czeszka N. Zdráhalova, a trzecia Holenderka Chloé Hoogendoorn. Najlepsza z Polek Natalia Czerwonka zajęła piąte miejsce. Dziewiąta była Natalia Jabrzyk, jedenasta Z. Braun.
W biegu masowym wygrał słynny Belg Bart Swings przed Holendrem Bartem Hoolwerfem i Włochem Andreą Giovanninim. 13. miejsce zajął Mateusz Śliwka, a tuż za nim był Marcin Bachanek. Wśród pań w tej konkurencji znakomite czwarte miejsce zajęła 17-letnia Hanna Mazur. Złoto wywalczyła Dunka Sofia Thorup, srebro Włoszka Francesca Lollobrigida, a brąz Belgijka Fran Vanhoutte.
Nie ma wielkiego sportu bez kibiców. Wypełnili oni trybuny Areny Lodowej niemal do ostatniego miejsca. Organizatorzy szacują, że w niedzielę był komplet (około dwa tysiące widzów). Na widowni widoczne były fan cluby tomaszowskich panczenistów. Dzieci i młodzież, uprawiające tę dyscyplinę sportu w naszym mieście. Łyżwiarzy dopingowali nie tylko Tomaszowianie, ale również kibice z całego kraju oraz z zagranicy, m.in. z Norwegii, Holandii, Estonii czy Czech. Także przedstawiciele innych dyscyplin m.in. tyczkarze z Piotrem Liskiem i Robertem Soberą na czele. – Atmosfera była fantastyczna. Polscy łyżwiarze dostarczyli nam niesamowitych emocji i wrażeń. Mazurek Dąbrowskiego w takich okolicznościach brzmi wyjątkowo – powiedział jeden z kibiców.
Do tej beczki miodu trzeba dołożyć jednak łyżkę (może łyżeczkę) dziegciu. Zdarzały się pomyłki w kierowaniu kibiców na poszczególne sektory. Były też uwagi dotyczące zewnętrznej toalety (przy trybunie B). Jedna na tylu ludzi. Przy takim mrozie to trochę za mało.
Miejmy nadzieję, że Tomaszowowi będzie dane jeszcze organizować łyżwiarskie imprezy tej rangi. W następny weekend (od 23 do 25 stycznia) łyżwiarze przeniosą się do Inzell na ostatnie zawody PŚ, a 6 lutego rozpoczną się już igrzyska.



Komentarze