Sprawa "Przodownika" jeszcze długo będzie budzić emocje. Mamy bowiem do czynienia z dwiema skrajnie różnymi ocenami tego, co wydarzyło się na Walnym Zgromadzeniu. Działający nadal (figuruje w KRS) zarząd z Janem Nowakowskim na czele stoi na stanowisku, że Zgromadzenie, z uwagi na brak możliwości zapewnienia uczestnikom bezpieczeństwa, zostało przerwane i wszystkie decyzje, jakie zapadły po ogłoszeniu tego faktu, są bezprawne. Grupa pod przewodnictwem radnego Batorskiego uważa, że Walne trwało nadal i mieli pełne prawo do podejmowania decyzji personalnych.
W tym sporze najciekawsze jest to, że Jarosław Batorski i jego ludzie nie podali do publicznej wiadomości protokołów z głosowań nad zmianą porządku obrad, a także tych, które zaowocowały odwołaniem obecnego zarządu i powołaniem nowego prezesa. Trudno więc ocenić, czy zachowano procedury i wymogi przewidziane w statucie spółdzielni. Od kilku dni rozpowszechniane jest oświadczenie Jakuba Pietkiewicza, który nazywa siebie "demokratycznie powołanym prezesem Spółdzielni Mieszkaniowej "Przodownik", reprezentującym zdecydowaną większość członków". Można odnieść wrażenie, że mimo zdecydowanego oporu innej "zdecydowanej większość członków", która uniemożliwiła mu wejście do biura "Przodownika", skandując "wynocha", rozpoczął działalność.

Czytała(e)ś wstęp naszego artykułu ? Spodobał Ci się ?
Kliknij aby wykupić Pełny dostęp już od 2,50 zł



Komentarze