Tak mało wody w zbiorniku nie było od ponad 40 lat. Do normalnego poziomu piętrzenia brakuje już 2,5 metra, a lustro ciągle się obniża. Żeglarze odwołują regaty i piszą petycję do Wód Polskich i Ministerstwa Infrastruktury. – Sytuacja stała się dramatyczna nie tylko dla środowiska żeglarskiego, ale też wielu przedsiębiorców żyjących z turystyki. Domagamy się zmniejszenia odpływu wody – informuje Jacek Firaza, prezes Piotrkowskiego Okręgowego Związku Żeglarskiego.
W Barkowicach Mokrych zalewu właściwie już nie ma. Odsłoniło się stare koryto rzeki i pnie drzew ściętych ponad pół wieku temu podczas budowy zbiornika. Podobna sytuacja jest na drugim brzegu w okolicach Zarzęcina. Coraz mniej wody jest także w Karolinowie i Bronisławowie. Zatoka w Treście wyschła. Tam żadna łódka już nie wpłynie, a te które zostały, utknęły w błotnistej mazi. – Obraz jest przerażający. Port u sołtysa w Treście był jednym z najpopularniejszych na całym zalewie. Przez lata tam slipowałem i zimowałem łódź. Pamiętam wypady pod Sulejów i w kierunku tamy. Można było pływać na wysokiej wodzie przez cały dzień – mówi J. Firaza.
W miniony weekend łodzie żaglowe na zalewie można było policzyć na palcach jednej ręki. Normalnie o tej porze są ich setki. – Ze względu na niski poziom wody musieliśmy odwołać coroczne regaty (były zawsze w trzeci weekend września) o "Błękitną Wstęgę Zalewu Sulejowskiego". Szkoda, bo w tym roku miały być 50., jubileuszowe – dodaje prezes PtOZŻ.
Sytuacja na zbiorniku ograniczyła też ruch motorowodny, mniej jest wędkarzy, zamykają się wypożyczalnie sprzętu wodnego i punkty gastronomiczne. – Cierpią na tym wszyscy związani z turystyką wodną, a przecież Zalew Sulejowski to najpopularniejszy akwen w środkowej Polsce. Bosmani w portach biją na alarm, że takiej sytuacji nie było od wielu lat. Armatorzy zapowiadają, że przenoszą się z łódkami na Mazury. Nie możemy na to patrzeć obojętnie, dlatego postanowiliśmy napisać petycję do Wód Polskich i Ministerstwa Infrastruktury z prośbą o ograniczenie zrzutów wody ze zbiornika – mówi J. Firaza.
Czy ich prośby zostaną wysłuchane? Przyjrzyjmy się sytuacji hydrologicznej na zbiorniku, w którym tak niskiego poziomu wody nie było od 1985 r. Obecnie do normalnego poziomu piętrzenia brakuje już 2,5 metra. – Lustro wody ciągle się obniża, o 2–3 cm na dobę. Średni dopływ wynosi zaledwie około 8 m³/s przy odpływie minimalnym, biologicznym, 11 m³/s. Pod uwagę musimy wziąć też straty na odparowywanie i przesiąki (około 1,5 m³/s) – wyjaśnia Grzegorz Misiak, kierownik zbiornika hydrotechnicznego w Nadzorze Wodnym w Smardzewicach.
Ten minimalny odpływ podyktowany jest pozwoleniem wodnoprawnym i poparty obliczeniami, analizami opadów i przepływów rzek. Jeśli poziom w zbiorniku obniży się jeszcze o 2 metry (do minimalnego poziomu), to wtedy zgodnie z przepisami gospodarze akwenu zmniejszą odpływ i wyrównają go do poziomu dopływu. Czyli jeśli do zbiornika będzie wpływać 8 m³/s, to odpływ na tamie w Smardzewicach zostanie ustawiony również na 8 m³/s. Miejmy nadzieję, że do tak dramatycznego spadku wody nie dojdzie. – Potrzebujemy deszczu. Długiego, regularnego opadu. Bywały lata, że we wrześniu i październiku dopływy były na poziomie 23 m³/s, ale w tym roku prognozy tego nie zwiastują. Oby zima była śnieżna. Wtedy dopływy z roztopów będą większe – twierdzi G. Misiak.
Na Pilicy poniżej tamy poziom wody w ostatnim czasie także się obniżył. Jest to związane z obumieraniem roślinności wodnej, która wcześniej powodowała punktowe podniesienia lustra wody. Rzeka na całej długości utrzymuje się w strefie stanów niskich.
ag



Komentarze