Połamane ręce, nogi, stłuczenia, zwichnięcia – to efekt gołoledzi na chodnikach i ulicach w ostatnich dniach. – Mamy cztero-, pięciokrotnie więcej przypadków złamań i innych urazów związanych z upadkami na śliskich nawierzchniach – mówi Radosław Marzec, rzecznik Tomaszowskiego Centrum Zdrowia.
Do drugiego dnia świąt Bożego Narodzenia pogoda była dobra – było zimno, lecz nie padał śnieg, nie było oblodzeń. Potem aura zaczęła się jednak zmieniać. W piątek, 26 grudnia zrobiło się bardzo ślisko. Ciężko było wrócić ze świątecznych biesiad do domu. – Odwoziłem rodzinę, na miejskich drogach była szklanka. Na ul. Warszawskiej czy św. Antoniego było okej, ale już na bocznych bardzo ślisko. Na osiedlu Strzelecka o mało nie wpadłem w poślizg, ale jakoś udało mi się wymanewrować – mówi nam jeden z tomaszowian.
Kto ma mniej doświadczenia w prowadzeniu auta po lodzie, miał problemy. Bardzo źle chodziło się też po chodnikach. Ludzie przewracali się i łamali kończyny. Niektórzy mieli więcej szczęścia i skończyło się na stłuczeniach, strachu i niewielkim bólu. – Szłam w sobotę do mamy, bo prosiłam, aby w ogóle nie wychodziła z mieszkania, żeby się nie potłukła. Dla starszych osób to bardzo niebezpieczne. Ja ledwo szłam, wolno i ostrożnie, aż mnie mięśnie bolały, a co dopiero mówić o seniorach – mówi pani Katarzyna.
Wiele osób miało też problem z dojazdem z Tomaszowa do innych miast.– Przyjechałam do rodziców na święta, teść miał nas potem odwieźć, ale stwierdziliśmy, że nie będziemy ryzykować jazdy do Warszawy w taką pogodę. Zostaliśmy w Tomaszowie do niedzieli. Inna rodzina wróciła w piątek z odwiedzin u bliskich w naszym mieście z duszą na ramieniu. – Baliśmy się wracać do Warszawy ze względu na tę ślizgawicę. Słyszeliśmy, że był karambol pod Rawą. W późnych godzinach wieczornych na S8 nie było już tak bardzo ślisko, ale i tak jechaliśmy powoli. Na ulicach Tomaszowa była gołoledź – mówi tomaszowianka mieszkająca obecnie w stolicy.
Na śliskich chodnikach dochodzi do upadków, a ludzie masowo zgłaszają się na SOR w Tomaszowskim Centrum Zdrowia. Jest tam prawdziwy kocioł. Na udzielenie pomocy trzeba długo czekać. Pielęgniarki nie miały czasu, pomimo chęci, aby z nami porozmawiać. – Faktycznie jest duże oblężenie SOR-u. Do świąt mieliśmy jeden przypadek stłuczenia dziennie, teraz są cztery, pięć dziennie. Są złamania, zwichnięcia, stłuczenia i inne urazy. Lekarze przyznają, że sytuacja nie jest łatwa, zwłaszcza po godzinie 18 – mówi Radosław Marzec, rzecznik TCZ. – Do tego dochodzą też inne przypadki, niezwiązane z urazami doznanymi na śliskich chodnikach i innych nawierzchniach – dodaje R. Marzec. Przypomina, że SOR jest od ratowania życia, a inne przypadki zgłasza się na Nocną Pomoc Lekarską. – I tu, i tu mamy duży ruch. Dobrze, że ta pomoc jest w tym samym budynku, następuje rotacja. Ale pacjentów i tak jest dużo – zauważa rzecznik.
Dużo złamań i urazów jest też w innych szpitalach w województwie. – Rozmawiałem z jednym z dyrektorów łódzkiego szpitala, to było 200 przypadków złamań i innych urazów w ciągu ostatnich kilku dni – informuje R. Marzec.
W Tomaszowie, jak mówi kpt. Bartłomiej Żyłka, zastępca dowódcy Jednostki Ratowniczo-Gasniczej PSP w Tomaszowie, sporo wyjazdów do chorych mają też strażacy. – Pomagamy, bo karetki jeżdżą do przypadków urazów na ulicach itp. – mówi B. Żyłka.
Joanna Dębiec




Komentarze