To Ogniwo Konne Wydziału Prewencji w Smardzewicach. Ogiery i ich opiekunowie służą w tomaszowskiej policji już od 30 lat. Są niezastąpione na imprezach masowych (głównie na meczach piłkarskich). Broniły też wschodniej granicy. – Konie to nasi partnerzy, ale też przyjaciele. Tak samo czują (nieraz im się dostanie przy zabezpieczeniach). Bez tej relacji, symbiozy, codzienna służba byłaby niemożliwa – mówią nam funkcjonariusze.
Wszystko zaczęło się latem 1995 r. W Smardzewicach przy zaporze stworzono policyjną jednostkę, która z czasem stała się znana w całym kraju. Na taki pomysł wpadł ówczesny szef tomaszowskiej komendy Zdzisław Wenecki. Od jego nazwiska formacja została później nazwana "konną wenecką". Był miłośnikiem koni, obdarzonym talentem plastycznym. Szkice ogierów jego autorstwa wiszą do dzisiaj w smardzewickim komisariacie. Są też galerie fotografii sprzed lat pokazujące, jak zmieniała się ta jednostka. – Na początku naszym zadaniem było głównie zabezpieczanie przysiąg wojskowych w jednostce w Tomaszowie, na które przyjeżdżało mnóstwo ludzi. Wtedy nie było jeszcze brygady, tylko tzw. samochodówka. Przyjeżdżali tam żołnierze z całej Polski. Byliśmy też kierowani do patroli w terenach turystycznych i leśnych, z czasem na imprezy masowe – głównie mecze piłkarskie, i do innych zadań – mówią funkcjonariusze.
- Elitarna jednostka
Smardzewicka formacja należy do jednej z nielicznych tego typu w Polsce. W całym kraju jest zaledwie około 60 policyjnych jeźdźców. Inne ośrodki znajdują się m.in. w Rzeszowie, Częstochowie, Warszawie czy Poznaniu.
– W policji pracuje mnóstwo funkcjonariuszy przewodników z psami, a konnych jest mało. Doceniono nas podczas ostatniego konkursu na policjanta roku. Nagroda przypadła personalnie mnie – właśnie za umiejętność współpracy z partnerem (koniem). Jednak myślę, że należy się całej naszej formacji – mówi asp. Radosław Kafar, kierownik Ogniwa Konnego w Smardzewicach, w którym służy sześciu funkcjonariuszy i sześć koni. – Aspirant Sławomir Sulgostowski, młodsza aspirant Patrycja Kazimierczak, sierżant Sylwia Chojecka, sierżant sztabowa Izabela Hendzling i sierżant Adam Kościecha, który jest obecnie kandydatem do służby. Jeszcze się szkoli i w lutym będzie zdawał egzamin, który będzie połączony z atestacją dwóch młodych koni – przedstawia załogę asp. R. Kafar.
To oczywiście połowa zespołu. Do każdego jeźdźca przypisany jest koń. Najbardziej doświadczony to 23-letni Baker. 20 lat ma Humus. Jest też 16-latek Junat i 12-letni Lucjan. Najmłodsi, którzy dopiero uczą się policyjnego fachu, to: 4-latek Belcanto i o rok młodszy Besmart. To konie rasy małopolskiej (jeden z nich jest śląskiej). Pochodzą głównie z prywatnych hodowli, ale też ze stadnin.
Policjanci pamiętają o ogierach, które służyły w tej formacji. W ubiegłym roku na emeryturę przeszedł 19-letni Jawor. Legendą smardzewickiego ogniwa był Hipol, który służył w nim do 27. roku życia (przez 23 lata). Ostatnie lata spędził w "Zakątku dla weteranów" w Wielkopolsce. –Wybieraliśmy się na jego 30. urodziny. Niestety zabrakło mu dwóch miesięcy. Nie doczekał. Zawsze będziemy o nim pamiętać. To był wyjątkowy koń – mówią z przejęciem policjanci.
- Odporne na krzyki i wystrzały
Ogiery służące w smardzewickiej formacji są wyjątkowe. – Generalnie konie boją się huku, krzyków, hałasu. Nasze są tak szkolone, że stają się odporne na takie bodźce. Nawet obrzucamy je gąbkami, które nie zrobią im krzywdy, ale uodparniają na pewne sytuacje. Nie mogą się bać napierających tłumów czy wystrzałów, szybko dostrzegają zagrożenie. Trenują, przechodzą szkolenia i egzaminy – mówi mł. asp. P. Kazimierczak.
Co 1,5 roku muszą przejść obowiązkową atestację, czyli sprawdzian posłuszeństwa konia. Kontrolowany jest wówczas przez weterynarza również jego stan zdrowia i kondycja. Swoje umiejętności jeździeckie muszą także potwierdzać funkcjonariusze.
Przygotowanie policjanta do służby w siodle trwa około trzech miesięcy. Niektórzy funkcjonariusze uczą się tej sztuki dopiero po przyjściu do ogniwa. – Najpierw jest służba na mieście, codzienne patrole w terenie. A drugi stopień, bardziej zaawansowany trening, dotyczy oddziałów zwartych – dodaje asp. R. Kafar.
Te umiejętności przydają się przy zabezpieczaniu imprez masowych, szczególnie meczów piłkarskich podwyższonego ryzyka.
- Gorąca granica i bitwa na Narodowym
Czasami funkcjonariusz musi spędzić kilkanaście godzin w siodle. Tak jak w maju 2022 r. podczas finału piłkarskiego Pucharu Polski na Stadionie Narodowym. Spotkanie Lecha Poznań z Rakowem Częstochowa przerodziło się w konfrontację kiboli. – Nieraz gorąco było też na derbach Łodzi. Naszą rolą jest rozdzielenie zwaśnionych stron. Taki kilkusetkilogramowy ogier budzi respekt. Musimy umiejętnie przemieszczać się w tłumie, żeby nie zrobić komuś krzywdy. Niekiedy w naszym kierunku rzucane są deski, kamienie, butelki czy puszki. Bywało, że oberwaliśmy, ucierpiały też nasze koniec – mówi asp. S. Sulgostowski.
Funkcjonariusze na koniach ze smardzewickiego ogniwa pełnili służbę na granicy z Białorusią. Patrolowali teren wzdłuż rzeki Bug oraz obszar przygraniczny. Służyli w Hajnówce i w okolicach Janowa Podlaskiego. – To było kilka ciężkich miesięcy. Zmienialiśmy się co dwa tygodnie, widząc się tylko przez chwilę – przyznaje asp. R. Kafar.
Zabezpieczali także marsze niepodległości na 11 listopada w Warszawie. A na co dzień pełnią służbę na terenach turystycznych i rekreacyjnych w mieście i powiecie (nad zalewem, Pilicą, w parkach). Dyscyplinują łamiących zasady wjazdu do lasu czy wyrzucających odpady. –Konie łagodzą obyczaje. Ludzie na ich widok pokornieją. Staramy się tłumaczyć, edukować, ale czasami musimy ukarać mandatem. Egzekwowanie obowiązujących przepisów to nasz obowiązek – informuje pani Patrycja.
- To nasi przyjaciele
Przez lata służby pomiędzy jeźdźcem i ogierem tworzy się szczególna więź. Są razem na dobre i na złe. Nie tylko podczas służby. Są partnerami, ale też przyjaciółmi. – Najczęściej dany jeździec jest przypisany do swojego konia. Doskonale się znają. Wiedzą, jak mają się zachować. Czasami musimy się zamienić i wtedy musi minąć trochę czasu, zanim się dopasujemy – mówi asp. S. Sulgostowski.
W tej pracy trzeba lubić, a nawet kochać zwierzęta. Dbać o nie, czyścić, karmić. – Żadne zapachy nie mogą być straszne. Alergia na sierść nie wchodzi w grę. Zwierzę zaraz wyczuje, że czujemy do niego niechęć – dodaje asp. R. Kafar.
– Nasze konie są bardzo inteligentne. Wiedzą, że kiedy ubieramy "zbroję", to jedziemy na zabezpieczanie jakiegoś meczu albo imprezy. Wtedy stają na wysokości zadania. Łagodnieją, kiedy przyjeżdżają do nas dzieci ze szkół czy przedszkoli. Prowadzimy bardzo dużo takich prelekcji, spotkań prewencyjnych – uzupełnia mł asp. P. Kazimierczak.
Policyjne konie są zdrowo odżywiane. Nagradzane nie kostkami cukru, ale marchewkami czy owocami. O ich codzienną dietę, czystość (również stajni i całego otoczenia) dbają policjanci i pracownicy gospodarczy. Ostatnio zbudowali nawet nowy wybieg, który doskonale sprawdza się w każdych warunkach atmosferycznych.
ag




Komentarze