Wydawało się, że po miażdżącej krytyce jaka spotkała ogłoszony przez prezydenta Witko pomysł budowy w Tomaszowie filharmonii, temat odszedł w zapomnienie. Nic bardziej błędnego.
O tym, że miłość do muzyki, jak zresztą każda inna, jest ślepa i odporna na jakiekolwiek racjonalne argumenty, przekonali się najpierw członkowie Komisji Budżetu i Działalności Gospodarczej Rady Miejskiej. Okazało się, że w projekcie przyszłorocznego budżetu zawarto 70 tysięcy zł na przygotowanie projektu funkcjonalno-użytkowego przyszłej świątyni muzyki poważnej. Wprawdzie komisja zaopiniowała ten wniosek negatywnie, ale w projekcie, nad którym 17 grudnia debatować będą radni, pozostał.
Nie ukrywam, że dla mnie pomysł prezydenta jest zupełnie niezrozumiały i niepotrzebny. Po zakończeniu prac przy "Włókniarzu" będziemy mieli piękną salę – po co kolejna? Chyba tylko po to, aby prezydent-muzyk zaspokoił swoje artystyczne ambicje. Niemniej jednak chciałbym być do tego pomysłu przekonywany. Aby przekonywanie było skuteczne muszę (podobnie jak tysiące internautów, którzy na filharmonii nie zostawili suchej nitki) wiedzieć: ile to będzie kosztować. I niech ta informacja będzie poparta rzetelnymi szacunkami, a nie branymi z sufitu kwotami. Zapomnijmy na razie o ewentualnych środkach zewnętrznych – one są jak deszcz – czasem są, czasem nie. Chciałbym wiedzieć też jaki jest pomysł na funkcjonowanie tej placówki i wreszcie – ile będzie kosztować jej utrzymanie. Miejmy nadzieję, że w trakcie sesji budżetowej pan prezydent rzeczowo i profesjonalnie oświeci mieszkańców, podając cyfry i źródła wyliczeń.
Swoją drogą, jeśli już marzymy o wielkich inwestycjach to może zastanówmy się nad budową metra. Dwie linie – jedna z Białobrzegów do Starzyc i druga z Wilanowa do jednostki pozwoliłyby wszystkim melomanom na komfortowy dojazd na koncerty, bo przy obecnym stanie miejskiej komunikacji - nawet na te, które są - wielu osobom trudno dotrzeć.
Andrzej Kucharczyk



Komentarze