Kiedy jedni szykują się do świąt, inni walczą z poważnymi infekcjami. Tomaszowski sanepid odnotowuje dużo przypadków COVID-19, mniej przypadków grypy. Niektórzy pacjenci żalą się, że nie mają robionych testów lub że nie mogą się dostać do lekarza.
W przychodniach można spotkać mnóstwo zakatarzonych i kaszlących osób, w tym dzieci. Z powodu chorób nie chodzą do szkoły lub przedszkola. Infekcje są o tej porze roku normalne, ale niektóre są ciężkie, łącznie z zagrożeniem życia. Od września do 4 listopada zarejestrowano 15 przypadków grypy oraz 714 przypadków COVID-19. A jak jest teraz? Jak informuje Renata Urbańczyk, młodsza asystentka Sekcji Nadzoru Epidemiologii w Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Tomaszowie, od 4 listopada do 8 grudnia w powiecie tomaszowskim zarejestrowano 17 przypadków grypy potwierdzonej szybkim testem antygenowym, wykonanym w placówce medycznej podczas wizyty u lekarza. Znacznie więcej było w tym okresie zachorowań (oczywiście chodzi o potwierdzone) COVID-19, bo aż 114. – Nie mamy teraz potwierdzonych przypadków wirusa RSV – mówi R. Urbańczyk. Z podanych wyżej chorób nie odnotowano na szczęście przypadków śmiertelnych.
Zdarza się, że dochodzi u nas do innych groźnych zakażeń, w tym bakteryjnych. W ostatnim tygodniu w naszym powiecie małą dziewczynkę zaatakowały bardzo groźne meningokoki. Lepiej starać się uważać na siebie, zwłaszcza w nadchodzącym okresie świątecznym, gdy przy stole spotyka się wiele, często przeziębionych, osób. Niestety zdarza się, że danego dnia nie można dostać się do lekarza pierwszego kontaktu bądź uzyskać odpowiedniej pomocy. – Jestem chora od ponad dwóch tygodni. Miałam straszny kaszel, złe samopoczucie, brak siły i to się ciągnie, choć w mniejszym już stopniu, do tej pory. Pani doktor nie widziała potrzeby zrobienia mi testu na obecność wirusów COVID-19, grypy i RSV. Gdy mi nie przechodziło i czułam się fatalnie, pojechałam do przychodni. Tam mi powiedziano, że jest dużo ludzi zapisanych i mogę przyjechać jutro. Tymczasem jechanie przez pół miasta w korkach jest bardzo ciężkie dla chorego – opowiada tomaszowianka.
Inni czytelnicy alarmują, że do wielu specjalistów i na część badań nie można się już zapisać na NFZ, bo jest koniec roku, a na nowy nie ma jeszcze zapisów. – Tyle lat przepracowałam, odprowadzałam składki. To, co się dzieje, jest po prostu nie do pomyślenia – mówi jedna z naszych czytelniczek. Problemy z dostępem do służby zdrowia mają też rodzice dzieci. – Niemal do każdego specjalisty musimy jeździć do Łodzi – mówi jedna z matek. Na przykład leczenie dla dzieci w odpowiednim zakresie kardiologicznym i okulistycznym nie jest w Tomaszowie dostępne.– Czasem nawet chciałoby się iść choćby prywatnie, ale niestety nie ma do kogo. Brakuje specjalistów dziecięcych – dodaje. Najlepiej po prostu... nie chorować.
J.D.



Komentarze