W Tomaszowie wzrasta liczba zakładanych Niebieskich Kart. W tym roku jest ich już o prawie dwa razy więcej niż w zeszłym. Przemocą dotknięte są u nas głównie kobiety. Coraz częściej mają jednak odwagę powiedzieć "dość".
W kinach rekordy popularności bije najnowszy film Wojciecha Smarzowskiego pt. "Dom dobry", a w wielu domach pokazane tam sceny są niestety na porządku dziennym. Bohaterka Gosia z atrakcyjnej, uśmiechniętej dziewczyny zamienia się w zagubioną, zastraszoną, bitą, upokarzaną i gwałconą ofiarę mężczyzny, którego pokochała i któremu zaufała. Na zewnątrz miły, inteligentny, człowiek na stanowisku okazał się dla niej katem. Takich i podobnych sytuacji jest dużo, także w naszym mieście.
Według analizy danych z Zespołu Interdyscyplinarnego działającego w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej w Tomaszowie, od 2024 r. rośnie liczba prowadzonych Niebieskich Kart. W zeszłym roku było ich 116, a od stycznia br. założono ich już 167. Rok się jednak jeszcze nie skończył. Z naszych rozmów z pracownikami socjalnymi wynika, że właśnie w okolicach świąt Bożego Narodzenia, a także sylwestra i Nowego Roku w rodzinach, związkach jest bardzo niespokojnie. Dochodzi wtedy często do aktów przemocy. U wielu osób są one kwintesencją tego, co dzieje się zresztą cały rok. Przemocowcy "uwielbiają" psuć święta, rodzinne uroczystości, rocznice, wakacje czy inne ważne daty. Często swoją prawdziwą twarz pokazują wtedy, gdy wyjdą goście, kiedy mogą zdjąć maski. – Kiedy rozstałam się z partnerem, część przyjaciół nie mogła w to uwierzyć, że on tak źle mnie traktował. Że jak się zdenerwował, to potrafił rzucać we mnie widelcami, szarpać, wyzwać od chorych psychicznie, zer, mówić, że nikt oprócz niego mnie nie zechce, że ganiał mnie po podwórku i straszył – opowiada tomaszowianka Karolina (imię zmienione). W ciąży tak się bała, że uciekała w mróz z domu, jeździła autem po okolicy lub siedziała na przystanku autobusowym, bo się bała wrócić. On wtedy dzwonił i mówił, że jak nie wróci, to się zabije. Obiecywał przez telefon, że już się uspokoił i nie będzie krzyczał. Kłamał. – Po moim powrocie krzyczał i znęcał się nade mną dalej. Awantury trwały czasem cały weekend, a potem już całe tygodnie z przerwą na pracę. Wracał i było to samo – opowiada kobieta. Wie, że sąsiedzi to słyszeli, ale pewnie bali się zareagować. – Może w bloku ktoś by zadzwonił na policję, ale na osiedlach domków jednorodzinnych to jednak słychać mniej i łatwiej udawać, że to co się słyszy, to jednak zwykła kłótnia – sądzi kobieta.
Kiedy miała małe dziecko, też musiała uciekać z domu. Na szczęście trwało to krótko. Raz zostawiła je u krewnej i wróciła się rozmówić z agresywnym partnerem. W związku z tym, że on nie przestał jej atakować i nie chciał się wyprowadzić, wezwała policję. Przyjechało dwóch funkcjonariuszy z KPP. – Jeden powiedział coś, co było dla mnie wtedy, jak wbicie noża w plecy. Stwierdził, że kłótnie zdarzają się w każdym związku. Teraz, w filmie "Dom dobry" z ust jednego z interweniujących policjantów padło bardzo podobne zdanie. Poczułam się strasznie, jakbym przeżywała to kolejny raz – mówi moja rozmówczyni. Drugi z policjantów okazał się wówczas bardziej empatyczny. – Wtedy gdy ten drugi rozmawiał z moim byłym partnerem, on mi powiedział na osobności: Pani musi to skończyć, nim dojdzie do tragedii – wspomina. I skończyła. Odeszła z malutkim dzieckiem od przemocowca. Było jej ciężko, ale dała radę. Zapewniła sobie i dziecku spokojny dom. Do dziś ma traumę po tamtym związku. – Na przykład odczuwam silny lęk, jak jadę samochodem jako pasażer. Boję się, że kierowca zacznie zachowywać się nerwowo, jak dawniej mój były partner. On np., nie patrząc na to, że jestem w ciąży, jadąc szybko, gwałtowanie hamował i na środku drogi kazał mi "wypier...ć" z auta – wspomina z bólem tomaszowianka. Takich przykrych wspomnień jest dużo więcej.
- Myślę, że każda kobieta powinna obejrzeć film "Dom dobry", żeby wiedzieć, jak odczytywać tzw. czerwone flagi na początku związku. Jednocześnie uważam, że to jest trudne, bo przemocowcy to wyrafinowani manipulatorzy – twierdzi. Film niesie ze sobą też pewne ryzyko. Nagromadzenie pokazanej tam przemocy – fizycznej, psychicznej, seksualnej, ekonomicznej jest tak ogromne, że część osób może stwierdzić" "ja nie mam jeszcze aż tak źle". Tymczasem każda przemoc jest zła. Z każdą trzeba walczyć. Jedna z pracownic socjalnych uważa, że teraz Niebieskich Kart jest więcej także dlatego, że właśnie wzrasta świadomość ludzi w tym temacie. – Częściej reagują – zauważa. Poza tym zmieniły się przepisy i policjanci zakładają więcej tych kart, potem sytuacje są sprawdzane i monitorowane jeszcze przez 9 miesięcy od ich zakończenia. Dzięki temu oprawca nie może czuć się bezkarny. Oprawca to dużo częściej mężczyzna.
Z danych zebranych w ramach Zespołu Interdyscyplinarnego wynika, że na terenie Tomaszowa założono Niebieskie Karty w rodzinie, wskazując najczęściej jako osoby dotknięte przemocą kobiety. We wskazanym okresie w 2025 r. było ich 161. Ofiary to często żony, partnerki, matki, córki, czasem siostry przemocowców.
W tym samym roku, tj. 2025, w Niebieskiej Karcie wskazano 22 mężczyzn jako dotkniętych przemocą oraz 29 dzieci bezpośrednio zagrożonych zjawiskiem przemocy domowej. Ponadto zgodnie z przepisami Ustawy o przeciwdziałaniu przemocy domowej monitorowane jest miesięcznie około 150 środowisk po zakończeniu procedury Niebieska Karta. Każda przemoc zostawia ślad na lata, czasem na całe życie.
Joanna Dębiec



Komentarze