Zgodnie z przewidywaniami zamknięcie mostu nad rzeką Wolbórką w ciągu ulicy Legionów utrudniło życie tomaszowianom, ale także osobom, które codziennie muszą przejeżdżać przez nasze miasto np. w drodze do pracy. Najgorzej jest w godzinach porannego i popołudniowego szczytu.
Choć wszyscy rozumieją, że remont przeprawy jest konieczny, to decyzji o wyłączeniu jej z ruchu zanim nie został oddany do użytku modernizowany most w ciągu ulicy Modrzewskiego na Brzustówce zrozumieć nie mogą. – Przecież można było poczekać. Nawet nie jest jeszcze wybrany wykonawca tej inwestycji – komentują niektórzy. Inni proponują alternatywne rozwiązanie: – Można było na ten czas pomyśleć o zwężeniu na moście do jednego pasa ruchu i i ruchu wahadłowym sterowanym światłami. To pozwoliłoby na zmniejszenie obciążenia na moście. Jak nie zawalił się tyle lat, to myślę, że do świąt też by się nie zawalił – napisał na naszym facebookowym profilu pan Piotr.
Jednak Zarząd Dróg Powiatowych jest innego zdania. Jak już pisaliśmy, przeprawa została wyłączona z użytkowania ze względów bezpieczeństwa, a ograniczenie tonażu na moście mogło nie wystarczyć, by je zapewnić nie tylko kierowcom, ale także pieszym, którzy z niego korzystają.
Most został – zgodnie z zapowiedziami – zamknięty w poniedziałek, 17 listopada. Objazdy wyznaczono ulicami: Orzeszkowej (od ronda Andersa), Zawadzką, Mostową, Hallera i Farbiarska (do ronda gen. Buka). Chociaż na zamkniętym odcinku ul. Legionów z obu stron ustawiono znaki zakazu wjazdu, to część kierowców i tak próbowała nim przejechać. Skutecznie jednak uniemożliwiał im to wał z piachu usypany przez zarządcę drogi w poprzek przeprawy. Brak wyobraźni? A może nie dotarła do nich jeszcze informacja o planowanym zamknięciu? Faktem jest, że przy zawracaniu w obrębie obu rond dochodziło czasami do niebezpiecznych sytuacji.
Ale jeszcze gorzej jest na ulicach Warszawskiej, w al. Piłsudskiego, w obrębie pl. Kościuszki czy ul. Jerozolimskiej. Tam w godzinach szczytu tworzą się ogromne korki, które powodują, ze przejazd przez nie wydłuża się nawet o 20 minut. Często robi się nerwowo, jak np. przy próbie pokonania skrzyżowania z wyjazdem z ul. Jerozolimskiej. – Tam już wcześniej był duży problem, żeby z Jerozolimskiej skręcić w stronę Warszawskiej, ale teraz wyjazd za jednym razem przy zielonym świetle graniczy z cudem. Na dodatek niektórzy kierowcy ustawiają się tak, jakby tam był nie jeden, ale dwa albo trzy pasy ruchu. Zanim zjadą ze skrzyżowania, to już dojeżdżają auta z pl. Kościuszki i robi się zator – mówi nam jeden z kierowców.
No cóż. Póki nie zostanie otworzony most na Brzustówce (planowany jest ok. 19 grudnia), nie pozostaje nam nic innego, jak uzbroić się w cierpliwość i wyjeżdżać z domu parę minut wcześniej niż zazwyczaj, by zdążyć na czas do określonego celu.
MarMajs




Komentarze