Amelia Goździk
Zespół Szkół Ponadpodstawowych nr 2 im. Stanisława Staszica
w Tomaszowie Mazowieckim
A jeśli...
A jeśli wszystko, co znamy, jest tylko snem świata,
co śni sobie w milionie ludzkich spojrzeń?
A jeśli każdy nasz oddech to odpowiedź
na pytanie, którego nie umiemy zadać?
Czy cisza ma kolor?
Czy można usłyszeć, jak rośnie trawa?
Czy światło wie, że świeci –
czy tylko trawa, nie wiedząc dlaczego?
A jeśli czas to nie rzeka, lecz lustro;
w którym odbija się nasz strach przed końcem?
Jeśli każdy dzień jest tylko próbą
powiedzenia "kocham" zanim zabraknie słów?
Czy deszcz płacze naprawdę?
czy to my płaczemy w nim ukryci?
Czy gwiazdy migoczą z radości?
czy z zimna, którego nie da się ogrzać,
A może życie to tylko rozmowa między ciałem a duszą,
która nie może zdecydować,
kto z nich śni, a kto pamięta,
Czy kiedy milkniesz, milknie też świat?
Czy ktoś słyszy nasze myśli,
gdy spadają w przestrzeń jak liście,
których nikt i tak nie podniesie?
A jeśli to wszystko ma sens,
Tylko my jeszcze nie rozumiemy języka,
W którym przemawia niebo,
Gdy gasną wszystkie słowa?
Miasto, które nie zasypia
W świetle latarni drży kurz dnia minionego,
a bruk pamięta kroki tych, co odeszli,
W witrynach sklepowych odbijają się marzenia,
co pękły jak szkło – bez echa, bez gestu.
Ludzie mijają się jak myśli w pośpiechu,
z głowami w telefonach, z sercami w chmurach.
Ktoś śmieje się zbyt głośno, by zagłuszyć ciszę,
ktoś inny płacze, bo w deszczu łatwiej.
Na dworcu pachnie kawą i rozstaniem,
a zegar to stary świadek podróży, bije równym rytmem
dla tych, co wracają, i dla tych, co już nie wrócą nigdy.
Wysoko na dachach śpią anteny,
słuchając tajemnic nocy.
W ciemnych bramach czas stoi w miejscu,
a echo kroków jest jedyną modlitwą.
Nad rzeką światła migoczą jak gwiazdy,
tylko niebo z betonu nie zna wschodu słońca.
Woda niesie odbicia twarzy, których nikt już nie zobaczy.
Miasto, które nie zasypia – to nie ulica, lecz my sami,
nasze serca pulsują jak światła sygnalizacji świetlnej,
a nasze sny śpią w kieszeniach płaszczy.
A jednak, gdy świt dotyka wieżowców,
I pierwszy promień tnie mgłę nad mostem –
czuję, że nawet to miasto zmęczone sobą,
potrafi jeszcze oddychać.
Listy do przyszłego siebie
Piszę do ciebie, którego jeszcze nie znam,
choć w moich oczach już błyszczy Twe światło.
Czy nauczyłeś się wreszcie milczeć,
gdy słowa ranią bardziej niż ostrza?
Czy potrafisz jeszcze wstać o świcie,
żeby zobaczyć, jak dzień rodzi się z mgły?
Czy trzymasz w dłoniach te same dłonie,
czy inne – lecz równie ciepłe?
Nie wiem, czy wciąż tęsknisz za tym, co minęło,
czy nauczyłeś się odpuszczać - bez żalu?
jak liść, który spada i wierzy,
że dopiero w ziemi znajdzie swój sens.
Piszę, choć wiem, że nie odpowiesz,
Ale może te słowa przetrwają w tobie,
jak ziarno czekające na wiosnę,
gdy wszystko znów staje się możliwe.
Czy pamiętasz jeszcze głos dawnych przyjaciół,
te rozmowy, co ciągnęły się do świtu?
Czy wciąż potrafisz śmiać się bez powodu
albo płakać – nie ze smutku, lecz z piękna?
Jeśli spotkasz mnie gdzieś – w lustrze, w spojrzeniu,
nie uciekaj. Powiedz tylko:
"Zrobiłem, co mogłem. Przetrwałem. I wciąż umiem marzyć."
Bo może to właśnie znaczy dorosnąć –
nie przestać szukać drogi,
nawet wtedy, gdy wiesz,
że mapa jest tylko i wyłącznie narysowana łzami.



Komentarze