Niedziela, 11 stycznia 2026, Imieniny: Feliksa, Honoraty, Marty

 

Amelia Goździk  Zespół Szkół Ponadpodstawowych nr 2 im. Stanisława Staszica w Tomaszowie Mazowieckim     Ziemia, która wołaAmelia Goździk

Zespół Szkół Ponadpodstawowych nr 2 im. Stanisława Staszica w Tomaszowie Mazowieckim


Ziemia, która woła

Ziemia. Nie ta w doniczce, nie ta w kieszeni dziecka po zabawie w ogrodzie. Mówię o ziemi prawdziwej — ciemnej, żyznej, wilgotnej. Przesiąkniętej historią, krwią i modlitwą. O ziemi, która zna język bólu i nadziei. O ziemi, która milczy, ale w tym milczeniu brzmi donośniejszy głos niż w najgłośniejszych przemówieniach. O Polsce. Kiedy staję boso na tej ziemi, czuję, jak coś niewidzialnego wnika we mnie przez stopy, jak cichy szept przodków wspina się po moich żyłach aż do serca. Jakby chciała mi powiedzieć: Nie zapomnij. Jakby upominała: Nie jesteś pierwszy. Nie jesteś sam. Nie jesteś bez korzeni.

Patriotyzm... Czymże on dziś jest? Często używany jak hasło reklamowe. Czasem – niestety – staje się narzędziem podziału. A przecież w swojej najgłębszej, najczystszej formie nie dzieli, lecz jednoczy. Nie rani, lecz leczy. Nie karze, lecz prowadzi. Dla mnie patriotyzm nie jest tylko barwami na twarzy w czasie meczu. Nie jest tylko hymnem śpiewanym odświętnie. Jest czymś głębszym — codziennym wyborem. Pamięcią. Wiernością. Jest mostem między przeszłością a przyszłością, zbudowanym z cegieł naszych decyzji, naszych wartości, naszego języka.

Kiedy byłem dzieckiem, nie rozumiałem, czym jest Ojczyzna. Słowo to było zbyt wielkie, zbyt abstrakcyjne. Ale potem nadeszły opowieści. Babcia, o zmarszczkach jak mapa Kresów, mówiła szeptem o czasach wojny. O tym jak nocą, z narażeniem życia, przemycała bochenek chleba dla ukrywającego się Żyda. O tym, jak ściskała w dłoni różaniec, kiedy Niemcy przeszukiwali dom. O tym, jak jej matka mówiła: Nie zdradzaj języka. Język to nie tylko słowa – to godność. Dziadek nigdy nie mówił wiele. Ale w jego szafce leżała opaska z Powstania. Biel i czerwień – zakrwawione, wyblakłe. Czasem patrzył na nią z takim smutkiem, że nie śmiałem pytać. Dopiero później zrozumiałem: ta opaska była świadkiem jego młodości, pożegnanej bezpowrotnie. Była jak relikwia – przypomnienie, że wolność nie jest dana raz na zawsze. Że jest krucha. Że jest wyborem. W ich historiach nie było patosu. Nie było wielkich słów. Była cicha siła. I była prawda. Prawda o tym, że patriotyzm to często nie heroiczne gesty, lecz codzienne poświęcenia. Że to nie tylko śmierć za Ojczyznę, ale też życie dla niej.

Dziś, gdy idę przez ulice mojego miasta, widzę ślady tych, którzy byli tu przed nami. Tablice pamiątkowe na murach, nazwy ulic – Słowackiego, Piłsudskiego, Żołnierzy Wyklętych. I zastanawiam się: ilu z nas jeszcze zna ich historię? Ilu zatrzymuje się, by przeczytać inskrypcję wyrytą w granicie? Widzę też młodych ludzi – z telefonami, z głowami pochylonymi nad ekranami. Nie potępiam. Sam jestem jednym z nich. Ale pytam: czy jeszcze słyszymy głos ziemi? Czy jeszcze czujemy bicie serca Ojczyzny, czy już tylko wibracje powiadomień? Być patriotą w XXI wieku to inne wyzwanie niż kiedyś. Nie musimy walczyć z karabinem w ręku. Ale musimy walczyć – z obojętnością, z ignorancją, z relatywizmem. Musimy bronić historii, której nie przeżyliśmy, ale która ukształtowała nas bardziej niż zdajemy sobie sprawę. To trudniejsza walka, bo nie ma orderów. Bo nie ma pomników. Bo nikt nie będzie klaskał, gdy odmówisz udziału w hejcie, gdy staniesz w obronie języka, gdy powiesz: Kocham swój kraj, choć nie jest doskonały. Język polski – ten, którym mówimy, którym śnimy, którym modlimy się do Boga – jest jednym z najpiękniejszych darów, jakie otrzymaliśmy. I jednym z najbardziej niedocenianych. W czasach zaborów za jego używanie groziła kara. W szkołach uczono po rosyjsku lub niemiecku. Polszczyzna przetrwała tylko dzięki matkom i ojcom, którzy szeptali ją dzieciom do snu. Dzięki poetom, którzy ukrywali ją w metaforach. Dzięki księżom, którzy nie przestali odprawiać mszy w języku narodu. Dziś, kiedy słyszę, jak język ojczysty ginie pod naporem skrótów, wulgaryzmów i kalk językowych, czuję żal. Ale i odpowiedzialność. Bo patriotyzm to także dbałość o słowo.

O czystość mowy. O piękno poezji, którą nasi przodkowie chronili jak relikwię. Gdy recytuję Norwida, czuję, że nie jestem sam. Że jestem ogniwem w łańcuchu pokoleń. Że moje słowa to echo ich modlitw, ich krzyku, ich cierpliwego milczenia. Język jest jak rzeka — nie wolno go zatrzymać, nie wolno zanieczyścić. Musi płynąć, czysty i silny, bo w nim mieszkają wszystkie nasze historie.

Ile razy myślę o Polsce, nie przychodzi mi na myśl polityka ani ekran telewizora, ani głosy krzyczące z mównic. Myślę o polu zboża pod zachodzącym słońcem. O wsi, gdzie cisza przerywana jest tylko śpiewem ptaków i stukotem wozu. Myślę o święcie Wszystkich Świętych — o zniczach, które jak gwiazdy spadają na cmentarze. Myślę o Wigilii, kiedy biały opłatek staje się mostem pomiędzy skłóconymi sercami. Polska to nie tylko granice i hymn. Polska to wspomnienie. To smak kompotu z wiśni, głos dziadka opowiadającego o młodości. To pierwsza książka przeczytana pod kołdrą przy latarce. Polska żyje w detalach, w przedmiotach, w codzienności. I to właśnie czyni ją wieczną. Czasem pytam sam siebie: czy potrafiłbym oddać życie za Polskę? I w tym pytaniu nie chodzi tylko o heroizm, ale o gotowość, by codziennie coś z siebie oddać – czas, uwagę, pamięć. Patriotyzm nie zawsze żąda krwi. Częściej żąda sumienia. A ono potrafi być bardziej wymagające. Widzę czasem ludzi, którzy mówią: Ojczyzna mnie zawiodła. I może mają rację. Ale wtedy przypomina mi się historia pewnego żołnierza, który napisał w liście z frontu: Polska jest jak matka – nie zawsze sprawiedliwa, nie zawsze czuła, czasem surowa – ale zawsze matka. Nie wybiera się jej. Kocha się ją. Miłość do ojczyzny nie jest ślepa, jest świadoma. Widzi błędy, ale nie przestaje trwać. Widzi rany, ale nie odwraca się. Patriotyzm nie jest romantyczną iluzją, ale codzienną decyzją, by być wiernym, nawet gdy łatwiej byłoby odejść.

Prawdziwa miłość do Polski nie manifestuje się tylko na defiladach, nie błyszczy jedynie w świetle fajerwerków 11 listopada. Prawdziwa miłość do Polski to ta, która sprząta po sobie w lesie, która pomaga starszej sąsiadce z zakupami. Która głosuje świadomie, która mówi prawdę, choć niewygodną. Która sięga po polską książkę, śpiewa polską piosenkę, zna polską historię. To nie jest łatwa miłość. Bo Polska to nie kraj marzeń — to kraj pamięci.

A pamięć bywa bolesna. Bywa trudna. Ale to właśnie ona buduje tożsamość. Byłem kiedyś na Monte Cassino. Stałem tam, pośród białych krzyży i czułem, jak coś mnie ściska w gardle. Tam spoczywają młodzi ludzie, którzy nigdy nie wrócili do domu. Dla których Ojczyzna była już tylko marzeniem. Umierali, śpiewając "Czerwone maki". I wtedy zrozumiałem – Polska może być bardzo daleko, ale jeśli masz ją w sercu, to jesteś u siebie. Dziś, kiedy młodzi wyjeżdżają za granicę, często słyszę: Ja nie czuję już tego wszystkiego. Polska to dla mnie tylko kraj urodzenia. Ale ja wierzę, że patriotyzm może się odrodzić – jak las po burzy, jak źródło po suszy. Trzeba tylko dotknąć ziemi. Spojrzeć w oczy starszemu człowiekowi. Usłyszeć historię. I pozwolić sercu odpowiedzieć. Bo Polska woła. Nie głośno. Cicho. Jak modlitwa.

Woła przez ciszę cmentarzy. Przez zapomniane piosenki. Przez stare fotografie

w rodzinnych albumach. Woła przez matkę, która tuli dziecko w nocy, przez nauczyciela, który opowiada o Katyniu, przez pielęgniarkę, która pracuje po godzinach, bo wie, że jej służba to także służba krajowi. Polska woła i każdy z nas ma wybór: udawać, że nie słyszy albo odpowiedzieć. Nie heroicznie. Po prostu – uczciwie.

Może nie jestem bohaterem. Może nie zapiszę się w podręcznikach. Ale jeśli każdego dnia będę żył tak, by nie wstydziła się mnie ta ziemia – to może to wystarczy. Bo patriotyzm to nie słowa. To ślady, które zostawiamy. W języku. W pamięci. W drugim człowieku.

A ziemia... ona pamięta. I milczy. Ale kiedyś przemówi. I zapyta: co zrobiłeś z tym, co ci dałam? Ale ziemia nie pyta od razu. Czeka. Cierpliwie i z pokorą. Zna naturę człowieka. Wie, że często uczy się on powoli, że dojrzewa do zrozumienia. Polska, choć tak wiele przeszła, nie domaga się od nas wielkich poświęceń – domaga się raczej uważności. Uczy nas słuchać. Kiedyś myślałem, że patriotyzm to po prostu uczucie – coś, co się ma albo nie ma. Że to jak kolor oczu, cecha niezmienna. Dziś wiem, że to nieprawda. Patriotyzm jest procesem. To droga. Czasem prosta, częściej pełna zakrętów. Czasem oddalamy się od niej, czasem wracamy. Ale ona zawsze gdzieś jest – czeka, jak dobrze znany głos, który można rozpoznać nawet po latach ciszy.

Bywa, że czujemy wstyd. Że nasze społeczeństwo nie jest takie, jak chcielibyśmy. Że historia boli. Że teraźniejszość rozczarowuje. Ale czy wstyd nie jest również oznaką miłości? Czyż nie boli nas najbardziej to, co jest nam najbliższe? Gdyby Polska nie była częścią naszego serca, nie zależałoby nam. A skoro zależy - to znaczy, że wciąż kochamy.

Czasem myślę o tych, którzy nigdy nie widzieli Polski, a walczyli za nią. O zesłańcach na Syberii, którzy zamarzali, nucąc Jeszcze Polska nie zginęła. O emigrantach, którzy umierali w Nowym Jorku, z fotografią ojczystej wsi pod poduszką. O dzieciach, które uczyły się pisać po polsku na marginesach niemieckich książek. Czym była dla nich Polska? Przecież nie państwem, nie paszportem, nie instytucją. Była ideą. Tęsknotą. Obietnicą powrotu. Dla nich Polska była jak modlitwa — wypowiadana szeptem, gdy nikt nie słyszał, a jednak najważniejsza. I może to właśnie jest odpowiedź: patriotyzm to nasza modlitwa do Ojczyzny. Modlitwa nie słowami, lecz życiem. Każdym wyborem, jakiego dokonujemy.

Zdarza mi się spotkać ludzi, którzy nie widzą sensu w patriotyzmie. Mówią: Świat się zmienił, dziś jesteśmy obywatelami świata. Ale ja pytam: jak można być obywatelem świata, jeśli nie zna się swojej ziemi? Jeśli nie rozumie się swojego dziedzictwa? Drzewo, które nie ma korzeni, nie przetrwa pierwszego silniejszego wiatru. A Polska — nasza Polska — to właśnie nasze korzenie. To nasz grunt. Nasza gleba. Nie twierdzę, że wszystko, co polskie, jest doskonałe. Przeciwnie — nasza historia to opowieść o błędach, o zdradach, o chwilach hańby. Ale również o naprawie. O podnoszeniu się z kolan. O wierze, która przetrwała, nawet gdy wszystko inne zawiodło. To nie mit, to rzeczywistość zapisana w bliznach. Jest coś głęboko duchowego w polskim cierpieniu. W naszej poezji, w naszej muzyce, w obrazach Matejki i słowach Wyspiańskiego, w spojrzeniu matki, która wie, że jej syn może nie wrócić. Polska to kraj, który umiał płakać i się nie poddać. Który uczył się chodzić od nowa po każdym ciosie. I może dlatego właśnie zasługuje na naszą lojalność — nie dlatego, że jest łatwa do kochania, ale dlatego, że tak długo walczyła, by w ogóle istnieć.

Pamiętam dzień, w którym po raz pierwszy świadomie zaśpiewałem hymn. Nie w szkole, nie na uroczystości. Po prostu — sam, w lesie, idąc ścieżką, którą chodził mój pradziadek. I wtedy poczułem dreszcz. Nie z dumy. Z odpowiedzialności. Bo te słowa nie są tylko melodią — są przysięgą. Obietnicą, że nie zapomnę. Że będę trwał. Że jeśli przyjdzie chwila próby, stanę tam, gdzie trzeba.

Patriotyzm to również cisza. To chwila milczenia przy grobie nieznanego żołnierza. To łza, która spływa po policzku, kiedy w radiu słyszysz dźwięki Mazurka Dąbrowskiego. To to, czego nie da się powiedzieć — ale co się czuje. W głębi. Tam, gdzie mieszkają sumienie i prawda. Dlatego właśnie nie wierzę, że patriotyzm może umrzeć. Może zostać zapomniany na chwilę, może być wyśmiany. Ale nie zginie. Bo nawet jeśli zamilkną głosy, ziemia nadal będzie mówić. Przez drzewa. Przez rzeki. Przez stare modrzewie i pęknięte kamienie. Polska nie przemija. Polska się przechowuje — w nas. I kiedyś, być może wiele lat po naszej śmierci, ktoś otworzy starą książkę, znajdzie list, wysłucha nagrania głosu i zrozumie: Tak, to była miłość. Może trudna, może wymagająca, ale prawdziwa. Bo nie ma większej miłości niż ta, która łączy ludzi z ich domem. A Polska, jakkolwiek ją nazwiemy, jakkolwiek ją podzielimy — zawsze będzie domem.

Pin It

Komentarze





Naprawa sprzętu AGD

e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Materiały Urzędu Miasta

TIT - Tomaszowski Informator Tygodniowy
Agencja Wydawnicza PAJ-Press

ul. Długa 82
97-200 Tomaszów Mazowiecki,
tel. 44 724 24 00 wew. 28 (biuro ogłoszeń)
tel. kom. 609-827-357, 724-496-306

WYRÓŻNIONE

Z wizytą i upominkami u "Krasnoludków"

Uczniowie z I Liceum Ogólnokształcą...

Wycinka lasu w okolicach Białej Góry

– Ogromne obszary zostały całkowici...

Wciąż nie wybrano nowego starosty

Już w nadchodzący piątek radni znów...

W Tomaszowie dużo więcej osób umiera, niż się rodzi

Co roku sprawdzamy w Urzędzie Stanu...

W orszaku "popłynęli" łodziami

Wierni z parafii św. Rodziny przy u...

Urząd Skarbowy informuje

14 stycznia w godz. 11.00–14.0...

Tragiczny sylwester

31 stycznia około godz. 21.50 na dr...

Tłumy na wigilii u państwa Dębców

Setki Tomaszowian otrzymały świątec...

Światła i rogatki zamiast STOP-u

W ostatnich dniach starego roku zmi...

Przygotowania do wielkiego Finału WOŚP

"Zdrowe brzuszki naszych dzieci" to...

NAJNOWSZE

Mnóstwo chętnych do budowy bloków

Tuż przed świętami SIM KZN Łódzkie ...

Co dalej z przychodnią w Białobrzegach?

Część mieszkańców osiedla Białobrze...

Wciąż nie wybrano nowego starosty

Już w nadchodzący piątek radni znów...

Juniorzy kontra seniorzy

Siatkówka mężczyzn w III lidze Trw...

Czas na półfinały

Siatkówka młodzieżowa Trwają młodz...

Kiedy zapadnie wyrok?

W Sądzie Rejonowym w Tomaszowie trw...

O zieleń miejską zadba Pol-Trak

Choć w najlepsze trwa zima, to wład...

Pomoc i serce dla bezdomnych

Podopieczni Schroniska dla Bezdomny...

Tłumy na wigilii u państwa Dębców

Setki Tomaszowian otrzymały świątec...

Kolędy na góralską nutę

...wybrzmiały w minioną niedzielę, ...

 

Stan jakości powietrza według Airly
TOMASZÓW MAZOWIECKI
Instagram