Do punktu wymazowego przy Tomaszowskim Centrum Zdrowia kolejki stają się coraz dłuższe. To efekt czwartej fali koronawirusa i trwania w najlepsze sezonu na infekcje grypopodobne. Ludzie narzekają, że stać muszą na mrozie, nawet z małymi dziećmi.
Budka, gdzie pobiera się wymazy na obecność COVID-19, stoi przy budynku szpitala, tam gdzie wchodzi się do poradni specjalistycznych. Kolejki ciągną się obecnie aż do bramy wejściowej szpitala, stoi po kilkadziesiąt osób i choć pobieranie wymazów idzie sprawnie, czasem długo się czeka. - Jest mróz, a ja musiałam stać z dzieckiem, bo nikt mnie nie przepuścił. Jak się zapytałam w kolejce, to mi powiedzieli, że mamy czekać, tak jak inni - powiedziała nam czytelniczka, która była tam w zeszłym tygodniu. Jest zbulwersowana tym, że czeka się na dworze, przy tak niskich temperaturach, śniegu i deszczu. Takich osób było więcej, choć głównie dorośli. Niektórzy, mając koronawirusa lub inną infekcję, stali tam z gorączką. Ciężko wystać w takiej sytuacji na zimnie. - Czemu nie można podjechać, tak jak dawniej samochodem? Człowiek by chociaż nie zmarzł - powiedziała nam czytelniczka. Niestety musiała zaparkować i podejść pieszo.
Ludzie uważają, że w takiej kolejce, jak się nawet nie ma COVID-19, to można wrócić zakażonym lub przeziębionym. Zapytaliśmy w szpitalu, dlaczego dochodzi do takich sytuacji i czy można poprawić komfort osób korzystających z punktu wymazowego. Konrad Borowski, naczelny pielęgniarz z TCZ, przyznaje, że warunki czekających ludzi należałoby poprawić i że są prowadzone rozmowy na ten temat. - Myślimy o namiocie. Taki funkcjonuje dla szczepień i jest nagrzewany. Rozważamy ustawienie takiego na wymazy, lecz musimy się zastanowić, jak to rozwiązać, by było bezpiecznie dla czekających. Nie mogą być przecież dodatkowo narażeni na zakażenie - mówi. Dodaje, że w budynku szpitala nie ma już takiego pomieszczenia i że nie można przecież wszystkich skupić w jednym miejscu. - Musimy zapobiegać zakażeniom. Na otwartej przestrzeni ryzyko to stosunek tylko 1 do 73, w pomieszczaniach ryzyko jest znacznie wyższe - informuje K. Borowski.
Szpital zastanawia się nad powrotem do funkcjonowania punktu na zasadzie drive thru, czyli podjeżdżania na wymaz samochodem. Rozważane jest też wydłużenie godzin pracy punktu. Obecnie wymazy pobierane są od poniedziałku do czwartku od godz. 7.30 do 10.30, w piątki od 12 do 15, a w soboty i niedziele od 7.30 do 10.30.
Zapytaliśmy również, dlaczego tak jest, że w jednym czasie do punktu ustawia się kilkadziesiąt osób. - Faktycznie dochodzi do kumulowania się osób oczekujących, zwłaszcza we wtorek i środę. Wygląda to tak, że ludzie chorują w weekend i zlecenie na wymaz dostają w przychodni w poniedziałek. Na test jeździ się więc bardzo często we wtorek i środę. Faktem jest też, że jeśli np. zlecenie ma małe dziecko, to powinno mieć wymaz w domu, a nie żeby rodzic musiał z nim stać na powietrzu - zauważa K. Borowski. Zapewnia, że o poprawie warunków związanych z pobieraniem wymazów na COVID-19 będą prowadzone rozmowy i że TCZ będzie starało się je poprawić.
Joanna Dębiec



Komentarze