Chwile grozy przeżyli mieszkańcy części ulicy Zawadzkiej w czwartek, 30 lipca po południu. Doszło tam do uszkodzenia rury, wybuchu gazu i pożaru budynku mieszkalnego. Potężny huk słychać było na Niebrowie, a słup ognia widoczny był z daleka. Na szczęście nikt nie zginął, ale od tragedii było o krok!
Takie wydarzenie to traumatyczne przeżycie dla osób nim dotkniętych oraz świadków. Na równe nogi postawiono nie tylko niemal wszystkie służby ratownicze z Tomaszowa, ale i z okolic. Około godziny 15.30 na ulicy Zawadzkiej rozległ się ogromny huk i niemal w tym samym momencie pojawił się wielki słup ognia. W mieście rozległy się syreny. Na miejsce zdarzenia pomknęły wozy strażackie, radiowozy, karetki, pogotowie gazowe, energetyczne i inne służby. Ludzie wybiegli z domów, nie wiedzieli co się stało, bali się o siebie i swoich najbliższych. Zaczęła się gorączkowa walka o ratowanie ludzi i domów.
Jak mówi mł. kpt. Artur Malinowski, oficer prasowy KP PSP w Tomaszowie, na ul. Zawadzkiej doszło do rozszczelnienia gazociągu średniego ciśnienia podczas prowadzonych prac wodociągowych, w wyniku czego zapaliła się część budynku mieszkalnego jednorodzinnego. – Wspólnie z policjantami ewakuowaliśmy mieszkańców pobliskich zabudowań. Działania zastępów straży pożarnej polegały na zabezpieczeniu miejsca zdarzenia przed dostępem osób postronnych, ugaszeniu pożaru domu i obronie obiektów znajdujących się w bliskiej odległości od źródła ognia – informuje A. Malinowski. Ulica została zamknięta, co stanowiło duże utrudnienie w ruchu – od czasu remontu mostu na ulicy Legionów ulica Zawadzka stanowi objazd poprzez ulicę Mostową do centrum miasta. Najgorsze jednak było to, że w domu, w którym wybuchł pożar, mógł ktoś zginąć. Na szczęście tak się nie stało. 92-letnia mieszkanka domu źle się poczuła i została przewieziona do szpitala. – Z rejonu ulatniającego się gazu ewakuowano około 150 osób. Nikt nie odniósł obrażeń – informuje mł. asp. Natalia Cieślak, p.o. rzecznika prasowego KPP w Tomaszowie.
- Gdzie jest zawór?!
Akcja była dramatyczna i z każdą minutą napięcie rosło. Był problem ze zlokalizowaniem zaworu gazu, więc ulatniał się on dalej i stanowił zagrożenie. W końcu zawór udało się zlokalizować i zamknąć. – Działania gaśnicze trwały do czasu zakręcenia przez pogotowie gazowe zaworów odcinających gaz. Następnie przez kolejne godziny prowadzono cykliczne pomiary stężenia gazu w bezpośrednim sąsiedztwie miejsca wycieku do czasu całkowitego usunięcia zagrożenia – wyjaśnia mł. kpt. Artur Malinowski.
W ocenie dowodzącego akcją gaśniczą pożar stwarzał zagrożenie wielkich rozmiarów. Sprawa była tak poważna, że na miejsce przybył też m.in. komendant wojewódzki PSP w Łodzi st. bryg. Marcin Dulas oraz Grupa Operacyjna ŁKW PSP w Łodzi, prezydent Tomaszowa, z-ca komendanta policji w Tomaszowie, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego oraz pracownicy Wydziału Zarządzania Kryzysowego i Monitoringu w naszym magistracie. Na szczęście udało się opanować zagrożenie, ugasić pożar i ocalić inne domy na ul. Zawadzkiej. Zużyto łącznie 300 m sześc. wody, która częściowo tłoczona była z rzeki Wolbórki oddalonej o 550 metrów od miejsca pożaru poprzez tzw. magistralę wodną. W akcji brały udział różne służby, w tym: strażacy z JRG Tomaszów Mazowiecki, JRG nr 4 Łódź, jednostki OSP z Ujazdu, Nagórzyc, Tomaszowa, Ludwikowa, Białobrzegów, Lubochni, Przesiadłowa, a także policja, Zespół Ratownictwa Medycznego, pogotowie gazowe i energetyczne.
Wielu Tomaszowian zastanawiało się, jak doszło do tej dramatycznej sytuacji. – Na miejscu wykonano czynności i zabezpieczono teren naprawy sieci gazowniczej. Wartość strat jest w trakcie szacowania. Z ustaleń wynika, że pracownicy firmy budowlanej, dwaj mężczyźni z Tomaszowa w wieku 29 i 28 lat, podczas wykonywania usług przyłącza wodociągowego do posesji, prawdopodobnie dokonali uszkodzenia rury gazowej biegnącej pod ziemią. W wyniku ulatniania się gazu doszło do pożaru – relacjonuje mł. asp. Natalia Cieślak z KPP w Tomaszowie.
- Wysiłek, pot i łzy
Akcja ratowniczo-gaśnicza trwała długo. Kosztowała wiele wysiłku, a nawet łez. Stała się czyimś dramatem, może być jednym z gorszych wspomnień. Zapytaliśmy w Urzędzie Miasta, jakie działania podjęło miasto w sprawie opanowania sytuacji związanej z wybuchem gazu na ul. Zawadzkiej i jakiej pomocy udzielono kobiecie, której zapalił się wówczas dom? Czy otrzymała wparcie, np. lokal zastępczy? Jaka pomoc została udzielona ewakuowanym mieszkańcom i jak doszło do wybuchu, tj. czy było to podczas prac przy sieci wodociągowej, zlecanych przez ZGWK?
Jak poinformował nas Krzysztof Kukliński, szef Zarządzania Kryzysowego w UM w Tomaszowie, prace nie były prowadzone czy też zlecane przez żadne miejskie instytucje. – Poszkodowana nie była zainteresowana lokalem zastępczym, skorzystała z opieki najbliższej rodziny. Została też na miejscu poinformowana, że jeżeli będzie potrzebować pomocy, to może zgłosić się do miejskich instytucji. Straż pożarna prowadziła ewakuację bezpośredniego miejsca zagrożenia, miasto było przygotowane do przeprowadzenia ewakuacji na większą skalę, ale na szczęście nie było takiej potrzeby. Mieszkańcy po zakończeniu akcji powrócili do domów – wyjaśnił K. Kukliński.
Od Jolanty Szustorowskiej, dyrektorki MOPS w Tomaszowie dowiedzieliśmy się, że pracownicy ośrodka mieli już kontakt z poszkodowaną rodziną. – Obecnie rozmawiamy i ustalamy, jaka pomoc jest potrzebna – mówi.
Joanna Dębiec



Komentarze