Na poniedziałek, 27 kwietnia zwołana została 43. w tej kadencji sesja Rady Powiatu, na której miał być głosowany wniosek grupy radnych o odwołanie Dariusza Kowalczyka z funkcji starosty tomaszowskiego. Obrad jednak nie było. W sali konferencyjnej Starostwa Powiatowego pojawiło się tylko 10 radnych. Nie było więc kworum do podejmowania prawomocnych uchwał.
Poniedziałkowa sesja miała być konsekwencją złożonego 26 marca przez grupę ośmiu radnych PiS wniosku o odwołanie starosty tomaszowskiego, który swą funkcję pełni raptem od 9 stycznia br. Zgodnie z ustawą samorządową taki wniosek mógł być głosowany dopiero na następnej sesji.
Na wniosek Zarządu Powiatu zwołaną ją na 27 kwietnia, ale nie doszło do głosowania. Przybyło tylko 10 radnych, a w przypadku naszej Rady Powiatu do rozpoczęcia obrad potrzebna jest obecność co najmniej 12 radnych. Pojawili się tylko przedstawiciele rządzącej obecnie powiatem koalicji i to nie wszyscy. Nie było nawet przewodniczącego Rady Powiatu. Obrady otworzył więc wiceprzewodniczący Marek Olkiewicz, który po stwierdzeniu braku kworum od razu je zamknął.
Opozycja, którą obecnie tworzy łącznie 12 radnych z PiS oraz części PO i KWW Wszyscy Razem, nie przyszła. Z tego wniosek, że przedstawiciele PiS nie zebrali wystarczającego poparcia dla wniosku o odwołanie starosty, do czego potrzeba aż 14 głosów (odwołanie starosty następuje w głosowaniu tajnym większością co najmniej 3/5 głosów ustawowego składu rady). Opozycjoniści woleli więc zerwać kworum, by nie dopuścić do głosowania złożonego przez nich wniosku. Rzecz w tym, że w przypadku przegranego głosowania kolejny wniosek o odwołanie starosty może być zgłoszony nie wcześniej niż po upływie 6 miesięcy od poprzedniego głosowania. Uznano więc, że będzie lepiej, jeśli groźba odwołania powisi jeszcze nad starostą Kowalczykiem.
(poż)



Komentarze