Do tego, że Tomaszów w ostatnim dziesięcioleciu stał się miejscem lądowania dla partyjnych kolegów naszych włodarzy, zdołaliśmy się przyzwyczaić, a sądząc po braku reakcji na kolejnych prokurentów, prezesów i wiceprezesów akceptujemy to.
Jako rzecz normalną traktujemy obsadzanie kluczowych stanowisk w miejskich spółkach przez ludzi, których partia kazała zatrudnić, bo gdzie indziej stracili intratne fuchy. Nie robi na nas wrażenia kupczenie stanowiskami przez radnych, upychanie na niepotrzebnych nikomu stanowiskach pociotków i znajomych. Nie przeszkadza nam personalna karuzela i ciągła rotacja tych samych nazwisk na kolejnych stanowiskach. Godzimy się na to, bo w następnych wyborach znów wybieramy członków sitwy, głosujemy na ludzi, których kręgosłup moralny jest giętki jak z plasteliny. Partyjny szyld przysłania nam wartość człowieka.
Ktoś powiedział, że to, iż rynek pracy w Tomaszowie jest w zapaści, to nie efekt braku wiedzy i umiejętności obecnej władzy – to przemyślana i skutecznie realizowana polityka. W mieście, w którym władza jest największym pracodawcą, łatwo uzależnić od siebie ludzi. To oni w trosce o swój byt i przyszłość swoich dzieci będą wspierać istniejący układ, bo boją się, że gdy przyjdzie nowy, mogą stracić nawet te nędzne podstawy egzystencji. W swojej pracy dziennikarskiej zbyt często spotykam się z ludźmi zastraszonymi, bojącymi się otwarcie mówić o patologiach toczących naszą społeczność. Rozumiem ich, ale nie mogę się pogodzić z faktem, że w teoretycznie wolnym kraju zamyka się ludziom usta – i nie robi tego żadna instytucjonalna cenzura, ale demokratycznie wybrana władza.
Cyrk, jaki zafundowali nam pod koniec ubiegłego roku nasi radni, niech będzie kroplą przepełniającą kielich goryczy. W powiecie obnażono mechanizmy politycznej korupcji, o której piszemy od lat. Zrobił to jeden radny – Kazimierz Mordaka. Zapewne władze PO plują sobie w brodę, że zaproponowały mu start w wyborach. Jest chyba jedynym prawdziwym samorządowcem w całym tym gronie – bezkompromisowym, uczciwym i nieprzekupnym. Gdyby takich było więcej, panowie WW nie mogliby bezkarnie prowadzić swojej wojenki, na której tracimy my – mieszkańcy. Ale zapewne Mordaka zostanie odizolowany, przestanie być zapraszany na "tajne" spotkania, na których rozdaje się stołki i fuchy, snuje wizje układów i przymierzy. I nadal spokojnie, po cichu, trwać będzie przydzielanie swoim nowych funkcji, jak nie w Tomaszowie, bo tu zbyt widać, to w Rawie Mazowieckiej czy innym zaprzyjaźnionym mieście, z którym wymienimy się kolegami.
I tak będzie trwał ten grajdołek dopóki do ludzi nie dotrze prosta prawda: to my tych panów i panie zatrudniamy – oni nie są jakąś wszechwładną elitą, są naszymi pracownikami, których mamy prawo i obowiązek wywalić z pracy, jeśli ją źle wykonują.
Andrzej Kucharczyk



Komentarze