Waży się sprawa wypłaty 800+ dla dzieci z Ukrainy przebywających w naszym kraju. Prezydent RP zawetował nowelizację ustawy o tej pomocy. Przypadek sprawił, że poznałem tę sprawę bezpośrednio od zainteresowanych.
W spożywczym markecie natknąłem się na parę starszych ludzi rozmawiających po rosyjsku, mieli jakiś problem z wyborem towaru. Ponieważ znam (a raczej znałem, bo kilka lat nie używałem) język rosyjski, włączyłem się do rozmowy, oferując pomoc. Ucieszyli się. Już w większym gronie dokończyliśmy zakupy i wyszliśmy ze sklepu. Wiedziałem już, że są Ukraińcami. Pochodzą z rejonów, gdzie wszyscy mówili po rosyjsku, nawet w urzędach. Dzieci ukraińskiego zaczęły się uczyć w szkole i uczyły go dziadków. Teraz uczą ich polskiego.
Moi rozmówcy włożyli zakupy do samochodu z ukraińskimi numerami rejestracyjnymi i chcieli odjechać. Ja chciałem odświeżyć znajomość języka i porozmawiać o ich sytuacji w naszym kraju. Zaprosiłem ich na kawę do sąsiedniego lokalu gastronomicznego. Po chwili wahania przyjęli zaproszenie. Kawy nie chcieli, woleli herbatę, najlepiej zieloną. Dowiedziałem się że do Polski uciekli przed wojną, która przed prawie trzema laty objęła rejon, w którym mieszkali. Przyjechali do naszego powiatu, a po pewnym czasie wrócili na Ukrainę po dwoje wnucząt, których ojciec jest zawodowym wojskowym walczącym na froncie, a matka pracuje w przyfrontowym szpitalu. Oni sami są emerytami, dobijają siedemdziesiątki. Pracowali jako urzędnicy niewysokiego szczebla. Wynajęli mieszkanie, dzieci poszły do szkoły i tak spokojnie cała czwórka sobie żyła. Rodzice dzieci nie mogą przyjechać w odwiedziny z wiadomych względów. Ale dziadkowie z wnukami byli latem w Winnicy, gdzie mają znajomych, i tam dzieci spotkały się z rodzicami.
Gdy wrócili i zorientowali się, co się w Polsce dzieje po wyborach prezydenckich i jak głowę podnoszą narodowcy, to są pełni obaw. Boją się o samochód, by ktoś, widząc jego rejestrację, nie pokiereszował go. Jak do tej pory nie spotkała ich żadna krzywda, dzieci też nie są prześladowane w szkole.
W Polsce utrzymują się ze swoich emerytur, rodzice też transferują pieniądze do Polski, choć kursy hrywny do złotówki są kiepskie. Najwięcej pochłania wynajęcie mieszkania. A teraz są pełni obaw, że stracą 800+. Rozważają podjęcie jakiejś prostej pracy, ale w ich wypadku ze względu na wiek i kondycję, barierę językową to prawie nierealne. Dzieci, jak mówią, dobrze sobie radzą z językiem polskim, oni dużo słabiej. Gdy powiedziałem im, że współpracuję z lokalną gazetą, prosili by o nich nie pisać, a jeśli już to bez nazwisk, imion i adresu. Co będzie dalej, gdy w październiku zaczną obowiązywać nowe przepisy, nie wiadomo. A co jak przytrafi się choroba? Może dla nich będą wyjątki, jak zapowiada Kancelaria Prezydenta?
J.Pampuch



Komentarze