Urząd Wojewódzki w Łodzi przeprowadził doraźną kontrolę w Domu Pomocy Społecznej nr 1 przy ul. Polnej z filią przy ul. Farbiarskiej w Tomaszowie Mazowieckim. Wykazała ona nieprawidłowości. Czy źle się dzieje mieszkańcom?
Łódzki Urząd Wojewódzki przeprowadza kontrole w różnych zakresach. Robią je pracownicy określonych wydziałów, w tym Wydział Rodziny i Polityki Społecznej. Jedna z takich kontroli odbyła się w tym roku w tomaszowskim DPS nr 1 po skargach złożonych przez mieszkankę Tomaszowa. W połowie sierpnia opublikowany został dokument z zaleceniami pokontrolnymi dla placówki, która ma dwie siedziby: jedna znajduje się przy ul. Polnej 56, druga przy ul. Farbiarskiej 27/29. Przedmiotem kontroli była jej organizacja i funkcjonowanie. Kontrolerzy analizowali m.in. spełnienie wskaźnika zatrudnienia pracowników zespołu terapeutyczno-opiekuńczego oraz ich kwalifikacje zawodowe.
Do jakich wniosków doszli? Otóż, jak czytamy w zaleceniach pokontrolnych, "W filii DPS przy ul. Farbiarskiej 27/29 przebywają np. osoby, które nie ukończyły 65. roku życia, co nie jest zgodne z typem domu mieszczącego się pod tym adresem. Dom przeznaczony jest zgodnie z posiadanym zezwoleniem Wojewody Łódzkiego dla osób w podeszłym wieku co nie jest zgodne z zapisem art. 54 ust. 2 ustawy z dnia 12 marca 2012 r. o pomocy społecznej". Analiza harmonogramów pracy pracowników DPS nr 1 wykazała, że na zmianie nocnej dyżur pełni dwóch pracowników – opiekun i pokojowa. Zdaniem kontrolujących może prowadzić to do braku wypełnienia przepisów o domach pomocy społecznej. "Powyższe rozwiązanie może wpływać negatywnie na jakość świadczonych usług na rzecz mieszkańców. Należy zatem podjąć działania mające na celu zwiększenie zatrudnienia pracowników pełniących dyżury na zmianie nocnej" – piszą w zaleceniach pokontrolnych.Ogółem jednak w kontrolowanym zakresie działalność DPS-u oceniono pozytywnie, choć z nieprawidłowościami. Jako ich przyczynę wskazywany jest brak wystarczającej kontroli dyrektora DPS nr 1, którym zarządza Anna Pawlak.
Łódzki Urząd Wojewódzki w Łodzi nakazał również niezwłocznie przyjmować osoby po 65. roku życia. Co ciekawe zwrócono też uwagę na to, o czym i my pisaliśmy na naszych łamach, a mianowicie, że w DPS-ie mieszkają osoby, które nadużywają alkoholu. "Należy zintensyfikować działania nakierowane na podejmowanie leczenia przez osoby nadużywające alkoholu oraz minimalizowanie negatywnych skutków wynikających z nadużywania alkoholu przez mieszkańców domu" – czytamy. Niestety z tym problemem boryka się wiele DPS-ów w Polsce, co wpływa na komfort pracy obsługi, terapeutów, a także spokój innych mieszkańców i ogólną atmosferę w takich placówkach. Poprosiliśmy Annę Pawlak, dyrektorkę DPS nr 1, by skomentowała wyniki kontroli, jednakże odmówiła zajęcia stanowiska.
O problemach w DPS nr 1 pisaliśmy na naszych łamach w sierpniu ub. roku. Panował tam wówczas świerzb. Jest to choroba wywołana przez świerzbowca ludzkiego, powodująca powstanie zmian skórnych i uporczywe swędzenie. Anna Pawlak tłumaczyła wtedy, że "takie rzeczy się zdarzają". Złożyła wyjaśnienia w Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej. Pracownicy sanepidu potwierdzili nam, że faktycznie stwierdzono tę chorobę w tym DPS-ie. – My świerzbu nie rejestrujemy. Choć jest to choroba zakaźna, to jest traktowana jako zaniedbanie higieniczne. Oczywiście nie musi być tak, że w tym DPS-ie do takich zaniedbań dochodzi. To choroba, którą ktoś może np. przynieść z zewnątrz. Najwięcej jej przypadków jest od jesieni po listopad, zimę. Zdarza się np. po wakacjach – tłumaczyła Jadwiga Kaczmarek, państwowy powiatowy inspektor sanitarny w Tomaszowie Mazowieckim. Ogółem w DPS nr 1 zakażonych miało być 10 osób. Zostało włączone u nich leczenie. Według sanepidu pluskiew świerzbowca nie stwierdzono w tej placówce, mogła więc być to choroba przyniesiona z zewnątrz.
Szkoda, że Anna Pawlak odmówiła nam komentarza w spawie kontroli i zaleceń pokontrolnych. Nieprawidłowości muszą być usunięte, to nie ulega wątpliwości. Nie wiadomo jednak, jak dalej będzie wyglądać zarządzenie tą jednostką. Niektórzy pracownicy DPS nr 1 mówią, że to nagonka na placówkę, która została wywołana z pobudek osobistych, a nie w trosce o dobro mieszkańców placówki. Pewnie jak zawsze prawda leży gdzieś pośrodku.
Joanna Dębiec



Komentarze