Nie jest łatwo dotrzeć na czas na dworzec kolejowy i autobusowy w Tomaszowie i wrócić do domu autobusem komunikacji miejskiej. Pomimo apeli mieszkańców, nic się na razie nie zmieniło.
Kilka miesięcy temu poruszaliśmy temat związany z połączeniami autobusowymi z różnych części miasta z dworcem PKP i PKS. Chodzi o to, że brak jest dogodnego dla podróżnych skomunikowania emzetek z przyjazdami i odjazdami pociągów. Z kolei korzystają nie tylko studenci, ale też inni mieszkańcy, niemający prawa jazdy czy samochodu, bądź też ci, którzy nie chcą autem jeździć do dużych miast. Jest to zresztą zgodne z ideą dbania o środowisko. Po co pchać się samochodem np. do zatłoczonej Łodzi, skoro można sprawnie dostać się tam pociągiem? Niestety rozkład jazdy MZK w Tomaszowie mało temu sprzyja.
O poprawę tej sytuacji walczy młody tomaszowianin Adam Pierzchała, który regularnie podróżuje koleją. W sprawie skomunikowania emzetek z rozkładem PKP zwrócił się pisemnie do Barbary Klatki, przewodniczącej Rady Miasta. Zauważył m.in., iż zdarza się, że miejski autobus odjeżdża spod dworca równocześnie z przyjazdem pociągu na stację bądź 1–3 minuty po nim. Ciężko zdążyć, bo jak obliczył, dystans między peronem a przystankiem liczy 183 metry. – To sporo dla podróżnych z bagażami, w podeszłym wieku czy z niepełnosprawnością – tłumaczy Adam Pierzchała. Barbara Klatka nie pozostała obojętna i napisała do prezydenta miasta pismo o podjęcie działań w tej sprawie. Nam w ZDiUM-ie odpowiedziano, że w miarę możliwości rozkład jazdy autobusów zostanie dostosowany do przyjazdów i odjazdów pociągów. Problem jednak w tym, że PKP w ciągu roku wprowadza wiele zmian w ich kursowaniu, więc dostosowanie kursów MZK do wszystkich pociągów zatrzymujących się na stacji w Tomaszowie wymusiłoby wprowadzanie ciągłych zmian w rozkładzie jazdy.
Prezydent Marcin Witko zapewnił, że jest prowadzona analiza otrzymanych materiałów zrobionych przez A. Pierzchałę. Sprawdzane są możliwości zwiększenia wozokilometrów i częstotliwości kursów, które mogłyby być wprowadzone po zmianie rozkładu jazdy na wakacje i od września br. z uwzględnieniem zmian w rozkładach PKP.
Na razie jednak nic się nie poprawiło. Podróżni dalej narażeni są na niedogodności. - Jest nawet gorzej, niż było - mówi Adam Pierzchała. Pod koniec lipca sam skierował pismo do prezydenta Marcina Witko z opisem problemu związanego z rozbieżnością czasu przyjazdu pociągów na stację i czasu odjazdu autobusów z przystanku w pobliżu dworca. Zwrócił uwagę na to, że nie zostały podjęte żadne efektywne działania w tym temacie. Twierdzi też, że prowadzone ostatnio badania komunikacji miejskiej nie przyniosły konkretnych zmian. – Jak wielu innych tomaszowian korzystam z możliwości dojeżdżania na studia i do pracy pociągami. Gdy wracam z Łodzi, jedyne o czym marzę, to szybki dojazd z dworca do domu. Jednak to tylko marzenia ściętej głowy – denerwuje się A. Pierzchała. Liczę na jakiś odzew i działanie, a nie tylko obietnice – dodaje.
W ostatnich dwóch tygodniach mieszkańcy mieli dodatkowe utrudnienia ze względu na remont torów. Funkcjonowała komunikacja zastępcza i przejazdy były dodatkowo wydłużone, co jeszcze potęgowało problemy z dojazdem do domu po powrocie z podróży na tomaszowski dworzec.
Złe skomunikowanie emzetek z pociągami to nie jedyny problem, jaki sygnalizują nam mieszkańcy. – W czasie wakacji co piątek na przystani nad Pilicą organizowane są koncerty, na które chętnie bym pojechała, ale po 17.00 "szóstka" już nie jeździ – żali się np. mieszkanka Niebrowa. – Nie ma czym dojechać i wrócić.
Tomaszowianie sygnalizują też kłopoty z dojazdem do szpitala czy ZUS-u. – Są rejony miasta, z których ciężko się wydostać w dogodnych godzinach. Bywa również, że jedzie jeden autobus za drugim, a potem przez dłuższy czas nie ma żadnej emzetki – twierdzą.
J.D



Komentarze