Bale maturalne kilkadziesiąt lat temu miały swój urok. Odbywały się przeważnie w szkołach, młodzież ubrana była skromnie, sale dekorowała samodzielnie. Zawsze był piękny polonez, wzruszenie i zabawa wspominana przez lata. A jak swoje studniówki zapamiętali Tomaszowianie?
Te sprzed lat i te dzisiejsze to zupełnie inna bajka. Dawniej studniówki były znacznie skromniejsze, zwłaszcza w czasach PRL-u, ale miały swój urok. Maturzyści bawili się w salach gimnastycznych, stołówkach, świetlicach szkolnych, a organizacja zależała od uczniów i rodziców. Dziś bale też organizują rodzice, ale w restauracjach, gdzie słono się płaci. Wynajmowane są osoby do strojenia sal, zrobienia tzw. ścianek do zdjęć, bywa, że są fotobudki i inne kosztowne niespodzianki. Kiedyś wystarczył szary papier, kolorowa bibuła, balony, siatka maskująca i... kreatywność, by sala gimnastyczna zmieniła się w zamek, kosmiczne przestworza, dno morza czy dżunglę.
Pani Zofia Zielińska z tomaszowskiego oddziału Archiwum Państwowego w Piotrkowie Tryb. uczęszczała do Liceum Zawodowego w Zespole Szkół Zawodowych nr 2 (gastronomik). Jej wychowawczynią była pani Maria Pijanowska. Studniówka odbyła się z 1 na 2 lutego 1986 r. – Były wtedy trzy klasy maturalne. Nasza – Liceum Zawodowego, druga z Technikum Gastronomicznego, trzecia z Liceum Ekonomicznego. Był podział, która klasa czym się zajmuje przy organizacji. Gastronomik dbał o jedzenie, ekonomik o program artystycznym, a Liceum Zawodowe za dekorację sali – wspomina Z. Zielińska.
Impreza odbywała się w świetlicy w nowym budynku szkolnym. Motywem przewodnim dekoracji robionej przez uczniów było niebo, zimowy krajobraz pod gwiazdami. – Mama koleżanki załatwiła nam tomofan z Wistomu i zrobiliśmy granatowe niebo z gwiazdami. Mocowaliśmy je taśmą klejącą, żeby nam nie spadło na głowę. Mieliśmy także taśmę z jakiejś maszyny z Wistomu. Z niej robione były duże paski na gwiazdy – opowiada nasza rozmówczyni. Elementem scenografii była też chatka, zbudowana z drewna, z okienkiem, w którym się paliło. A takie wrażenie robił czerwony tomofan. Były też sople i inne elementy zimowego pejzażu.
Na świetlicy się tańczyło, a w salach lekcyjnych był poczęstunek. Dziewczęta ubrane były skromnie, w białe bluzki i granatowe bądź czarne spódnice. – Ja miałam spódnicę szytą. Materiał był z Tomtexu, mama dała go do plisowania, a potem do krawcowej. Modna była wówczas długość midi i taką krawcowa mi uszyła. Buty miałam na koturnie, kupione były u pani Konowej – wspomina Zofia Zielińska. Wówczas wiele dziewcząt miało stroje z tego sklepu. Mieścił się na ul. św. Antoniego, naprzeciwko kościoła. Na studniówkę założyła też modne plastikowe klipsy w kolorze czarnym jak spódnica. Miała zrobioną trwałą. To była wówczas modna fryzura. – Studniówka zaczynała się o godz. 20.00, tańczyliśmy poloneza Ogińskiego, schodząc w jego rytm ze schodów do świetlicy – mówi archiwistka. Do tańca przygrywał zespół. Oczywiście był też program artystyczny. Alkoholu oficjalnie nie było, choć młodzież coś tam kosztowała. Wszystko jednak po cichu i w normie. Na drugi dzień (w niedzielę) odbywały się w szkole poprawiny po studniówce, a w poniedziałek maturzyści, pomimo że zaczęły im się ferie, przyszli do szkoły posprzątać po imprezie.
W 1985 r. studniówkę miał Jarosław Pązik, regionalista, instruktor z Powiatowego Centrum Animacji Społecznej, prezes Stowarzyszenia Historyczno-Kulturalnego "Dla Białobrzegów". Był uczniem Technikum Samochodowego. Ich bal zorganizowano w sali "Malinowa". – Przygotowaliśmy część artystyczną, polegającą na przedstawieniu w sposób parodystyczny różnych zachowań poszczególnych profesorów. Dekorację robiliśmy sami. Na suficie była rozwieszona siatka maskująca wypożyczona z jednostki wojskowej – opowiada. – Oczywiście przygrywał zespół. Oficjalnie alkoholu na stołach nie było, ale oficjalnego zakazu jego spożywania też nie było. Nikt się nie awanturował i wszystko przebiegło w kulturalny i spokojny sposób – wspomina z uśmiechem J. Pązik. Podczas studniówki był oczywiście polonez. Młodzież miała skromne stroje. To był okres białych bluzeczek i wąskich spódnic sięgających poniżej kolan.
O swojej studniówce opowiedziała nam też Monika Saktura, dyrektorka Centrum Kultury i Biblioteki gminy Tomaszów, absolwentka I LO. Jej bal odbył się w 1994 r. na szkolnej sali gimnastycznej. Tam też rozstawione były stoły. Bawiło się pięć klas czwartych. Monika Saktura chodziła do klasy E, pedagogicznej. – Dziewczęta ubrane były w białe bluzki i czarne spódnice. Pojawiały się też sukienki. Ja miałam czarną sukienkę. Wszystkie byłyśmy ubrane skromnie, bez dekoltów, odkrytych pleców, jak się teraz często zdarza – mówi. Piękny był wystrój sali, robiony przez młodzież. – Już dwa tygodnie przed studniówką przygotowywaliśmy dekoracje. W ostatnim tygodniu lekcje były skrócone i po zajęciach je montowaliśmy. Sala zmieniła się w zamek. Mieliśmy pomalowany sufit, kolumny z pudełek, kartonów, świeczniki – wylicza M. Saktura. – Korytarz przerobiliśmy na lochy, z których przechodziliśmy na salę, czyli do zamku. Własnoręcznie wykonaliśmy pająki, pajęczyny w lochu i pozostałe elementy – dodaje. Poloneza tańczyły wszystkie klasy razem. Układ był dość prosty. Młodzież uczyła się go na lekcjach wychowania fizycznego, bez żadnych choreografów i nauczycieli tańca. Wychowawczynią klasy Moniki Saktury była anglistka Anna Spryszyńska. O północy odbył się program artystyczny. Alkoholu oficjalnie nie było. Rodzice sprawdzali uczniom wnoszone reklamówki. Jednak maturzyści już wcześniej ukryli trunki w... dekoracyjnych kolumnach. Studniówka miała oczywiście poprawiny. W poniedziałek chodziło się sprzątać po balu. – Dobrze wspominam studniówkę. Fajnie, że były organizowane w szkołach. Nie trzeba było nigdzie daleko dojeżdżać. Czuć było taką przynależność do szkoły – sądzi M. Saktura.
A jak było na studniówkach nieco ponad 20 lat temu? – Kiedyś studniówki miały niesamowity urok. W szkołach sami stroiliśmy sale, w których dana klasa miała poczęstunek. To był styl paryski, Moulin Rouge, a sala do jedzenia była w klimacie podwodnego świata – wspomina Joanna Chojnacka z Oddziału dla Dzieci i Młodzieży Miejskiej Biblioteki Publicznej, absolwentka II LO. Bal na 100 dni przed maturą miała w 2003 r.
Sama pamiętam swoją studniówkę z 2002 roku. Była ona pierwszą w I LO zorganizowaną poza szkołą. Rocznik był wtedy bardzo liczny, z wyżu demograficznego. Studniówka odbyła się 2 lutego w hali Centralnego Ośrodka Sportu w Spale. Czwartoklasiści z I LO mieli wówczas wspólną imprezę z uczniami SMS PZPS Spała. Dyrektorem obu tych placówek był Marek Hertel. Studniówka była bardzo elegancka, kosztowna, wystrój sali zrobiony był profesjonalnie, na styl wenecki. Grał zespół. Poprawin nie było. Młodzież tę zabawę wspomina do dziś.
Joanna Dębiec




Komentarze