Uroczystość Bożego Ciała, od czasów II Soboru Watykańskiego zwana Uroczystością Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, celebrowana jest w Kościele rzymskokatolickim w czwartek po pierwszej niedzieli po Zielonych Świątkach.
Powszechnie kojarzy się przede wszystkim z procesjami, które w tym dniu po mszy wyruszają ze wszystkich kościołów do czterech ołtarzy, przygotowanych poza terenem kościelnym. Prowadzi je kapłan niosący konsekrowaną hostię w monstrancji. Przy poszczególnych ołtarzach śpiewa się perykopy z Ewangelii (fragmenty Biblii czytane i objaśniane w czasie liturgii) oraz udziela błogosławieństwa wiernym. Każdy ołtarz przybrany jest w kwiaty i zieleń. Wierni też przystrajają okna, domy i ulice gałązkami brzozy, sitowiem i kwiatami. W oknach wystawiane są święte obrazy i insygnia religijne, palą się świece, z wielu balkonów zwisają obrusy ozdobione mirtem i kwiatami, łopoczą chorągiewki papieskie, maryjne i narodowe.
Boże Ciało to niezwykły dzień, wierzono więc, że niebywałe rzeczy muszą być z nim związane. Do obecnych czasów zachował się zwyczaj, że po przejściu procesji i zakończeniu wszystkich uroczystości kościelnych obłamuje się i zabiera do domu gałązki z drzewek, którymi przystrojone są ołtarze. Od dawien dawna powszechne było przekonanie, że zielone gałązki brzozowe z ołtarzy posiadają moc magiczną i dobroczynną. Przechowywano je w domu za świętym obrazem przeciwko burzy, gradowi, a głównie przeciw czarom, czarownicom i złym urokom.
Gałązki zabrane z ołtarzy kładziono też w stajni i w oborze oraz wkopywano w zagony i narożniki pola. W rogi pola wkopywano także przepisane odręcznie teksty Ewangelii czytane podczas procesji, aby słowo Boże strzegło upraw. Zieleń z ołtarzy zatykano w strzechy chałupy i obory, aby chroniła od ognia, piorunów i robactwa. Podobną rolę spełniały wianki na Boże Ciało święcone w całej Polsce w oktawę tego święta. Niekiedy poświęcony wianek przez kilka dni pozostawiano w kościele, aby nabrał większej dobroczynnej i magicznej mocy.
Niewielkiej średnicy wianki były robione z sezonowych ziół i kwiatów, ciasno ułożonych i związanych szpagatem, łykiem drzewnym lub włóczką. Zwykle splatano dziewięć wianuszków, każdy z innego ziela: rumianku, aromatycznej mięty, kruchego rozchodnika, wrotyczy, kopytnika, macierzanki (ponoć najlepszego środka na pchełki) i wielu innych pożytecznych ziół. W niektórych regionach wykonywano ich dwanaście – tyle ile miesięcy w roku. W razie choroby któregoś z domowników roztarte na pył zjadane były jako najskuteczniejszy lek, służyły też do robienia naparów lub okazania chorego.
Zielem wykruszonym z wianka, sypanym na rozżarzone węgle okadzano dom, bydło, chorych ludzi. Wkładano pod głowę umarłym jako świętość, która pomoże im odejść w zaświaty i uzyskać wieczne zbawienie. Na Pomorzu poświęcone wianki wkładano w bruzdy zagonów z kapustą, aby odstraszyć motyle bielinki i ich gąsienice. Wypowiadano przy tym zaklęcie: Na Boże Ciało słowo nam chlebem się stało, więc w oktawę puść obawę, nie tknij zboża i kapusty, bo znajdziesz liść pusty.
A okadzanie dzieży (drewniane naczynie używane dawniej do wyrabiania ciasta)? To proste – w zauroczonej dzieży ciasto na chleb ani rusz nie chciało rosnąć, więc dymem z poświęconych ziół odczyniano uroki. Podobne łączenie elementów religii i magii występowało we wszystkich odprawianych na Boże Ciało praktykach ludowych.
jerg
Na zdjęciu: ubiegłoroczne uroczystości Bożego Ciała w Smardzewicach



Komentarze