W Smardzewicach niemal rozszarpały psa. Właściciele czworonoga zdążyli uciec. Myśliwi nie mogą strzelać do dzików w pobliżu zabudowań. – Dlatego podjęliśmy decyzję o przeznaczeniu środków na ich odłów z podmiejskich terenów naszej gminy. Wystąpiliśmy do starosty o pozwolenie – mówi Sławomir Bernacki, wójt gminy Tomaszów.
Myśliwi strzelają do dzików bez ograniczeń. Na terenie powiatu tomaszowskiego wybijają rocznie już około dwóch tysięcy sztuk. – Od 1 kwietnia ub.r. tylko na terenie jednego obwodu łowieckiego naszego nadleśnictwa odstrzelono 229 dzików w ramach gospodarki łowieckiej i 93 sanitarne. Ustalamy już plany na następny rok łowiecki – informuje Cezary Sęk z Nadleśnictwa Smardzewice.
Tylko w 2025 r. powiatowy lekarz weterynarii zlecił na terenie naszego powiatu odstrzał 400 dzików. Do tego doszły odstrzały zarządzone przez wojewodę. Osobniki tego gatunku są masowo wybijane ze względu na zagrożenie związane z wirusem ASF (Afrykańskim Pomorem Świń). – Kilka lat temu zbudowaliśmy nawet specjalne ogrodzenie, które ogranicza migrację tego gatunku właśnie w kierunku miejsc, gdzie występuje najwięcej gospodarstw hodowli trzody chlewnej – mówi C. Sęk. Zgodnie z wytycznymi wojewody taka siatka została zamontowana na odcinku około 10 km – od Ciebłowic do Pilicy w okolicach małych grot. W ten sposób dziki miały nie przechodzić z najbardziej zalesionych terenów województwa (południowo-wschodnia jego część to swoiste płuca całego regionu).
Dziki są wybijane, ale jak twierdzą eksperci, nie ma zagrożenia dla tego gatunku. Szybko się odradzają i wracają na dany teren. Zgodnie z prawem łowieckim myśliwi prowadzą odstrzały na obszarach administrowanych przez nadleśnictwa i koła łowieckie. Tam mogą strzelać do dzików bez ograniczeń. Jednak największy problem z dzikami jest na terenach zabudowanych. Tam nie można do nich strzelać. – W odległości do 150 metrów od zabudowania. Obszary miejskie i podmiejskie, tj. np. rejon Smardzewic czy Wąwału, są wyłączone z polowań – wyjaśnia przedstawiciel Nadleśnictwa Smardzewice.
Właśnie w miejscowościach podmiejskich dziki są największą plagą. – Wchodzą na podwórka. Niszczą ogródki, trawniki. Niedługo w poszukiwania pożywienia zaczną wchodzić nam do domów – mówi nam jeden z mieszkańców Wąwału.
Dziki nie boją się ludzi, ale same sieją postrach. Szczególnie niebezpieczne może być spotkanie lochy z młodymi. Mieszkańcy Smardzewic twierdzą, że mieli taką sytuację, w której został ciężko ranny ich pies. Sami zdążyli uciec przed atakującą lochą.
Po naszej interwencji władze gminy Tomaszów postanowiły zareagować. Zorganizowano spotkanie z udziałem policji, straży pożarnej, przedstawiciela nadleśnictwa i powiatowego lekarza weterynarii. – Kiedy spotkamy podczas spaceru dziki, lepiej oddalić się z tego miejsca. Jeśli wejdą na drogę, próbować je odstraszyć krzykiem. W sytuacjach zagrożenia trzeba wezwać policję – radzi S. Bernacki.
Wójt gm. Tomaszów apeluje, żeby nie dokarmiać dzików. Nie wyrzucać resztek jedzenia w pobliżu domostw. Nie ułatwiać im dostępu do pożywienia. – Podjęliśmy też decyzję o odławianiu dzików z najbardziej zagrożonych terenów. Będą chwytane w specjalne klatki i humanitarnie usypiane. Wystąpiliśmy do starosty o zgodę na odłów 50 sztuk rocznie – wyjaśnia.
Taka sama liczba dzików odławiana jest rocznie na terenie Tomaszowa. Wydaje się, że ten limit powinien być wyższy.
ag



Komentarze