Wille przy ul. Warszawskiej miały ciekawą historię i bardzo wpływowych, zamożnych pierwszych właścicieli. Warto o nie zadbać, zwłaszcza, że inne piękne zabytki, jak pałac Piescha, ulegają zniszczeniu. Willa przy ul. Warszawskiej 103A oraz m.in. willa przy ul. Warszawskiej 10, w której przed laty mieściła się restauracja "Jagódka", a teraz jeden z banków, należały do zacnej, żydowskiej rodziny Bornsteinów, która miała w Tomaszowie duże fabryki.
Zanim dzielnicę Starzyce dołączono do Tomaszowa, już rozwijał się w nich przemysł. Karierę robił tam niejaki Fryderyk Stumpf. W 1833 roku wydzierżawił nieukończony budynek przędzalni wełny wraz z foluszem i spadkiem wody. Obok przędzalni urządził tkalnię, apreturę i farbiarnię. Jego sukno trafiało do Warszawy i innych znaczących miast Królestwa Polskiego oraz na rynek rosyjski. W połowie XIX wieku firma należała do największych zakładów wełnianych w kraju. Po śmierci Fryderyka przejął ją Otto Stumpf, któremu bardziej niż na interesach zależało na rozrywkach. W końcu przedsiębiorstwo zlicytowano. Po pożarze zakładu teren przejął Zusman Bornstein. Było to w 1889 roku. Bornstein zaczynał w 1857 roku od zakładu rękodzielniczego, mając kilka ręcznych krosien tkackich. Rozwinął skrzydła po przeniesieniu zakładu do podtomaszowskich Starzyc, gdzie miał do dyspozycji aż 60 ha, z czego 17 ha stanowiło obszar ściśle fabryczny. Warunki były tam znakomite. Przedsiębiorstwo leżało bowiem nad brzegiem rzeki Czarnej, dopływu Wolbórki i z tych obfitych zasobów wody korzystało m.in. przy wykańczaniu tkanin.
Jak czytamy w publikacji "Dwa wieki Tomaszowa Mazowieckiego" R. Kotewicza, fabryka Bornsteina, nosząca nazwę Starzycka Fabryka Wyrobów Sukiennych, posiadała wszystkie działy produkcji tkanin: przędzalnię, tkalnię, farbiarnię i wykańczalnię. W 1905 roku zatrudniano tam 200 robotników i stosowano napęd parowy o mocy 165 KM. U Bornsteina dochodziło niestety do nadużyć. Nie tylko dorośli pracowali tam ciężko, ale i dzieci. W 1888 roku w fabryce Zusmana dziewięć dziewczynek, mających po 11 lat, pracowało aż po 12 godzin dziennie! Nie była to jedyna fabryka, w której wykorzystywano dzieci do niewolniczej pracy.
Na przełomie 1913 i 1914 roku w zakładzie wymieniono przestarzały napęd i pojawiła się elektryczność. Tuż przed pierwszą wojną światową przedsiębiorstwo miało 105 czynnych krosien tkackich, 430 wrzecion i 430 robotników. Przyszły jednak ciężkie dni. Firma odniosła dotkliwe straty zarówno przez niemieckie rekwizycje, jak i zniszczenia spowodowane działaniami wojennymi. Jak dowiadujemy się z "Echa Mazowieckiego" z sierpnia 1927 roku, produkcję wznowiono dopiero w 1919 roku. Trzy lata później fabryka stała się spółką akcyjną.
- Piękna willa w ogrodzie
Jak na prawdziwego kapitalistę przystało, Zusman Bornstein niedaleko fabryki wybudował sobie piękny dom. To wspomniany już budynek przy ul. Warszawskiej 103. Powstał w połowie XIX wieku. Według informacji z Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Łodzi projekt budowy willi na obecnym etapie badań nie został odnaleziony, w związku z czym autor projektu willi rodziny Bornsteinów oraz dokładna data budowy nie są znane. Wiadomo jednak, że fabrykant mieszkał tam ze swoją rodziną. Jak czytamy w "Słowniku Biograficznym Żydów Tomaszowskich" Krzysztofa Tomasza Witczaka, Zusman miał żonę Surę Rywkę Dwoję z d. Windhejler, a z nią syna Abrama vel Adama i Emanuela. Willa stoi do dziś i to w niezmienionym kształcie. Usytuowana jest daleko od ulicy i schowana za innym fabrykanckim pałacem. Mieści się tam miejskie przedszkole, otoczone ogrodem z zabytkowymi drzewami.
Po Wielkiej Wojnie synowie Zusmana zostali dyrektorami zarządzającymi starzyckiej fabryki. W latach 20. XX wieku zakład, w odróżnieniu od innych tomaszowskich przedsiębiorstw, osiągał znaczne zyski, a w trudnym roku 1930 odnotowywał ten sam wysoki poziom zatrudnienia co dwa lata wcześniej.
Rodzina Bornsteinów zajmowała się nie tylko robieniem interesów, ale też włączała się w życie społeczne i polityczne Tomaszowa. Emanuel był m.in. członkiem Rady Miejskiej i w czasie wielkiego kryzysu pożyczkami wspierał rodziny kupieckie i rzemieślnicze. Tuż przed drugą wojną światową działał w komitecie zbierającym pieniądze na obronę narodową. Zginął śmiercią męczeńską w Treblince razem ze swoją żoną, synem i córką.
We wrześniu 1939 roku, gdy Tomaszów bronił swojej wolności, Fryderyk Henke, dyrektor fabryki Bornsteina, pomagał Niemcom. W Starzycach, na trasie przemarszu 1. dywizji pancernej, Henke informował jej żołnierzy o sytuacji militarnej w tej części miasta. Robił to w obecności Polaków.
Po olbrzymiej fabryce Zusmana Bornsteina zachował się tylko jeden niewielki budynek przy ul. Warszawskiej, obok mostu na rzece Czarnej.
- U Dawida Bornsteina
Kolejnym wpływowym fabrykantem z Bornsteinów był Dawid Bornstein, urodzony w Przedborzu, który w 1879 roku w śródmieściu Tomaszowa nad rzeką Wolbórką wybudował mechaniczną tkalnię sukna. Firma szybko się rozrosła. Tuż przed wojną zatrudniał 350 osób, pracujących przy 100 krosnach. Niestety i w jego firmie zdarzały się przypadki łamania praw pracowniczych. Po 1892 roku, po karach finansowych, Bornstein stworzył posadę lekarza fabrycznego. Stanowisko to przyjął żydowski doktor Seweryn Sterling.
Zakład Dawida także sparaliżowała I wojna światowa. Po jej zakończeniu musiał odbudować hale produkcyjne i kupić nowe maszyny. Produkcję wznowił dopiero w 1920 roku, dwa lata później firma stała się spółką akcyjną, a Bornstein został jej dyrektorem zarządzającym. Po kilku dobrych latach przyszedł wielki kryzys, który mocno uderzył w fabrykę. Jak czytamy w książce "Tomaszów Mazowiecki. Dzieje miasta" pod redakcją Barbary Wachowskiej, od sierpnia do grudnia 1929 roku liczba pracowników spadła tam o jedną trzecią! Sytuacja pogarszała się z dnia na dzień. W marcu 1930 roku zlikwidowano w Tomaszowie Powszechny Bank Spółdzielczy, co zapoczątkowało upadłość i niewypłacalność wielu firm. Jedną z pierwszych, która złożyła podanie o odroczenie wypłat, była fabryka Dawida Bornsteina. Sąd w Piotrkowie odroczył jej wypłaty na trzy miesiące, wyznaczając nadzorców i sędziego komisarza. Pod koniec lat 30. fabrykę zamknięto.
- Potańcówki w pałacu
Dawid Bornstein też miał okazałą willę. Wybudowano ją w 1906 roku przy ul. Warszawskiej 10. Mieszkał tam razem z żoną Sarą Rubinstein, z synem Szlamą vel Salomonem i córką Zyslą vel Zofią. Dawid Bornstein nie dożył drugiej wojny światowej (zmarł w 1933 roku). Jej koszmar dosięgnął jednak syna Salomona, który przejął po ojcu majątek i próbował ratować rodzinną fabrykę. Po wybuchu wojny, jak pisał Witczak, Salomona dotknęły represje. Przesiedlono go z wilii do budynku przy ul. Wieczność, a potem do domu przy ul. Krzyżowej. Pod koniec 1942 roku wraz z żoną został wywieziony do Treblinki, gdzie zginął. W PRL-u w neoklasycystycznym pałacu Bornsteina otworzono słynną restaurację "Jagódka". Do dziś wspomina ją wielu tomaszowian. Potem zaczął tam działać bank i dyrekcja PSS. Zabudowania fabryki nie zachowały się, została tylko odtworzona ściana jednej z hal (przy supermarkecie).
Podczas okupacji przedsiębiorstwo Bornsteina było pod zarządem niemieckim, działało wówczas pod nazwą "Starzycer Tuchfabrik Z. Bornstein Aktien Gesselschaft – Tomashow Maz. Warschauerstrasse 111", a produkcja głównie opierała się na wytwarzaniu tkanin na potrzeby wojska. Po wojnie, 30 listopada 1946 roku, zakłady Bornsteina oraz pobliska "Starzycka Manufaktura Dywanów B. Szepsa" zostały upaństwowione i połączone.
Fot. główne: (fot. Echo Mazowieckie z 1927 r.)
Joanna Dębiec



Komentarze