Przejście ze starego roku w nowy jest okresem cudów, diabelskich harców i powrotu zmarłych. Nie brakuje też wierzących w to, że z licznych znaków noworocznych i świątecznych łatwo można odczytać, co spotka nas, naszych bliskich czy przyjaciół w najbliższej przyszłości.
Zanim jeszcze sylwester stał się synonimem wielkich balów i skromniejszych prywatek był właśnie okazją do wróżenia i przepowiadania przyszłości. Taka już była moc magicznej nocy, że wszelkie wróżby się spełniały.
Dziewczyny zawsze chciały wiedzieć, kiedy czeka je ślub. Rzucały za siebie but z lewej nogi. Gdy upadł noskiem w stronę drzwi, mogły się spodziewać wydania za mąż już w ciągu roku. Mężatkom takie ustawienie buta wróżyło dalekie podróże. Chłopcy butem nie rzucali. Zakładali natomiast lewy but na prawą nogę i tak kładli się spać. Sen, jaki mieli tej nocy, był wróżbą o przyszłości. Otwierało się też Biblię z zamkniętymi oczami i mówiło, który wiersz i na której stronie ma być przeczytany. Słowa Biblii traktowane były jak proroctwo. Dziewczęta na wsiach biegły o północy do płotu i łapały za kołek, którego wygląd miał wróżyć, jaki będzie przyszły mąż – wysoki, niski, z garbem, chudy albo przysadzisty. Najgorzej wróżył spróchniały kołek z płotu. Oznaczał nic innego tylko podstarzałego męża. Jeszcze gorszy był kołek sękaty. To zapowiadało złośnika.
Starsze kobiety na wsiach miały inne patenty na wróżenie przyszłości oraz zaklinanie szczęścia, zdrowia i urodzaju. Robiły specjalne ciasto bez jaj, z którego piekły bułeczki. Ciepłymi jeszcze wypiekami częstowały zwierzęta w zagrodzie, które dzięki temu prostemu zabiegowi miały się dobrze chować. Z tego samego ciasta pieczono też ciasteczka w kształcie figurek zwierzęcych. Po wysuszeniu były pieczołowicie przechowywane, bo miały podobno cudowne uzdrowicielskie działanie na zwierzęta.
Kto w starym roku miał kłopoty, niech weźmie jakąś małą zużytą osobistą rzecz, najlepiej z ubrania: chusteczkę, skarpetkę, pończochę i gdy zegar zacznie wybijać dwunastą, wyrzuci ją przez okno z myślą, że tak właśnie opuszczą go zmartwienia. Bardzo popularne było też kiedyś żartobliwe kradzenie sobie nawzajem różnych rzeczy. Wierzono, że zapowie to pomyślność na cały rok.
Wprawdzie w gusła większość ludzi na świecie już nie wierzy, ale... Zdecydowana większość z tej większości jest święcie przekonana, że w sylwestra na powitanie Nowego Roku trzeba mieć na sobie coś nowego (bielizna, ubranie, dodatki), co się ma pierwszy raz na sobie. W czasie toastu noworocznego, o północy, powinno się mieć przy sobie – chociażby symbolicznie – jeden grosik. A szczytem szczęścia byłoby otrzymanie w trakcie życzeń jakiegoś prezentu, choćby najmniejszej drobnostki.
Wszystko to po to, aby pomyślność i powodzenie nie opuszczały nas przez cały rok.



Komentarze