Kilka dni temu Tomaszów odwiedził kolejny już raz Tony Bernard z Australii. Ten 60-letni lekarz z Sydney uważa nasze miasto za swoje.
Tu żyli jego przodkowie, dziadkowie – Bernard Bierzyński z żoną Teodorą. Tu urodził się w 1920 r. jego ojciec Henryk, a w 1925 stryj Ignacy. Rodzina Bierzyńskich była pochodzenia żydowskiego, choć bardzo zasymilowana i nie praktykująca religijnie, uważali się za Polaków. Dziadek Bernard prowadził w Tomaszowie przy ul. św. Antoniego 10 sklep z futrami. Można powiedzieć, że należał do klasy średniej. Daleko mu było do bogatych żydowskich fabrykantów takich jak Landsbergowie czy Bornsteinowie, ale byli ludźmi zamożnymi, co pozwoliło im dbać o przyszłość synów, o ich wykształcenie.
Ojciec Tony`ego, Henryk, zdał w 1938 r. maturę w Gimnazjum i Liceum Humanistycznym Stowarzyszenia Kupców (obecnie I LO) i rozpoczął studia medyczne we Francji. Ignacy przymierzał się do nauki w tym samym liceum, niestety 1 września 1939 r. najazd Niemców na Polskę zburzył te plany. Henryk na wieść o wojnie wrócił z Francji do kraju. Dla Bierzyńskich rozpoczęła się troska o byt, o przeżycie. Wgląd w te trudne czasy dają wspomnienia Ignacego wydane wpierw po angielsku w Australii w 1993 r., a w 1995 r. w Polsce. Nosząca tytuł "Po śladach pamięci" książka opiera się na swego rodzaju diariuszach spisywanych dzień po dniu w czasie wojny i uzupełnionych po jej zakończeniu. Zawiera mnóstwo fotografii i reprodukcji, dokumentów. Jest dostępna w Miejskiej Bibliotece Publicznej i bibliotece I LO. Czytając publikację, odnosi się wrażenie, że może być podstawą scenariusza do filmu, a nawet telewizyjnego serialu.
Nie wszyscy z Bierzyńskich przeżyli. Dziadek zmarł w 1942 r. w tomaszowskim getcie, mama została zamordowana w obozie straceń w Treblince. Henryk przeżył hitlerowskie obozy, Ignacy na fałszywych dokumentach, dzięki aryjskiemu wyglądowi oraz doskonałej polszczyźnie, uniknął śmierci. Obaj wrócili do Tomaszowa, ale już innego. Nie odnaleźli już tu swojego miejsca i wybrali, choć nie w tym samym czasie, Australię. Obaj ukończyli studia: Henryk medyczne, Ignacy techniczne.
Powroty, wizyty
Bracia kilka razy odwiedzali Tomaszów. Henryk pierwszy raz przyjechał na grób rodziców w 1979 r., towarzyszył mu wtedy syn Tony. Tony też lubi tu wracać. W czasie takich odwiedzin miałem zupełnie przypadkową okazję spotkać go w Klubie 6na9. Towarzyszyła mu żona i siedmioosobowa grupa australijskich przyjaciół. Za pilota i przewodnika służyła im dr Justyna Biernat, badaczka i znawczyni tematyki żydowskiej w Tomaszowie, doskonale władająca językiem angielskim. Tony był gościem I LO (szkoły jego ojca). Wszyscy poznali ciekawe miejsca na naszym terenie, byli też w innych miejscach w Polsce. Bracia Bierzyńscy, Henryk Bernard i Ignacy Bierzyński-Burnet, już nie żyją, ale w ich rodzinach została pamięć o przodkach i być może ich potomkowie też kiedyś wpadną choćby na dzień do Tomaszowa. Oby tylko kolejna wojenna zawierucha, zagrażająca Europie, nie zburzyła przyszłości.
J. Pampuch
Na zdjęciach:
Cała grupa australijskich gości na tarasie Galerii Sztuki Arkady
Grób rodziców Henryka i Ignacego Bierzyńskich na tomaszowskim cmentarzu żydowskim (Teodory – symboliczny)
Tony, jego małżonka i Justyna Biernat (po prawej) w Klubie 6na9



Komentarze