– Budynek niszczał od lat! To gorący kartofel – grzmią mieszkańcy. Poradnia przy ul. Wilczej miała być ponownie otwarta na początku lutego, ale nadal nie jest. Ludzie są oburzeni. W poniedziałek, 9 marca spotkali się z członkami Zarządu Powiatu, radnymi oraz Komisją Zdrowia i Spraw Społecznych w Starostwie Powiatowym. Co z tego wyniknęło?
Budynek ośrodka zdrowia w Białobrzegach budowali sami mieszkańcy, organizowali zbiórki na ten cel. Poradnia funkcjonowała w nim przez kilkadziesiąt lat. Po Nowym Roku została zamknięta. Powodem był wzrost czynszu, który miał wynosić 40 tys. zł miesięcznie, a który narzucał właściciel, czyli powiat. Prowadzący przychodnię przez ponad 25 lat lekarz Bogdan Żegota twierdził, że nie jest w stanie płacić takich kwot, zapewniając przy tym odpowiedni standard opieki dla pacjentów. Poradnię w 2026 r. przejęło Tomaszowskie Centrum Zdrowia. Miała być jego filią POZ mieszczącej się w budynku szpitala przy ul. Jana Pawła II. Zbierane były deklaracje od chętnych osób. Duża część pacjentów "poszła" za doktorem Żegotą do innego POZ, część wybrała inne podmioty, np. w Smardzewicach. Przychodnia przy ul. Wilczej fizycznie miała ruszyć 1 lutego br. Tymczasem nie działa do tej pory. Narodowy Fundusz Zdrowia nie dopuścił tego miejsca na dalsze działanie POZ w związku z brakiem przystosowania łazienek dla osób niepełnosprawnych. Konieczny jest kosztowny remont całego budynku. Nowe władze szpitala zwracają też uwagę na to, że obecnie do poradni w Białobrzegach zapisanych jest za mało pacjentów, by jej prowadzenie było ekonomiczne.
Ale zdrowie i dostęp do opieki medycznej są dla ludzi najważniejsze. Mieszkańcy są oburzeni tym, jak zostali potraktowani. W poniedziałek, 9 marca ich przedstawiciele zjawili się w Starostwie Powiatowym na posiedzeniu Komisji Zdrowia, której przewodniczy Alicja Zwolak-Plichta. Obecni byli też: członek Zarządu Powiatu Krzysztof Biskup oraz Mariusz Węgrzynowski i Włodzimierz Justyna – poprzedni starosta i wicestarosta. Mariusz Węgrzynowski za niepowołanie nowej przychodni przy ul. Wilczej obwinił nowy Zarząd Powiatu.
Zainteresowani działaniem przychodni w Białobrzegach przedstawili swoje argumenty. Głównie ten, że po tylu latach działania ośrodka zdrowia muszą jeździć do lekarza daleko od miejsca zamieszkania. To osoby nie tylko z Białobrzegów, ale i Wąwału, Ciebłowic, Sługocic, Ludwikowa... Jeden z mężczyzn powiedział, że dał ziemię pod przychodnię i ma ona być. – Sami ją budowaliśmy – grzmieli. Ich zdaniem przez wiele lat funkcjonowania budynek został bardzo zaniedbany. Prac remontowych nie widzieli tam nawet ci, którzy mieszkają w bezpośrednim sąsiedztwie. Długo nie było też wykorzystywane piętro. – Nawet na jeden dzień nie są otwarte okna. Proszę sobie wyobrazić dom bez wietrzenia – mówiła zatroskana mieszkanka. – Serce się kraje. Nikt ze starostwa przez lata nie interesował się tym budynkiem – dodała. Kobieta zgłaszała, że z komórek przy ośrodku zdrowia odpada tynk, że w środku rosną drzewa, że komórki trzeba albo rozebrać, albo coś z nimi zrobić. – Przyjechały trzy osoby i przyrzekły, że tym tematem się zajmą. Minęły trzy lata i nic. Zwróciła też uwagę na to, że lekarz prowadzący przychodnię przez minione lata był jedynie administratorem, nie właścicielem. – Jednak widział, co się dzieje. Budynek został doprowadzony do ruiny – stwierdziła. Alicja Zwolak-Plichta powiedziała, że pacjenci ze względu na warunki odchodzili do innych POZ, co potwierdzili inni obecni. – Uważam, że jeśli postawimy na jakość tej przychodni, to pacjentów będzie tam więcej niż 2 tysiące – dodała.
Mieszkańcy zarzucili poprzedniemu Zarządowi Powiatu, że odrzucił ofertę lekarza Michała Rusinka, który zamierzał otworzyć POZ w Białobrzegach i składał jesienią ub. roku dwa zapytania w tej sprawie. – Nikt na nie nie odpowiedział. Dopiero nowy Zarząd Powiatu spotkał się z panem Rusinkiem i prosił go, by przejął ośrodek – mówił jeden z Białobrzeżan. – Przez dwa miesiące nikt nie umiał wziąć telefonu i zaprosić pana Rusinka na spotkanie, żeby z nim porozmawiać. Po prostu go olali – grzmiał radny Kazimierz Mordaka. – Nie olaliśmy. To nie była żadna oferta, to było pismo, że ewentualnie są zainteresowani. W związku z tym ogłosiliśmy oficjalny konkurs, kto jest chętny na dzierżawę budynku. Dlaczego pan Rusinek nie przystąpił do konkursu? – odpowiedział były wicestarosta Włodzimierz Justyna.
Zainteresowani otwarciem poradni mieszkańcy zadeklarowali, że sami zrobią barierki dla niepełnosprawnych, że mogą pomóc w remoncie. Niestety jedyną reakcją byłego starosty Mariusza Węgrzynowskiego i obecnych przedstawicieli władz powiatu było przerzucanie się odpowiedzialnością za zaistniałą sytuację. Ludzi to zdenerwowało. Mówili, że nie interesują ich te tłumaczenia i wzajemne obwinianie się. Chcą działania i konkretów. – Przychodnia to jest dla was gorący kartofel – twierdzili. Głównie były to osoby starsze, pamiętające jeszcze, że w poradni w Białobrzegach były kolejki do lekarzy i to, że oprócz internistów i pediatry byli także ginekolog i stomatolog. Z czasem zaczęło zmieniać się na minus i w końcu przychodnia Biamed, tak potrzebna w okolicy, padła.
Co będzie dalej? Mieszkańcy nie dają za wygraną. Ich starania wspierają też niektórzy radni. – Jako Komisja Zdrowia złożyliśmy wniosek do Zarządu Powiatu o to, by TCZ otworzyło w Białobrzegach przychodnię – mówi Alicja Zwolak-Plichta. 8 kwietnia o godz. 17.00 w remizie OSP w Białobrzegach odbędzie się spotkanie w tej sprawie. Czy będą jakieś konkrety, czy tylko mydlenie oczu mieszkańcom? Temat będziemy monitorować.
Joanna Dębiec



Komentarze