Vladimir Semirunnii (KS Pilica Tomaszów) został brązowym medalistą mistrzostw świata w łyżwiarskim wieloboju. Na słynnym torze Thialf podopieczny trenera Rolanda Cieślaka ustanowił rekord Polski i zdobył już szósty medal w biało-czerwonych barwach na imprezie mistrzowskiej. Ten z Heerenveen ma swój szczególny wymiar.
Po zdobyciu srebrnego medalu olimpijskiego w Mediolanie Władek nie zamierzał zwalniać tempa. Popularność, spotkania i wywiady nie przeszkodziły mu przygotować się do mistrzostw świata w Heerenveen. Przed startem w Holandii zapowiadał, że będzie walczył o najwyższe cele. Droga do medalu była bardzo trudna i wyczerpująca. Tzw. duży wielobój składał się z czterech konkurencji. Pierwszego dnia zawodnicy rywalizowali na 500 i 5000 m, a drugiego na 1500 i 10 000 m. Pierwsza z tych konkurencji nie jest domeną zawodnika KS Pilica, ale w hali Thialf w roli sprintera spisał się całkiem dobrze. Pobił rekord życiowy (36,69 s) i zajął dziewiąte miejsce na tym dystansie. – Jestem zadowolony. Na 500 metrów startuję raz czy dwa razy w roku, a tutaj ten przejazd wyszedł mi dobrze – skomentował Władek. Na 5000 m V. Semirunnii jest mistrzem Europy (ze stycznia br. z Tomaszowa). Był jednym z faworytów w tej konkurencji i nie zawiódł. Wynik 6.08,14 (tylko nieznacznie gorszy od rekordu Polski) dał mu trzeci wynik i awans w klasyfikacji wieloboju na czwarte miejsce.
- Odrobił straty i stanął na podium
V. Semirunnii to aktualny wicemistrz Europy (z Tomaszowa) i dziesiąty zawodnik igrzysk na 1500 m. Jechał w parze ze specjalistą od tego dystansu Norwegiem Pederem Kongshaugiem i musiał uznać wyższość zawodnika ze Skandynawii. Jednak uzyskany czas 1.45,06 dał Władkowi piąte miejsce i dobrą sytuację przed finałową rozgrywką, czyli biegiem na jego koronnym dystansie 10 000 m.
Emocje były ogromne. W rywalizacji pozostało tylko ośmiu najlepszych zawodników, cztery pary. Rywalem reprezentanta Polski w trzeciej parze był znowu Norweg Kongshaug. Władek wziął rewanż i był o ponad 30 sekund szybszy od rywala. Reprezentant KS Pilica wykręcił czas 12.34,37, czyli o ponad sześć sekund gorszy od rekordu Polski i rekordu toru Thialf, który ustanowił w grudniu ub.r. podczas zawodów Pucharu Świata. Jednak tym razem nie chodziło o rekordy, a miejsca, a właściwie o punkty do klasyfikacji wielobojowej. W ostatniej parze jechali Amerykanin Jordan Stolz i Norweg Sander Eitrem. Do ostatnich metrów trwała walka o medale wielobojowych mistrzostw świata. Ostatecznie złoto zdobył Eitrem (trzeci w ostatniej konkurencji), srebro Czech Metodêj Jílek (najlepszy na 10 000 m), brąz V. Semirunnii (drugi na 10 000 m), a tuż za podium był słynny Stolz.
- Wielka radość, bo to pierwszy taki medal
W polskiej ekipie wszyscy skakali ze szczęścia. – Dobrze się czułem, chyba nawet lepiej jak na igrzyskach. Chociaż nie ukrywam, że te mistrzostwa kosztowały mnie sporo sił – podsumował Tomaszowianin, który wywalczył pierwszy w historii polskiego męskiego łyżwiarstwa medal mistrzostw świata w wieloboju. – Władek odrobił straty na koronnym dystansie i stanął na podium. Po powrocie z igrzysk miał sporo obowiązków medialnych. Kiedy przyjechaliśmy do Holandii, skupiliśmy się już tylko na treningach, co przyniosło upragniony cel – dodał trener Roland Cieślak.
Obaj panowie wiedzą już, nad czym pracować w okresie przygotowawczym do nowego sezonu. – Są pewne techniczne rzeczy, ale o tym będziemy rozmawiać z trenerem – dodał Semirunnii, który w Heerenveen pobił też rekord Polski w wieloboju sprinterskim (146, 243 pkt). Ten przez ostatnie lata należał do Konrada Niedźwiedzkiego, obecnie dyrektora sportowego w Polskim Związku Łyżwiarstwa Szybkiego.
Władek ma już w dorobku medale wszystkich najważniejszych imprez mistrzowskich. Rok temu sięgnął po srebro (na 10 000 m) i brąz (5000 m) na MŚ na dystansach. W styczniu zdobył złoto na 5000 m i srebro na 1500 m na ME, w lutym został wicemistrzem olimpijskim na 10 000 m. A w miniony weekend dołożył historyczny brąz MŚ w wieloboju. W przyszłym sezonie zapowiada walkę o medale PŚ dla Polski, których jeszcze nie ma w dorobku.
- Zabrakło zdrowia
Na mistrzostwach w Heerenveen w (wieloboju sprinterskim) startowali też Damian Żurek i Karolina Bosiek z KS Pilica. Damian zaczął zawody od piątego miejsca na 500 m. Na 1000 m pierwszego dnia zajął 11. miejsce i na półmetku zmagań być ósmy, z szansą walki o podium. Jednak drugiego dnia rywalizacji z przyczyn zdrowotnych nie stanął na starcie. – Chciałem walczyć do końca, ale organizm odmówił posłuszeństwa. Po długim i wyczerpującym sezonie potrzebuję regeneracji. Zdrowie jest najważniejsze – powiedział. W trakcie czterech lat przygotowań do igrzysk wykonał bardzo ciężką pracę, której efektem były dwa czwarte miejsca w Mediolanie, dziewięć medali PŚ i dwa złote medale ME w tym sezonie.
Wielobój sprinterski w Heerenveen wygrał reprezentant gospodarzy Jenning De Boo, przed Amerykaninem Stolzem i Chińczykiem Ningiem. 10. miejsce zajął Piotr Michalski, tuż za nim był Marek Kania. Wśród pań całe podium dla Holenderek. Najlepsza Femke Kok, przed Suzanne Schulting i Marrit Fledderus. Czwarte miejsce zajęła najlepsza z Polek Kaja Ziomek-Nogal, a dwunaste Martyna Baran. Karolina Bosiek nie ukończyła rywalizacji. Po upadku na finiszu drugiej pięćsetki wycofała się z rywalizacji.
Duży wielobój pań wygrała Norweżka Ragne Wiklund, srebro dla Holenderki Marijke Groenewoud, a brąz dla Japonki Miho Takagi. 18. miejsce zajęła Zofia Braun.
Przed polskimi łyżwiarzami ostatnie starty w sezonie. W najbliższy weekend (14 i 15 marca) w Arenie Lodowej odbędą się mistrzostwa Polski w wielobojach.
ag




Komentarze