Kiedy obecny radny Piotr Koziorowski i były prezes Tomaszowskiego Centrum Sportu Roman Derks przedstawiali na sesji Rady Miejskiej wizję wspaniałego biznesu, jakim miał być tor gokartowy, większość radnych piała z zachwytu.
A ponieważ pomysł popierał sam prezydent Witko, nikt nie pytał, czy wielomilionowe dochody, o jakich mówili lobbujący fani motoryzacji, są realne. Pomysłodawcy twierdzili, że roczny przychód kształtował się będzie na poziomie 3.460.800 zł bez zniżek lub 2.452.000 zł z Kartą Tomaszowianina. Roczne koszty utrzymania wraz z amortyzacją określono na 733.261,40 zł. Przy kosztach inwestycji na poziomie 2 mln zł, zgodnie z tym co przedstawiono na sesji, inwestycja miała się zwrócić w niecałe 2 lata, a później miał być już tylko dochód. Pisaliśmy wielokrotnie, że to fikcja i niestety mieliśmy rację.
17 lipca radny Piotr Kucharski złożył interpelację, w której pytał m.in. o dochody, jakie uzyskuje Arena z toru gokartowego. Odpowiedzi udzielił obecny prezes Tomasz Łuczkowski.
Tor przyjął pierwszych chętnych w marcu 2024 roku. Już pierwszy miesiąc zamknął się grubo poniżej przewidywanych przychodów. Wbrew zapewnieniom lobbujących na rzecz gokartów, do Tomaszowa nie zwalały tłumy chętnych. Kolejne miesiące potwierdziły, że całe biznesowe założenia były, łagodnie mówiąc, naiwne. Rok 2024 zamknął się łącznym przychodem w wysokości 517.065 zł. Rok 2025 jest jeszcze gorszy. Przez pierwsze półrocze gokarty przyniosły jedynie 219.024 zł przychodów. Podkreślmy – to przychód – a jak jest z dochodem?
Z informacji prezesa Łuczkowskiego wynika, że koszt utrzymania i obsługi toru to jedynie 16.050 zł miesięcznie. Składają się na niego koszty osobowe (12.900 zł), koszt energii elektrycznej (150 zł) i koszt serwisu (3000 zł). To wyliczenie budzi wielkie wątpliwości, ale niech będzie. Wynika zatem, że realny dochód wyniósł w roku 2024 nieco ponad 350 tysięcy złotych, a pierwsze półrocze bieżącego roku dało zaledwie 122 tysiące. Jeżeli nic się nie zmieni, na amortyzację wydatków poczekamy prawie 10 lat. Jak to się ma do zapewnień pomysłodawców?
- Nie ma polityki – jest dochód
Wiele osób będących w opozycji do prezydenta Marcina Witko twierdzi, że cała ta inwestycja miała na celu przede wszystkim zyskanie głosów od ludzi skupionych wokół Nocnej Jazdy. Potwierdzeniem tych przypuszczeń miało być umieszczenie Koziorowskiego na "dobrej" liście w wyborach samorządowych. Niezależnie od tego, czy to prawda, czy tylko bezpodstawne dywagacje oponentów, efekt zarówno z biznesowego, jak i marketingowego punktu widzenia jest marny. Wraz ze zużyciem sprzętu przyjdą coraz większe koszty utrzymania i może okazać się, że do "biznesu" przyjdzie nam dopłacać. W oczach środowiska łyżwiarskiego straciliśmy. Daliśmy wyraźny sygnał, że łyżwiarstwo przestaje być w Arenie Lodowej priorytetem.
Na szczęście w odpowiedzi prezesa Łuczkowskiego jest też optymistyczny akcent. Jeśli za biznes nie biorą się politycy, to można generować zysk przy małym nakładzie środków. Takim przykładem są oblegane w Arenie dmuchańce. Dostarczono je w czerwcu ubiegłego roku. Kosztowały 78.861,79 zł. Do końca czerwca bieżącego roku przychód z biletów wstępu i z organizowanych na nich imprez wyniósł 356.634,75 zł! A jeśli dodamy do tego tłumy roześmianych dzieciaków, to możemy mówić o fantastycznym i świetnie zrealizowanym pomyśle.
Piotr Koziorowski, już jako radny, na jednej z sesji Rady Miejskiej powiedział, że nie ma znaczenia czy gokarty zwrócą się za rok, czy za 10 lat. Według niego najważniejszy jest "uśmiech dziecka". Jak widać można o ten uśmiech zadbać bez nadwyrężania miejskiego budżetu.
Przeczytaj także: https://www.tomaszow-tit.pl/2025-rok/tit-nr-4-1799-z-31-stycznia-2025r/15287-gokarty-malo-dochodowe-nowa-oplata-dla-opiekunow-w-arenie
Andrzej Kucharczyk



Komentarze