Według zapewnień Romana Derksa, prezesa Tomaszowskiego Centrum Sportu, przychód z gokartów miał wynieść rocznie nawet trzy miliony złotych. Tymczasem po pierwszych dziewięciu miesiącach działania toru kartingowego na liczniku jest zaledwie nieco ponad pół miliona złotych. Biorąc pod uwagę koszty eksploatacyjne, to Arena niewiele zarobiła na nowej atrakcji. – Szukają więc pieniędzy gdzie indziej. Ostatnio wprowadzili opłatę dla opiekunów za wejście na śródtorze. To jakaś kpina! – denerwuje się jeden z mieszkańców naszego miasta.
Gdzie te miliony?
Budowa toru gokartowego w Arenie kosztowała 850 tysięcy złotych. Powstał na powierzchni 2263 metrów kwadratowych. Na śródtorzu, w miejscu, gdzie było wcześniej boisko do siatkówki, które zostało przeniesione na drugą stronę hali (na małe lodowisko). Miasto kupiło 14 gokartów elektrycznych za ponad 1,2 mln zł. Czyli łącznie z budową toru kartingowego wydało na ten cel ponad 2 miliony złotych. Prezes TCS na jednej z sesji Rady Miejskiej w ubiegłym roku przedstawił dokumenty, z których wynikało, że roczny przychód z gokartów ma wynieść co najmniej 2,5 mln zł brutto. Optymistyczny scenariusz mówił nawet o 3 mln zł (nie są to kwoty zysku). Wtórował mu Marcin Witko. Prezydent miasta w rozmowie z nami stwierdził, że gokarty będą dobrze zarabiać. Po pierwszych miesiąca działalności toru widać, jak obaj panowie bardzo się mylili.
Tor gokartowy został uruchomiony 17 marca ub.r. – Od tego dnia do 31 grudnia 2024 r. zostało sprzedanych 9745 biletów. Spółka osiągnęła z tego tytułu przychód w wysokości 542.754 złote brutto – wylicza Tomasz Łuczkowski, wiceprezes TCZ.
Z tych danych wynika jednoznacznie, że gokarty "zarobiły" znacznie mniej niż pierwotnie zakładano. Trzeba też pamiętać, że Arena Lodowa musi ponosić koszty związane z eksploatacją i naprawą sprzętu, które wyliczono na ponad 700 tys. zł brutto rocznie.
To w Arenie to "ośla łączka"
Tomasz Łuczkowski mówi, że tor gokartowy w pierwszych miesiącach cieszył się bardzo dużym zainteresowaniem. – Z miesiąca na miesiąc to zainteresowanie rośnie – dodaje wiceprezes TCS.
Na początku rzeczywiście byli chętni do jazdy. – To było coś nowego. Wielu chciało spróbować, skorzystać z nowej atrakcji. Całkiem fajnie się jeździło – mówi nam jeden z użytkowników toru.
Jednak z czasem zainteresowanie przejażdżkami było coraz mniejsze. Ci, co mieli spróbować, spróbowali. A dla pasjonatów motoryzacji tomaszowskie gokarty stały się "oślą łączką". – Tor jest dobry dla tych, którzy się uczą jeździć na takich pojazdach. Ci bardziej zaawansowani to tutaj nie rozwiną swoich umiejętności. Tor jest przede wszystkim krótki (ma 280 metrów – przyp. red.) i nie można się za bardzo rozpędzić (maksymalna prędkość to 45 km/h – przyp. red.) i wyprzedzać. Tory w Łodzi czy w Kielcach mają dużo większe możliwości. Tam można poczuć prawdziwą jazdę – mówi nam jeden z pasjonatów sportów motorowych.
Drogo i jeszcze bilet dla opiekuna!
Zdaniem wielu mieszkańców niska frekwencja na torze gokartowym spowodowana jest też wysokimi cenami biletów. Za osiem minut jazdy w gokarcie seniorskim trzeba zapłacić 59 zł (39 zł z Kartą Tomaszowianina), natomiast na sprzęcie juniorskim 49 zł (29 zł z KT). Natomiast 6 minut przejażdżki gokartem kids kosztuje 25 zł (19 zł z KT). Do każdego biletu trzeba doliczyć koszt kominiarki, czyli 15 zł.
Ostatnio wprowadzono też dodatkową opłatę w wysokości 10 zł dla opiekuna (osoby towarzyszącej), która budzi mnóstwo kontrowersji.
– Czyli płacą nawet ci, którzy nie korzystają z atrakcji. Za możliwość opieki i obserwowania swojego dziecka. Przecież to jest kpina. Kolejny "świetny" pomysł, żeby wyciągnąć pieniądze od mieszkańców – denerwuje się jeden z rodziców.
Okazuje się, że taki bilet muszą kupić nie tylko opiekunowie dzieci jeżdżących na gokartach, ale wszystkie osoby towarzyszące, które wchodzą na śródtorze. Również ci sprawujący pieczę nad bawiącymi się na ślizgawkach czy w parku dmuchańców maluchami.
– Ten bilet to pewien wymóg bezpieczeństwa, żeby uporządkować sytuację. Po to, żeby ograniczyć liczbę osób towarzyszących na śródtorzu. Mogą obserwować swoje pociechy z trybun nieodpłatnie – wyjaśnia T. Łuczkowski.
Przecież nie zostawię dziecka samego!
Takie argumenty nie przekonują rodziców. – Jak mogę zostawić pięcioletnie dziecko i na odległość patrzeć na nie, jak jeździ na łyżwach (dopiero się uczy) czy skacze na dmuchańcach, gdzie są zjeżdżalnie, wspinaczki i inne przeszkody, a dzieci przewracają się na siebie!? – pyta zdenerwowana matka, która zapłaciła dodatkowe 10 zł.
Bilet dla dziecka (od 4 do 13 lat) na park rozrywki (dmuchańce) kosztuje 35 zł na cały dzień (28 zł z KT). Za godzinę trzeba zapłacić 20 zł (15 zł z KT), a za dwie godziny 25 zł (20 zł z KT). Wejściówki na ślizgawki kosztują obecnie 30 zł (25 zł ulgowe i z KT). Są też wieczorne promocyjne wejścia po 15 i 12 zł.
Przez jakiś czas po otwarciu Areny obowiązywały nawet bilety za wejścia na trybuny (dla opiekunów ślizgawkowiczów). Jednak władze TCS szybko wycofały się z tych opłat. Mieszkańcy Tomaszowa mają nadzieję, że płatne wejściówki na śródtorze też zostaną szybko zniesione. – Te bilety to rozwiązanie tymczasowe. Będą obowiązywały do końca sezonu lodowego. Na początku marca już nie będzie żadnych biletów dla opiekunów – zapewnia wiceprezes TCS.
ag



Komentarze