Małgorzata Karda
(godło: Immersja)
I Liceum Ogólnokształcące im. Józefa Chełmońskiego
w Łowiczu
Powstanie człowieczeństwa
Warszawa, 1.08.1944 r.
Drogi Boże,
tik-tak, tik-tak, tik-tak. To takie nieznośne. Każdy kolejny tik budzi we mnie coraz więcej złości. Tik-tak, tik-tak, tik-tak.
Zegar wskazuje 19:37. Minęły dwie godziny i trzydzieści siedem minut. Sto pięćdziesiąt siedem minut. Dziewięć tysięcy czterysta dwadzieścia sekund, od kiedy powstaliśmy z kolan. Od kiedy odzyskaliśmy kontrolę nad naszą historią.
Każdego mieszkańca należy zabić, nie wolno brać żadnych jeńców, Warszawa ma być zrównana z ziemią i w ten sposób ma być stworzony zastraszający przykład dla całej Europy.
[1]
Tik. Tak. Tik-tak. Taki rozkaz wraz z Führerem wydał Heinrich Himmler, jego ogłupiona marionetka. Jeden z pierwszych szaleńców gotowych, by wyrzec się swojego człowieczeństwa w imię budowania wielkiego państwa niemieckiego na ciałach Europy. Te bestie są przekonane, że udało im się odebrać nam wszystko: prawo do szczęścia, prawo do życia i prawo do kochania. Nasze kamienice zmienili w pył wspomnień, a rodziny w krzyże. Odebrali nam ojców, synów i kochanków. Jest jednak jedna rzecz, której nie mogą nam odebrać bez względu na to, jak usilnie by się starali. Nie odbiorą nam prawa, by marzyć. By mieć nadzieję, że Warszawa, a z nią cały kraj, znów będzie wolna. Mama znów będzie czule głaskać moje włosy w miłości, a nie strachu. Tata będzie w domu i ogram go w karty. Staś wróci z wojska i pójdziemy kąpać się w Wiśle, tak jak obiecał we wrześniu prawie pięć lat temu, gdy po raz ostatni patrzyliśmy sobie w oczy... On, tak jak zawsze, wyszepcze mi nieśmiało w uszko, że jestem dla niego jak zapach kawy o poranku. Tik-tak.
Oni mają rację, co do jednego. Będziemy przykładem dla Starego Kontynentu. Udowodnimy, że nie ma takiej siły, która może ugasić spragnione wolności serca. Warszawa, Paryż Wschodu, dziś odzyskuje swój stłumiony głos. Nikt nie może nas uciszyć bez naszej zgody, a Warszawa stała się najgłośniejszym miastem świata.
Dziś wybuchło Powstanie Warszawskie.
Warszawa, 7.08.1944 r.
Drogi Boże,
minął tydzień, od kiedy Warszawa odzyskała swój głos. Siedem dni nieustającej walki o coś więcej niż miasto. Ono jest symbolem. Nie giniemy dla budynków i ulic, parków czy karuzel. Walczymy o coś, czego nikt, kogo tu nie ma, nie będzie w stanie pojąć. O coś, co się nam należy i co powinno być oczywiste – o naszą przyszłość w biało-czerwonych barwach. Niestety, po tym świecie stąpają ludzie, którzy uważają się za lepszych od innych. Wierzą, że to przekonanie daje im prawo do wyzbycia się swojego człowieczeństwa i odbierania go tym, których nie postrzegają za czujące istoty. Dla niektórych życie inne niż własne nie ma wartości. Wojna wartościuje ludzkie życia, do czego pokój nigdy by nie dopuścił. Dzisiaj od bladego świtu na Woli hitlerowcy pod dowództwem bestii o człowieczych rysach Reinefartha, kontynuują natarcie. Szturmują okolice ulic Chłodnej i Ogrodowej, mordując niewinnych cywilów. Nie zważają na to, kogo mają przed lufą – dziecko? Kobietę?
Kobietę.
Kobieta zmieniła się na wojnie. Pamiętam, że jako małej dziewczynce zakazywano mi wspinać się po drzewach. W końcu dziewczynce nie przystoi zachowywać się jak chłopiec. Dziewczynka to nie chłopiec, dziewczynka może mniej, bo jest tylko dziewczynką. Uciszano mnie, ponieważ jako dziewczynka na pewno nie miałam nic ciekawego do powiedzenia. Teraz to się zmieniło. W obliczu wojny kobieta już nie ma tylko i wyłącznie zadowalać oka mężczyzny. Jak przykrym i uwłaczającym ludzkości jest to, że społeczeństwo pozwoliło kobiecie na więcej niż bycie dekoracją dopiero w cieniu mordu na światową skalę, nieprawdaż? Ja natomiast chciałabym przeprosić wszystkie kobiety, które kiedykolwiek nazwałam ślicznymi. Jak mi wstyd, że pierwsze, na co zwróciłam uwagę, to coś tak prozaicznego jak wygląd. Jak mogłam nie dostrzec ich nieprzeciętnej inteligencji? Ich lisiego sprytu i niepojętej odwagi? Dlaczego nigdy nie byłam w stanie docenić ilości ciężkiej pracy, którą włożyły w to, by ich kobiecość stała się ich największym atutem, a nie przywarą? Od zawsze słyszymy, że kobiecość równa się słabości. "Biegasz jak dziewczyna", "bijesz się jak dziewczyna". Dziewczyna jest obelgą w męskim świecie. Dziewczyna jest obelgą również
w żeńskim świecie. Gdzie popełniliśmy błąd? Kiedy pozwoliliśmy sile dojść do głosu? Nie tak nas uczyłeś Panie... Moja kobiecość nie jest słaba, to oni są zbyt delikatni, by ją zrozumieć. To zajmuje lata, by na nowo pojąć potęgę kobiecej wrażliwości w świecie, gdzie twoja płeć definiuje twoją wartość. W świecie, gdzie twoje ciało określa, czy jesteś godna wielkich czynów, czy co najwyżej przyjemnej aparycji. Dlaczego zwracałam uwagę na malinowe usta, a nie na poglądy, które chciały one głosić? Te usta od zawsze chciały krzyczeć, ale były uciszane przez silniejsze ręce. Dlaczego podziwiałam paznokcie o kolorze róż, zamiast dłoni, które chciały kreować nową rzeczywistość? Dlaczego przyglądałam się odcieniowi pończoch, zamiast dostrzec nogi, które biegły pewnie przed siebie, nie zatrzymując się przy żadnej przeszkodzie? Siła mianowała się największą wartością tego świata. Ja się z tym nie zgadzam. Siła stosowana wobec tych, którzy mają jej mniej, nie jest wartościowa. Najcenniejsza jest odwaga. Odwaga, by przeciwstawić się potworowi, który śmie nazywać się mężem, a każdego dnia zadaje ból dłonią, która miała chronić i pieścić. Odwaga, by wyjść na ulicę pełną pogardy, upominać się o swój głos. Odwaga, by robić to samo, co mężczyzna, ale jako kobieta. Odwaga objawia się zawsze, a nie tylko, gdy oponent jest słabszy. Kobiecość jest odwagą. Trzeba być odważną, by być kobietą. Na wojnie w końcu otrzymałyśmy szansę, by dowieść naszej niezłomności i hartu ducha. Od jej pierwszych dni masowo dołączamy do wojsk, by nieść pomoc żołnierzom i cywilom. Tworzymy punkty sanitarne, otaczamy troską rannych. Nasza wrażliwość jest bronią. Mężczyźni walczą karabinami, a my... - delikatnymi maskotkami. Któż by wpadł na pomysł, by szyć pluszaki-skrytki?
[2]
Moja kochana koleżanka Rena od rana do nocy wymachuje igłą i nitką, szyjąc małpeczki, w których chowamy przed Niemcami dokumenty. Słabość czy spryt? Kobiecość.
Warszawa jest odważną kobietą. W końcu nie ma nic niebezpieczniejszego niż kobieta odzyskująca swój stłumiony głos.
Warszawa, 10.08.1944 r.
Drogi Boże,
Warszawa walczy. Warszawa krwawi. Wisła stała się rzeką krwi i martwych nadziei. Trwa sierpień, miesiąc, w którym ciepłe promienie słońca figlarnie łaskoczą skórę, a beztroska gra we wszystkich sercach. Jednak nie tutaj, nie w mieście śmierci. Dziś w nocy nad Śródmieściem i Mokotowem zjawiły się samoloty brytyjskie z dostawą amunicji i broni. Walki w tej pierwszej dzielnicy kosztują setki niewinnych żyć. Jednak, jeśli spojrzysz Boże, na ulicę Jasną, dostrzeżesz jeszcze odrobinę spokoju. To warszawski skrawek nieba, gdzie piekło jeszcze się nie rozlało. Mimo to obawiam się, że to tylko kwestia czasu aż mroczny żniwiarz zaprosi wszystkich warszawiaków do tańca. Jeszcze chwila, a Warszawa stanie się cmentarzem wielkiej idei.
Nie znoszę o tym myśleć i nie śmiem Cię pytać o odpowiedź, jednak w mojej głowie coraz częściej do głosu dochodzą wątpliwości. Widzę Polskę w trumnie. Pokonaną, martwą, niespokojną... Wtedy zastanawiam się, co mogą uczynić żałobnicy? Gdy zabrałeś babkę do siebie, mama opowiadała mi o jej życiu jak o najpiękniejszej powieści. Opowiadała historię jedną za drugą, czyniąc ją najwspanialszą postacią literacką wśród żywych. Dzięki temu, mimo że babka zostawiła mnie, gdy śmierć była dla mnie jeszcze konceptem niepojętnym, jestem świadoma tego, jak niezwykłą i wyjątkową miała duszę. Zgaduję, że o to chodzi
w życiu. Naszą rolą, jako żywych, jest opowiadać historie. Więc jeśli moja matka - Polska, wyda swoje ostatnie tchnienie, ja, jako jej córka, będę opowiadać jej historię. Opowiem przyszłym pokoleniom o kraju w biało-czerwonej sukni. O tym, że jest takie państwo, które jest domem dla wszystkich swoich dzieci. Domem, który został zburzony na długie 123 lata
i gdy wszyscy już myśleli, że nikt w nim nie zamieszka (wszak nie istniał), on z pomocą swoich pociech, odbudował się na nowo, jako zapierająca dech w piersiach willa czerwonych róż i białych stokrotek. Tak, jak Horacy twórczością postawił swój pomnik i zapewnił sobie nieśmiertelność, tak mój dom powstał silniejszy i piękniejszy, zdumiewając całą europejską dzielnicę. Będzie ją zachwycał do końca świata i nawet dłużej. Przysięgam Ci Boże, że jeśli znów zburzą moje miejsce na ziemi, ja je odbuduję. Stanę z moimi siostrami i braćmi ramię w ramię i cegła po cegle będziemy od nowa stawiać fundamenty polskości. Odbudujemy nasz dom miłością i historiami, by nasze dzieci mogły nieść ją dalej.
Bo jeszcze Polska nie zginęła,
Kiedy My żyjemy.
Warszawa, 14.08.1944 r.
Drogi Boże,
dziś, kiedy uciekałam Marszałkowską, moje serce zatrzymało się na kilka chwil. Wśród ruin i gruzu dostrzegłam bladą twarz. Była tak spokojna i niewinna... Jak okropnie było mi dostrzec spokój w mieście chaosu. Twarz była martwa, biała jak kartka papieru
i zimna jak lód. Strugi zaschniętej, ciemnoczerwonej krwi kontrastowały z jasnością przebiśniegu. Znałam tę twarz i część jej historii. Pamiętam iskry w oczach, piękniejsze od gwiazd i uśmiech szczery dla każdego. Dziś jednak iskierki zgasły, a na miejsce uśmiechu weszła stonowana śmierć. To była moja nauczycielka z Batorego.
W tamtym momencie moje serce zapomniało, jak bić, a świat ucichł. Nie słyszałam już strzałów ani krzyków zrozpaczonych cywilów. Jedyny dźwięk, który był w stanie dotrzeć do moich uszu, to był huk rozkruszonego na miliony kawałków serca. Myślałam Boże, że wojna już nie znajdzie sposobu, by moje oczy znów zamieniły się w wodospady goryczy. Myliłam się. Znów. Wojna zawsze znajdzie sposób, by udowodnić ci, że może być gorzej, że zawsze znajdzie się ból intensywniejszy od tego, który uznałeś już za nie do zniesienia. Moja nauczycielka była przede wszystkim człowiekiem, który w pełni oddał się swojemu powołaniu. Czy to nie piękne być nutą w melodii życia? Ona zdecydowanie była swoją, a jej symfonia była moją najukochańszą piosenką. Nauczyciele nie są doceniani. Przez większość uczniów są postrzegani jako bezduszne kreatury, których jedynym celem jest udowodnienie, że nie masz racji i wartości. To jednak nie są nauczyciele, to są ludzie nieszczęśliwi. Z kolei dla innych, wielkich dorosłych, praca nauczyciela nie równa się ważnej roli w społeczeństwie. Jednak bycie nauczycielem to coś więcej. Ten zawód nie wymaga tylko odpowiedniego wykształcenia, przede wszystkim wymaga czystego serca. Nie będziesz dobrym nauczycielem, jeśli nie jesteś dobrym człowiekiem. Nie będziesz godzien tak odpowiedzialnej misji, jeśli twoim sercem rządzi chłód. Wrażliwość nauczyciela dorównuje czułości artysty. Szczerze, obie te ścieżki są tak do siebie podobne. Artysta dostaje płótno i farby, z których musi stworzyć zapierający dech w piersiach obraz. Nauczyciel dostaje pasję i uczniów, z których musi uczynić uczciwych ludzi. Najpiękniejszym, co można dokonać w tym zawodzie, to nie nauczyć, a zainspirować ucznia do nauki.
Nauczyciele zainspirowali setki tysięcy uczniów do kontynuowania swojej edukacji w cieniu zagłady. Niemcy zakazali nam się uczyć języka polskiego, geografii Polski, a resztę przedmiotów ograniczyli do absolutnego minimum. Byli przekonani, że bezwolnie zaakceptujemy warunki, które nam podyktowali. Och, Boże - jak bardzo oni znów się mylili. Nasze polonistki chwyciły w dłonie podręczniki do mowy polskiej, a geografowie rozłożyli mapy. Ruszyło tajne nauczanie. Nasi mentorzy nie koncentrowali się na tym, że ryzykują swoje życia. Najistotniejsze dla nich było to, by polska młodzież zdobyła wykształcenie. Doskonale wiedzieli, że to na naszych barkach będzie spoczywało odbudowanie kraju i nic w tamtym momencie nie było ważniejsze. Edukacja jest kluczem do przyszłości dla wszystkich, a nie wybranych.
Jedyne, co mogłam zrobić w tamtym momencie, to serdecznie uścisnąć jej zimną dłoń. Nie było kwiatów ani bombonierek. Cisza i moja dłoń muskająca jej lodowatą skórę – to było moje podziękowanie za uczynienie mnie jej dziełem.
Pif!
Paf!
*
Dziś Boże, już nie muszę do Ciebie pisać. Ołowianym chłodem zaprosiłeś mnie do siebie. Choć oboje doskonale wiemy, że nie zginęłam od kuli, a od ludzkiej nienawiści. Wiem, że dla całego świata teraz jestem tylko statystyką. Wiem też jednak, że cały świat moich bliskich przestał się kręcić wraz z ostatnim uderzeniem mojego serca. Jestem świadoma, że jutro dla nich wstanie nowy dzień. Ludzki świat nie zatrzymał się tylko dlatego, że czyjaś rzeczywistość legła w gruzach. Jutro, w blasku sierpniowego słońca, zginą kolejni ludzie. A oni tak jak ja, nie będą chcieli płaczu nad mogiłą. Chcemy, by trumny przemówiły do przyszłych pokoleń. Ta koszmarna wojna kiedyś się skończy, przywódcy podadzą sobie dłonie w uśmiechu pełnym bólu. Starsza pani będzie czekała przed domem na powrót swojego wycieńczonego syna. W kamienicy naprzeciwko młoda dziewczyna będzie wyglądała na swojego ukochanego, by w końcu, po tylu latach, ich usta zatańczyły romantycznego walca. Dzieci będą wyczekiwać swoich odważnych tatusiów, by dać im laurki. Nie wiem, kto sprzedał nasze człowieczeństwo. Widzę za to, kto płaci tego cenę. Zwykli ludzie, którzy nie chcieli chwytać za broń.
W dzieciństwie często dostawaliśmy pytanie: kim chcesz zostać, kiedy dorośniesz? Ci ludzie nie odpowiadali, że pragną być żołnierzami zabijającymi ludzi w imię urojonego konfliktu. Zgaduję, że chcieli być lekarzami, by pomagać schorowanym ludziom, bądź strażakami zwalczającymi niebezpieczeństwo żywiołów. Im starsza się stawałam, tym lepiej rozumiałam, że to pytanie jednak nigdy nie dotyczyło zawodu, który pragnęlibyśmy wykonywać. To pytanie zmuszające nas do refleksji nad tym, jakimi ludźmi chcemy być. Chcemy kochać? Czy chcemy nienawidzić? Nienawiść j e s t wyborem. Wyborem, który podjęła ludzkość. Ukochaliśmy pogardę i wyższość, która zmieniła nasz wspólny świat w popiół. Zakochaliśmy się w złu, które zrównało nasze domy z ziemią i zasypało miliony niedokończonych ludzkich historii zimnym piachem. Boże, Ty dałeś nam serce, które jest źródłem całej nienawiści świata – oraz całej jego miłości. To zależy od nas, którą ścieżkę obierzemy. Czy dalej będziemy trwać w nieludzkim bestialstwie, czy otworzymy się na drugiego człowieka? Czy kiedykolwiek będziemy w stanie pojąć, jak cennym darem jest ludzkie życie? Każde, bez wyjątku. Nie ma znaczenia, skąd jesteśmy. Zasługujemy na szczęśliwe życie. To, skąd pochodzimy, buduje poczucie wewnętrznego ja, ale nie czyni lepszym od innych. Ludzkość musi odnaleźć swoje tożsamości w różnorodności. Jestem Polką, mój kraj oraz język ukształtował to, jakim jestem człowiekiem. Język nie jest tylkoi wyłącznie systemem znaków. Język to twój wyjątkowy na tle narodów sposób odbioru rzeczywistości. Myślę i czuję po polsku. To po polsku doświadczałam miłości, gdy mama całowała mnie w czoło każdego gwieździstego wieczora. To po polsku doświadczyłam bólui paraliżującego strachu, gdy wrześniowym porankiem, zamiast biec do szkoły, słuchałam komunikatów w radiu. Język polski ukształtował to, kim jestem, ale w żadnym stopniu nie uczynił mnie gorszą lub lepszą od osób, które poznały życie w języku niemieckim, francuskim czy angielskim. Nasza inność ma budować świat, a nie być amunicją w karabinie. Niczego nie pragnę bardziej niż tego, by ludzie wszystkich ras, narodowości i wyznań podali sobie ręce i zbudowali świat na nowych fundamentach. Odrzućmy nieczułość i nienawiść, spójrzmy sobie w oczy, wyszeptajmy rzewliwe "przepraszam" i stwórzmy nowy świat pełen miłości, wsparcia i rozmowy. Stwórzmy miejsce, które już nigdy nie spłonie w trawiących płomieniach wojny. Niechaj ludzie staną się ludźmi. Boże, spraw byśmy byli bardziej ludzcy. Niech nastąpi powstanie człowieczeństwa.
[1]
https://ipn.gov.pl/pl/aktualnosci/55879,Maciej-Zuczkowski-Rzez-Woli.html
[2]
https://www.1944.pl/artykul/kobiety-powstania,5408.html



Komentarze