Od 1 listopada pracownikom sektora ochrony zdrowia przysługuje dodatkowe wynagrodzenie w postaci tzw. dodatku covidowego. Pracownicy Tomaszowskiego Centrum Zdrowia są zbulwersowani nowymi przepisami.
1 listopada weszły w życie nowe przepisy. Zgodnie z nimi personel szpitali otrzyma dodatkowe wynagrodzenie, ale będzie ono naliczane godzinowo - za każdą godzinę opieki nad pacjentem z podejrzeniem bądź potwierdzonym zakażeniem COVID-19. Jak tłumaczy łódzki NFZ, dla placówek medycznych, które leczą pacjentów z COVID-19, oznacza to czytelniejsze reguły przyznawania dodatku covidowego.
Zdaniem NFZ tego typu rozwiązanie jest sprawiedliwe. - Wprowadzenie godzinowego rozliczania czasu pracy przy pacjencie covidowym znacznie ułatwia placówkom medycznym wskazanie osób, które powinny otrzymać dodatek, oraz indywidualne określenie jego wysokości - mówi Anna Leder, rzeczniczka prasowa ŁOW NFZ. - Decyzje co do wypłaty dodatku COVID dla konkretnego pracownika są indywidualne i podejmuje je kierownik podmiotu leczniczego w oparciu o poniższe kryteria z polecenia ministra zdrowia. To do nich należy ocena, którzy konkretnie pracownicy kwalifikują się do otrzymania dodatkowego świadczenia pieniężnego - dodaje.
Cięcie kosztów czy proceduralne udogodnienia?
Od początku pandemii Łódzki Oddział Wojewódzki NFZ wypłacił łącznie 651.479.440,04 zł dodatków covidowych. Dotychczas dodatek otrzymywali prawie wszyscy pracownicy szpitali, którzy mieli kontakt z pacjentem zakażonym wirusem SARS-CoV-2.
Ponad pół miliarda złotych (tylko w jednym województwie) to kwota, która bez wątpienia obciąża finansowo sektor ochrony zdrowia. I choć polski rząd nie mówi tego otwarcie, to - jak wynika z nieoficjalnych informacji przekazanych nam przez jednego z parlamentarzystów - Ministerstwo Zdrowia głównie na tym opierało swoją decyzję. Łódzki NFZ stoi jednak na stanowisku, że tego typu regulacje to oczekiwania placówek medycznych. - Ich kierownicy mieli często trudności z doborem kryteriów, po spełnieniu których personel medyczny kwalifikował się do otrzymania dodatkowego wynagrodzenia - wyjaśnia rzeczniczka NFZ.
Ratownicy medyczni bez dodatku
Tomaszowskie Centrum Zdrowia zatrudnia obecnie 990 pracowników. Nowe przepisy w praktyce oznaczają, że dodatek covidowy będzie przysługiwał jedynie pracownikom zatrudnionym na podstawie umów o pracę i umów cywilnoprawnych, którzy pracują na oddziałach: obserwacyjno-zakaźnym, chorób wewnętrznych, neurologicznym i laryngologicznym - bo tam obecnie hospitalizowani są pacjenci z rozpoznaniem COVID-19.
Dużą grupę zawodową, która czuje się pokrzywdzona, stanowią pracownicy pogotowia ratunkowego. - W tamtym roku próbowano nas skłócić, kombinując w różny sposób. Przykładem był pomysł na brak dodatku dla kierowców karetki - mówi jeden z ratowników medycznych. - Teraz poszli o krok dalej. Najpierw chcieli nas gloryfikować, mówiąc, że jesteśmy bohaterami na pierwszej linii frontu. Dlaczego? Bo ludzie się bali pracować w tym bałaganie. Teraz, kiedy są szczepionki i wszyscy przywykli do pandemii, mamy nie dostać ani grosza? Mamy taki sam kontakt z pacjentami zarażonymi jak pracownicy oddziałów covidowych. To jest po prostu skandal - dodaje.
Dodatku nie otrzymają także pracownicy szpitalnego oddziału ratunkowego. - Biegamy między karetkami, oddziałami, a tymi pseudoizolatkami. Zabezpieczenie przed zakażeniem to kompletna prowizorka, a poza tym to tu przywozi się pacjentów z zagrożeniem życia. Nikt nie czeka na wynik testu, trzeba im ratować życie - mówi jeden z pracowników SOR. - Z czasem okazuje się, że są to ludzie zarażeni COVID-em. No, ale my jesteśmy "gorszym sortem" medyków. To jest dopiero "segregacja sanitarna". Doprowadzi to znowu do strajków. Mam nadzieję - dodaje.
Podejrzany jest przecież każdy
Spytaliśmy łódzki NFZ, co oznacza pojęcie "osoby podejrzanej" o zakażenie koronawirusem. - Chory z podejrzeniem zakażeniem wirusem SARS-CoV-2 to chory, u którego objawów zakażenia koronawirusem jeszcze nie zweryfikowano testem w kierunku COVID-19 - tłumaczy A. Leder. Co na to pracownicy szpitala? - Podejrzany to jest każdy, kto kichnie. To jest kompletna paranoja! Przecież podobno można przejść też chorobę bezobjawowo! - denerwuje się jeden z pracowników działu technicznego. - Jak się coś spie..., znaczy popsuje, na covidzie (oddziale covidowym - przyp. red.), to przecież tam idziemy i naprawiamy. Mamy taki sam kontakt z pacjentami jak pracownicy tych oddziałów! - dodaje.
Pracownicy TCZ zwracają uwagę, że przypisy regulujące przyznanie dodatku covidowego są bardzo nieprecyzyjne. - Co to znaczy za godzinę pracy z pacjentem? Muszę go dotykać czy stać przy jego łóżku? Czy tyle samo dostanie ordynator, który raz dziennie wyjdzie do pacjentów na oddział, i pielęgniarka, która jest ciągle przy chorych? - zastanawia się jeden z pracowników szpitala. - Nie wiadomo również, co znaczy "pracować na oddziale covidowym". Fizycznie wykonywać tam jakieś czynności, czy być tam zatrudnionym? Są tacy, którzy do tej pory nie wiedzą, czy dodatek im się należy - stwierdza.
Mają kontakt, nie dostaną ani złotówki
- Zarządzający podmiotami często mieli trudności z doborem kryteriów, po spełnieniu których personel medyczny kwalifikował się do otrzymania dodatku covidowego. Wątpliwości budziła tzw. incydentalność w udzielaniu pomocy pacjentom hospitalizowanym ze względu na podejrzenie i zakażenie koronawirusem - mówi Anna Leder. Są jednak pracownicy, którzy wykonują zawód medyczny i nie otrzymają dodatkowego wynagrodzenia, mimo że ich kontakt z osobami zarażonymi COVID-19 wcale nie jest sporadyczny.
W dobie pandemii taką grupę zawodową stanowią pracownicy Centrum Diagnostyki Obrazowej. Jak wiadomo, osoby podejrzane o zakażenie i chore na COVID-19 mają objawy ze strony układu oddechowego. To wiąże się z koniecznością przeprowadzenia diagnostyki obrazowej klatki piersiowej. Radiolodzy kilka godzin dziennie wykonują m.in zdjęcia RTG, pracując z pacjentami zakażonymi wirusem SARS-CoV-2. I choć łatwo byłoby zmierzyć ich czas pracy, to jednak w nowych przepisach nie przewidziano dla nich dodatków.
Pracownicy CDO nie chcą wypowiadać się w tej sprawie. O ich sytuacji mówią inni pracownicy szpitala. - Jeżeli chcemy się licytować i mierzyć czas, to można powiedzieć, że ci ludzie godzinowo mają najdłużej kontakt z tymi chorymi. Kilka godzin dziennie robią zdjęcia, mają z nimi fizyczny kontakt, pomagają się rozebrać, ustawiają przy aparaturze - mówi jedna z pielęgniarek. - Po raz kolejny w trakcie pandemii władze państwa postanowiły posegregować pracowników służby zdrowia na tych lepszych i gorszych. To smutne - dodaje.
Krzysztof Krasnodębski



Komentarze