Wspomnienie o doktorze Mikołaju Kamińskim - TIT - Tomaszowski Informator Tygodniowy

Sobota, 3 października 2026, Imieniny: Bogumiła, Gerarda, Józefy

 

kaminski"Takich ludzi już nie ma" - zalała się łzami sprzedawczyni na targu, słysząc o śmierci doktora Kamińskiego. "Pana ojciec mi życie uratował" - usłyszałem od innej pani po pogrzebie.

Takie zdania słyszałem wiele razy, kiedy byłem dzieckiem. I wydawało mi się to normalne, że mój tatuś ratuje życie innym ludziom. Również normalne i zwyczajne wydawało mi się, kiedy na piaszczystej plaży nad Pilicą mój ojciec wskoczył do zdradliwej wody, aby ratować tonącą kobietę. Wyciągnął ją na brzeg, udzielił pierwszej pomocy, przeżyła.

Miał niełatwe, polskie życie. Urodził się w 1937 roku w Wilejce na obecnej Białorusi. Po Sowietach, w 1941 roku podczas operacji Barbarossa, na Kresy weszli Niemcy. Mój tata wspominał, jak sowieccy partyzanci wkroczyli podczas okupacji niemieckiej do obejścia jego dziadka i zarekwirowali budzik, szczyt marzeń człowieka radzieckiego. Opowiadał przy tym dowcip: "Ciężkie czasy, powiedział sowiecki sołdat, zdejmując zegar z wieży kościelnej".

Po roku Niemcy wywieźli pięcioletniego Mikołaja - Kolę - z rodzicami na roboty do bauera we wsi Możnie koło Olecka. Bauer okazał się przyzwoitym zniemczonym Mazurem i dobrze traktował pracowników. Kola przetrwał trzy lata poniewierki, podkradając mleko krowom, wysysając zawartość jajek znalezionych w zaroślach przez dziurkę zrobioną gwoździem i chowając się przed kulami niemieckich żołdaków. Wolność wróciła po panicznej ucieczce Niemców, a po kilku dniach oczekiwania na chwilowej ziemi niczyjej, 28 stycznia weszli Ruscy. Niespodziewanie uprzejmy i trzeźwy lejtnant oznajmił: "Wy uże swobodnyje". Rodzina przyjechała do Suwałk, w Polsce, ale jak najbliżej ich małej ojczyzny.

Opowiadał o najwcześniejszej pracy w Bolesławcu Śląskim, jak kiedyś wrócił smutny z wezwania do Legnicy. Karetka przywiozła z poligonu młodego sowieckiego żołnierza ze zmiażdżoną nogą. Mój ojciec chciał ją amputować, ale sowieccy lekarze nie pozwolili na to. Operacja nie miała szans, ale przyszyli nogę. "Chcieli sobie poeksperymentować kosztem człowieka" - komentował. "Co tam jeden człowiek dla Rosjan". Żołnierz zmarł po kilku dniach.

Nigdy nie wziął od pacjenta pieniędzy za operację lub inną pracę w szpitalu. Kiedy mieszkaliśmy w bloku w późnym PRL-u, pacjenci przynosili kwiaty, a w nich czasem były koperty. Raz pacjent, któremu zwrócił kopertę, wrzucił ją w zamykające się drzwi i uciekł. "O, następny" - powiedział mój tata i pogonił za nim. Zawsze gonił takich pacjentów uciekających po schodach z naszego pierwszego piętra, a że w młodości był lekkoatletą, łapał ich zwykle na parterze. Wydawało mi się to normalne, że lekarz goni po schodach pacjentów, którzy przynoszą mu pieniądze.

Kiedy po upadku komunizmu otworzył prywatny gabinet, często nie brał od biedniejszych pacjentów pieniędzy, mówiąc im, że to "tylko konsultacja". Innym zaniżał stawkę, nie chcąc urazić ich dumy odmową przyjęcia honorarium. Udzielał bezpłatnych porad sąsiadom i znajomym.

Był pedantem i starał się nadzorować wszystko i wszystkich wokół, aby nie było błędów. Na każde umówione spotkanie przychodził dużo przed czasem. Podczas operacji swojego wyrostka poprosił tylko o znieczulenie miejscowe, bo chciał kontrolować jej przebieg. Niemal obsesyjnie planował najdrobniejsze szczegóły swoich operacji i omawiał stan pacjentów z mamą przy śniadaniu. "Ta się poprawiła, a ten się pogorszył". I to też wydawało mi się normalne, że podczas domowych posiłków rozmawia się głównie o pacjentach.

Tylko raz widziałem mojego ojca, jak wpadł w furię. Jechaliśmy Warszawską na dworzec PKP i na jednej z bocznych uliczek pijak okrutnie bił psa. Mój ojciec zatrzymał samochód, wypadł z niego i prawie pobił chłopa. Ten przerażony stanął przed nim na baczność i wybełkotał: "Dziękuję i przepraszam za wszystko". Moja siostra opowiedziała mi podobną historię, kiedy mój ojciec spuścił powietrze z kół innemu pijanemu rowerzyście wiozącemu na kolebiącym się rowerze małe dziecko.

Doktor Mikołaj Kamiński mieszkał w Tomaszowie przez 56 lat, pracował jako lekarz chirurg przez 35 lat, z czego część czasu pełnił funkcję ordynatora oddziału chirurgicznego. Jego śmierć zabrała rodzinie opokę, na kogo zawsze można było liczyć, kto nie odmówił wsparcia nikomu potrzebującemu. Pomagał finansowo wielu ludziom, którym los poskąpił szczęścia i bagatelizował swoją szczodrość. Dopiero po latach zrozumiałem, że to, co robił, nie było ani zwykłe, ani normalne. W dzisiejszym świecie, który aspiruje co najwyżej do poprawności politycznej, był dobrym i uczciwym człowiekiem. "Takich ludzi już nie ma".

Kochajmy naszych najbliższych. Dajmy im odczuć naszą miłość. Jak odejdą, na wszystko będzie za późno.

Marek Kamiński

Pin It

Komentarze





pajpress ogłoszenia

Naprawa sprzętu AGD

e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Materiały Urzędu Miasta

TIT - Tomaszowski Informator Tygodniowy
Agencja Wydawnicza PAJ-Press

ul. Długa 82
97-200 Tomaszów Mazowiecki,
tel. 44 724 24 00 wew. 28 (biuro ogłoszeń)
tel. kom. 609-827-357, 724-496-306

WYRÓŻNIONE

Zabrzmiało Gaudeamus

Już od października kolejni studenc...

Z druhami przy szachownicy

"Młody Strażak" – Młodzieżowa ...

Warsztaty OLiOC. Trwają zapisy

Szkolenie z zakresu Ochrony Ludnośc...

Utrudnienia na Warszawskiej do końca roku

Prace związane z przebudową północn...

To nasze dobro narodowe!

Mowa oczywiście o kadrze polskich s...

To już trzecie porażki

Mecz Lechii w Jaworznie  będzi...

Szlak Mazovii coraz bliżej

Gotowe są już projekty tablic, plan...

Święto kolei w Spale

W sobotę, 26 września świętowano 10...

Rozmowy o życiu i odchodzeniu

O stracie, odchodzeniu i potrzebie ...

Ranna dziewczynka

Dziewięciolatka została poszkodowan...

NAJNOWSZE

Odeszła zasłużona Tomaszowianka

W czwartek, 1 października w wieku ...

"Kajro" i "Winiak" osiedli w Tomaszowie

Osiemdziesiąt dwa lata temu, 2 paźd...

Jest śledztwo w sprawie nękania dzieci z "dziesiątki"

Apele rodziców, odpowiednie działan...

Hospicjum z nagrodą i wyspecjalizowanym personelem

29 września w Warszawie odbyło się ...

Biblioteki w październiku

W najbliższą oraz trzecią...

Utrudnienia na Warszawskiej do końca roku

Prace związane z przebudową północn...

Do "Złotej Rybki" w weekendy i bez prywatnych suszarek

W dni powszednie basen jest oblężon...

Szlak Mazovii coraz bliżej

Gotowe są już projekty tablic, plan...

Warsztaty OLiOC. Trwają zapisy

Szkolenie z zakresu Ochrony Ludnośc...

Powstanie magistrala rowerowa nad Pilicą. Podpisano list intencyjny

"Velo Pilica" ma prowadzić wzdłuż r...

WYDARZENIA

Nowe władze Pilicy. Władek z rekordem 

Łyżwiarze KS Pilica mają za sobą na...

Święto kolei w Spale

W sobotę, 26 września świętowano 10...

Zabrzmiało Gaudeamus

Już od października kolejni studenc...

Hospicjum z nagrodą i wyspecjalizowanym personelem

29 września w Warszawie odbyło się ...

Nigdy nie będę jak mój ojciec

A potem słyszymy jego słowa we włas...

Jest szansa na odbudowę zamku w Inowłodzu

23 września zjechali tam archeolodz...

Powstanie magistrala rowerowa nad Pilicą. Podpisano list intencyjny

"Velo Pilica" ma prowadzić wzdłuż r...

Do "Złotej Rybki" w weekendy i bez prywatnych suszarek

W dni powszednie basen jest oblężon...

Wojciechowski i tancerze u Japończyków 

W salonie fortepianów japońskiej fi...

Nie czuję się bohaterem

– mówi 18-letni Mateusz Zimnicki, u...