Trudny temat, z ciemnej strony życia. Pozornie znany, ostatnio głośny z powodu śmierci w Szczecinie. Za jakiś czas ucichnie, utonie jak Titanic po zderzeniu z górą lodową, przykryty falą nowych zdarzeń.
Okres postu jest u katolików czasem refleksji, sięgania do sumień, więc i ja pozwolę sobie na garść przemyśleń i kilka faktów.
Jako ławniczka uczestniczyłam w procesie pedofila recydywisty, który jakiś czas po wyjściu z więzienia, z wyobraźnią daną tylko zwyrodnialcom, zamordował swoją ofiarę. W małym miasteczku na granicy z Czechosłowacją dziewczyna urodziła dziecko swojego ojca (dziś miałoby blisko siedemdziesiąt lat). Wiadomość w konfidencjonalnej formie wyszła z ust lekarza i już wkrótce znało ją kilka tysięcy mieszkańców. Nic się nie działo - żadnych aresztowań, śledztwa, tylko ludzie z daleka omijali dom, w którym czaiło się zło. Pedofilia. Społeczeństwo jest wobec niej bezradne, tego się nie da leczyć, a sięgnięcie do dna góry lodowej przerasta ludzkie siły. Dlaczego? Pedofile są przebiegli, jak lis podchodzą do swojej ofiary. Spójrzmy na dziecko, usidlone przez sprawcę: albo milczy ze strachu, wstydu, a jeśli odkryje prawdę, słyszy nieraz: "kłamiesz", "fantazjujesz", "to niemożliwe". Łatwiej uwierzyć przyjacielowi domu, dobremu wujkowi niż synowi, córce, bo przecież dzieci mają fantazję, lubią konfabulować i... tak trudno burzyć porządek rzeczy. Matki chronią przed obcymi "dobre imię rodziny" (zły to ptak, co własne kala gniazdo), żony sprawców niczym jastrzębie stają w obronie męża. Dziecko żyje ze swoją lub rodzinną tajemnicą i zwija się jak liść podgryzany przez mszyce. Robaczywe życie. Ile z tych dzieci wyrasta na prostytutki, złodziei, alkoholików, piętnowanych przez prawo i społeczeństwo? Musimy zdawać sobie sprawę, że w dobie Internetu, wszechobecnego hejtu, coraz trudniej będzie ujawniać przestępstwa wobec nieletnich. Czy naprawdę nie możemy nic zrobić prócz deklaracji i marszów sprzeciwu? Żyć przez chwilę bulwersującą wiadomością i przejść potem do codzienności? Może jednak przejrzeć program edukacji dla najmłodszych i pedagogizacji rodziców, jeśli taki jeszcze istnieje. Może problem pedofilii powinien przestać istnieć jako karta przetargowa w dyskusji polityków, a stać się przedmiotem usilnych starań, których celem ma być dobro dziecka? Pełna tajemnic i niebezpieczeństw jest lodowa góra, ale mamy coraz lepsze narzędzia badawcze. I trzeba chcieć.
Emilia Tesz



Komentarze