Niedawno radny komitetu Marcina Witko Mariusz Strzępek napisał, że postępowanie starosty, zwołującego sesje rady powiatu w trybie nadzwyczajnym to PATOLOGIA.
Trzymając się tej terminologii, z taką sama patologią mamy do czynienia w mieście. Czym jest bowiem sesja nadzwyczajna?
Aby to wyjaśnić posłużę się cytatem z wspomnianego tekstu:
"Przede wszystkim sesja nadzwyczajna ma sztywne ramy. Nie można zmienić jej porządku. Wprowadzić dodatkowego punktu ani zdjąć tematu zaproponowanego, bez zgody Starosty (w przypadku miasta Prezydenta – przyp. red.). Nie ma więc: spraw różnych, wniosków radnych ani dyskusji o pracy zarządu. Są głosowania i marsz do domu. (...) Nikt nie protestuje, bo przecież ktoś obserwujący z boku mógłby zapytać: za co wy tam właściwie bierzecie pieniądze? No i pytanie byłoby w wielu przypadkach zasadne.
(...) Kiedy zwołujemy sesję niemalże z dnia na dzień, nie ma czasu by wnikliwie zapoznać się z materiałami i projektami uchwał. Nie ma czasu na dyskusje i wątpliwości. Zdarza się, że uchwałę dostajemy w dniu sesji. Czy jest to poważne traktowanie ludzi? Nie tylko radnych ale i wyborców.
Być może część radnych nie zdaje sobie sprawy z faktu, że ten "wygodny" sposób sprawowania mandatu jest tak naprawdę formą ubezwłasnowolnienia, ale tak właśnie w istocie jest. Stalinizm w czystej postaci".
Nic dodać nic ująć.
Andrzej Kucharczyk



Komentarze