Stavanger, Heerenveen, Calgary i Tomaszów Mazowiecki. Tylko te miasta w tym sezonie organizują zawody Pucharu Świata. Jesteśmy w łyżwiarskiej elicie, na razie organizacyjnej.
Sportowo jeszcze trochę nam brakuje do Norwegów, Holendrów czy Kanadyjczyków. - W sporcie potrzeba czasu i dużo cierpliwości. Jednak sukces Damiana Żurka pokazuje, że możemy równać do światowej czołówki - mówi Paweł Abratkiewicz, trener kadry narodowej łyżwiarzy.
2000 r. Puchar Świata w Korei Południowej. Na dystansie 1000 m startuje Paweł Abratkiewicz. Jest drugi, przegrywa tylko ze słynnym Kanadyjczykiem Jeremym Wotherspoonem. - 23 lata czekaliśmy, żeby nasz zawodnik stanął na podium PŚ na tym dystansie. Wcześniej były też sukcesy Jarka Radkego na długich dystansach, później Zbigniewa Bródki na 1500 m, sprinterów i sprinterek na 500 m, ale na 1000 m po medal sięgnął dopiero Damian w minioną niedzielę -wspomina były zawodnik KS Pilica, olimpijczyk, a obecnie szkoleniowiec polskiej reprezentacji.
Polska jeden, Holandia dziesięć
Jeden brązowy medal zdobyty przez Polaków przed własną publicznością. Można powiedzieć - skromnie, bo Holendrzy aż cztery razy stali na najwyższym stopniu podium (zdobyli w sumie 10 krążków, w tym dwa dublety), Norwegowie zwyciężali dwa razy. Wygrywali również Amerykanie, Kanadyjczycy, Koreańczycy, Japończycy, Belgowie i Włosi. Wśród czołowych ekip świata byli multimedaliści. Holenderka Marijke Groenewoud wygrała rywalizację na 1500 m i w biegu masowym, a Norweżka Ragne Wiklund na 3000 m (była też druga na 1500 m). Holender Klejd Nuis wygrał bieg na 1500 m i był drugi na 1000 m.
Na tle tych gwiazd trzeba się cieszyć z jednego krążka Biało-Czerwonych.
Bardzo dobrze spisała się Karolina Bosiek. Zawodniczka KS Pilica była 12. na 1000 i 13. na 1500 m. - Karolina robi sukcesywnie postępy i jeśli poprawi techniczną stronę jazdy, to w najbliższym czasie może być w najlepszej dziesiątce, na nawet szóste. Na 1500 m dwie rundy pojechała znakomicie, a później nieco zabrakło. Kalendarz zawodów nie był dla niej korzystny. W niedzielę jechała dwa biegi (półfinał i finał w mass starcie) i 1000 m. Mogła czuć się zmęczona - uważa P. Abratkiewicz.
Drużyna coraz bliżej podium
Sama K. Bosiek też była zadowolona ze swoich startów. - Trzynaste miejsce to moje najlepsze w tej konkurencji w tym sezonie. Jeżeli chodzi o sam bieg, to jestem zadowolona z pierwszych sześciuset metrów, bo naprawdę były dobrze wykonane. Później, niestety, wkradły się błędy. Potrzebuję trochę czasu, żeby je wyeliminować. Nie da się tego zrobić od razu. Czuję się tutaj świetnie, kibice na trybunach nas unoszą, to jest świetne startować na własnej ziemi - powiedziała Karolina, która była też liderką naszego zespołu w biegu drużynowym. Wspólnie z Olgą Kaczmarek i Magdaleną Czyszczoń zajęły piąte miejsce.
- Dziewczyny spisały się bardzo dobrze. W tym sezonie były czwarte, piąte i w Tomaszowie znowu piąte. Do Japonek zabrakło im niespełna 0,3 s, a do podium 3,5 s. Wszystko jest do zrobienia. Tylko trzeba być cierpliwym i spokojnie pracować. Nic samo się nie zrobi. Japonki czy Amerykanki to nie są nadludzie, z którymi nie można wygrać - dodaje "Abraś".
P. Abratkiewicz chwali też występy innych swoich podopiecznych. - Natalia Jabrzyk wystartowała z marszu z PŚ juniorów, do tego chora. Mogła być też zmęczona sezonem. Startowała też wcześniej z sukcesami na uniwersjadzie. Olgę Kaczmarek, w dobrej dyspozycji zdrowotnej, stać też na więcej, co będzie ważne pod kątem drużyny. Musi dorównać dyspozycją do Karoliny i Magdy. Szymon Palka na 5000 m zrobił bardzo dobry wynik. Miał trochę pecha, bo pękła mu płoza i musiał jeździć na startych - rezerwowych. Drużyna męska zapewniła sobie awans na MŚ, a sprinterzy pojechali jak zawsze na wysokim poziomie. Małymi krokami idziemy do przodu - mówi trener reprezentacji.
Na finał trybuny się zapełnią?
Trybuny Areny Lodowej nie były w całości wypełnione kibicami, ale frekwencja (zwłaszcza na biegach decydujących o medalach) była bardzo wysoka. Rzecz jasna dominowali sympatycy Biało-Czerwonych, wśród których były kluby kibica Karoliny Bosiek i Damiana Żurka oraz chyba najliczniejsza (najgłośniejsza) "Strefa kibica panna na niedźwiedziu". Nie brakowało flag i szalików w narodowych barwach. Najmłodsi fani łyżwiarstwa korzystali z możliwości pomalowania twarzy na biało-czerwono. Przyjechali też kibice z Holandii. Norwegii i Czech. Na trybunach były też gwiazdy polskiej lekkiej atletyki - Konrad Bukowiecki (halowy mistrz Europy w pchnięciu kulą) i Natalia Kaczmarek (mistrzyni olimpijska i Europy w sztafetach 4x400 m).
- Mieliśmy fajne, sportowe święto. Miejmy nadzieję, że w najbliższy weekend na zawodach finałowych PŚ będzie jeszcze więcej kibiców. Sukces Damiana powinien zrobić swoje. Na pewno napędzi zainteresowanie zawodami. Mam nadzieję, że do Areny przyjadą również kibicie z innych części Polski. Z tego co wiem, przyjedzie też większa grupa Holendrów. Będą szanse na kolejne krążki dla naszych reprezentantów. Tak więc warto przyjechać do Areny i kibicować - zachęca "Abraś".
Wejście na jeden dzień zawodów kosztuje od 20 do 35 złotych (ulgowy - od 10 do 17,5 zł) w zależności od trybuny. Można też kupić karnet na trzy dni rywalizacji od 50 do 90 zł (ulgowy od 25 do 45 zł). Bilety są dostępne w kasach Areny albo w sprzedaży internetowej.
W piątek, 17 lutego rywalizacja rozpocznie się o godz. 13.40. Tego dnia zaplanowano kolejno starty na: 1500 M, 500 K, 3000 K i sprint drużynowy M.
W sobotę, 18 lutego od godz. 10.20 odbędą się takie konkurencje jak: 1500 K, 500 M, 5000 M i sprint drużynowy K.
W niedzielę, 12 lutego od godz. 11.10 plan startów wygląda następująco: 1000 K i M oraz mass start K i M.
ag
Na zdjęciu polska drużyna w składzie (od lewej): Olga Kaczmarek, Magdalena Czyszczoń i Karolina Bosiek



Komentarze