Z piątku na sobotę całą noc padał śnieg, do południa też sypało, jakby niebo chciało nadrobić zaległości. Bajka!
W południe przyszła odwilż i świat za oknem stał się czarno-biały, jak na starej fotografii.
Jeszcze w okresie długotrwałej szarości wybraliśmy się w czwórkę nad zalew. Obniżona tafla wody odsłoniła szmat nadbrzeża i, mimo prac porządkowych, niechlubne ślady ludzkiej obecności. Widok przystani "Borki", a raczej tego co po niej zostało, kojarzy się z filmami Barei i funkcjonalną, ale niezbyt estetyczną architekturą socrealizmu: budy, prowizorycznie sklecone budki, byle tylko kręcił się interes. W lesie ślady buszujących dzików. Zryty dokumentnie jest las za Szymanówkiem w kierunku Wąwału, strach spacerować w okolicach Smardzewic i Spały. Litościwy śnieg tylko na chwilę przykrył wszystkie ziemskie (dosłownie) problemy. Patrzę, jak topnieją marzenia, nie moje - dzieci: o sankach, nartach, bałwanach, śnieżnych bitwach. Na szczęście jest lodowisko. Dzwoni do mnie znajoma: - Wyobraź sobie, że bilet dla dziecka kosztuje 25 złotych, a dla dorosłego 30. Mogliby zrobić darmowe wejścia dla dzieci, choćby w czasie ferii. I co to za zniżka, 5 złotych? - dodaje oburzona. Prostuję: jest możliwość nieodpłatnego korzystania z lodowiska w określonym czasie. Niewiele tego. Bilety dla dzieci rzeczywiście są za drogie, ulga to zazwyczaj 50%. "Za moich czasów" można było jeździć na łyżwach gdziekolwiek, a lodowisko było mało dostępnym luksusem. Wszystko się zmieniło, nie tylko klimat. Pytam szkolną koleżankę, co u niej słychać. Odpowiada stereotypowo: - Stara bieda. Nie, dzisiaj bieda nie jest taka jak dawniej. Posiadanie komputera, smartfona, deskorolki i butorolek nie wyklucza dziecka z kręgu objętych pomocą MOPS, TPD czy innych stowarzyszeń. Pięćset+ w świadomości wielu rodzin funkcjonuje jako stały składnik dochodu. Wciąż chcemy więcej, lepiej, szybciej, łatwiej. Zwierza się matka dwóch synów: - Nie umiem z nimi rozmawiać. Żyją w swoim wirtualnym świecie. Nie ona jedna, komputery, telefony to świat naszych dzieci. Dajemy im wiele, nie żądając w zamian nic. Rośnie pokolenie wyobcowanych i, jak mi się wydaje, nieprzystosowanych do trudów życia. Jako dorośli jesteśmy za to odpowiedzialni. Najwyższy czas, aby zadbać o klimat-pogodę i pogodę ducha, tę w sercu, rodzinie, w społeczeństwie.
Emilia Tesz



Komentarze