Bardzo osobiste i mam nadzieje, że Państwo mi to wybaczą. Minął tydzień pełen emocji.
W sobotę na cmentarzu w Wolborzu w gronie uczniów, absolwentów III TB (matura 1978) pożegnaliśmy ich koleżankę, a moją uczennicę i wychowankę. Kostucha w ostatnich latach zbiera obfity plon, nie zważając na wiek. Po ceremonii, przy herbacie, ustaliliśmy, że musimy się spotkać z lepszej okazji, a taka właśnie się nadarzała - mój metrykalny jubileusz.
W niedzielę (13 listopada) wybrałam się na spacer do Smardzewic. Jak zawsze z Reksiem, którego nieznany mi właściciel toleruje od lat przyjaźń pupila z tomaszowianką, spenetrowaliśmy kilka jeszcze niezabudowanych działek. W małym lasku, zrytym przez dziki, znalazłam dwa okazałe, przepiękne prawdziwki. Zbiór wzbogaciło kilka pecłonek, maślaków i jeden rydz. Poniedziałek leniwy, z perspektywą następnego dnia w lesie, jako że Kasia i Staszek postanowili w ten właśnie sposób uczcić metrykalny zapis. Pogoda wymarzona, niepowtarzalna, ukochany las za Poświętnem i w Różannie, do tego szarlotkowy tort, że nie wspomnę o innych smakołykach. Mnóstwo kurek, trochę pecłonek, kilka koźlarków. W środę spotkanie międzypokoleniowe w Miejskiej Bibliotece Publicznej. Było pięknie: uczestnicy recytowali, czytali moje wiersze, Czesław Mincer śpiewał, prowadząca przeegzaminowała mnie z całego życiorysu. Wśród pytań pojawiło się "miejsce na ziemi". Oczywiście -Tomaszów, moje rodzinne miasto. Czwartek brydż. Cudowny, szlemik. W piątek zapowiadane spotkanie z uczniami, absolwentami nieistniejącego technikum budowlanego. W południe poszłam na godzinny spacer w kierunku Wąwału. Plon nadspodziewany: przepiękne, choć zmarznięte maślaki, kilka pecłonek, rydz i tłuszczka. A spotkanie? Zaczęło się jesienią, skończyło zimą, bo około osiemnastej spadł pierwszy śnieg. Zastawiony pysznościami stół, przygotowanymi przez dziewczyny i chłopaków (oprócz wyjątkowo smacznego, firmowego dania), rozmowy o przeszłości i tym, co teraz, o tych, których już nie ma i którzy są daleko. Życzenia, tort, kwiaty, toasty i wideorozmowa z Basią, od lat zamieszkałą w Danii. Stwierdzili, że są wyjątkową klasą i ja to potwierdzam. Połączyła ich młodość, szkoła, spotykają się, przyjaźnią, mimo upływu lat. Z sentymentem wspominają szkołę i nauczycieli. A ja? Cieszę się ich pamięcią i troską, dzięki czemu lżej mi żegnać złotą jesień, nie tylko tę w lesie...
Emilia Tesz



Komentarze