Liwiusz Falak pochodzi z Tomaszowa, a od dekady mieszka w Kielcach. Jest znanym w tym mieście aktorem i społecznikiem. Zbiera pieniądze na zakup, serwis i wyposażenie wozów strażackich, które trafiają na Ukrainę. Zachęca tomaszowian do wsparcia akcji "Gasimy wojnę". - Ruskie wojska bombardują szkoły, przedszkola, szpitale. Ukraińscy strażacy są pierwsi na miejscu takich zdarzeń. Potrzebują odpowiedniego sprzętu, żeby ratować ludzi - mówi L. Falak.
Wszystko zaczęło się na początku stycznia od Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. - Jak zawsze kwestowaliśmy, licytowaliśmy. Były koszulki, torciki. Wylicytowaliśmy też wóz strażacki w miejscowości Bobrza w gminie Miedziana Góra - mówi Liwiusz.
Kilka tygodni później okazało się, że ten wóz szybko znajdzie swoje przeznaczenie. 24 lutego Rosja zaatakowała Ukrainę, wybuchła wojna. - Ruszyłem na granicę, żeby przewozić uciekających ze swojego kraju Ukraińców. Przez trzy tygodnie zabrałem około 100 osób, przejechałem ponad 12 tysięcy kilometrów. Nigdy nie zapomnę matki z piątką dzieci (do 5 do 16 lat), które stały zmarznięte bez butów. Mieli szczęście, że trafili do pięknego mieszkania w centrum Kielc. Do dzisiaj mogą liczyć na wsparcie - mówi L. Falak.
Pojechało już sześć wozów
Wtedy w głowie aktora narodziła się myśl, żeby wyposażyć wóz strażacki, który kupił na licytacji WOŚP i wysłać go do ogarniętej wojną Ukrainy. - Zainteresowanie zbiórką przerosło nasze oczekiwania. Zebraliśmy tyle sprzętu, że nie zmieścił się w jeden samochód. Dlatego postanowiliśmy kupić drugi wóz, też go wyremontować i wyposażyć. W kwietniu oba samochody trafiły na Ukrainę - wyjaśnia aktor.
Liwiusz chciał, żeby akcja nabrała jeszcze większego rozpędu, ale w pojedynkę niewiele więcej mógł zdziałać. - Postanowiłem połączyć siły z Fundacją "Zawsze Kolorowo". Rafała Moszczyńskiego poznałem w punkcie recepcyjnym na granicy z Ukrainą. Wcześniej pomagał dzieciom chorym onkologicznie. Dzięki wsparciu firm, również tych produkujących sprzęt strażacki, ale też mieszkańców Kielc i moich przyjaciół z Tomaszowa kupiliśmy i wyposażyliśmy kolejne cztery wozy. W czerwcu w ramach drugiej edycji akcji "Gasimy wojnę" trafiły do strażaków w Charkowie, których wozy zostały zniszczone podczas bombardowania - wyjaśnia L. Falak.
Niedawno ruszyła trzecia edycja akcji. Zbierane są pieniądze na zakup i wyposażenie siódmego wozu strażackiego. - Kupujemy samochody 20-30-letnie. W dobrym stanie technicznym, z małym przebiegiem. Ostatnio zbieraliśmy pieniądze podczas meczu piłki ręcznej Ligi Mistrzów pomiędzy Łomżą Indrustrial Kielce i Szeged. Kielczanie pokazali rywalom miejsce w szeregu. Jak zawsze mogliśmy liczyć na wsparcie strażaków w Bobrzy. Pomagali w zbiórce. To ludzie o wielkich sercach, na których zawsze możemy liczyć. Liczymy też na otwarte serca tomaszowian i wsparcie akcji darowiznami - mówi aktor.
Więcej informacji na stronie www.gasimywojne.pl. Tam prowadzona jest zbiórka.
Nie zapominajmy o walczącej Ukrainie
- Tam ludzie ciągle giną. Nasze problemy są niczym przy tych, które oni mają. Budzimy się rano, słonko za oknem, ptaszki śpiewają. Czasami już nie chcemy słuchać wieści zza wschodniej granicy, bo zakłócają nam spokój. Pojawiają się myśli, że ta inflacja, drożyzna i cały kryzys ekonomiczny to przez Ukrainę. To nie jest tak. Oni też mają prawo do wolności. Spróbujmy się postawić na ich miejscu. Gdyby nasze żony z dziećmi musiały uciekać do Niemiec, Francji czy Anglii. Wylądowaliby na dworcu i żebrali o pomoc - mówi L. Falak. - Nie wysyłamy broni czy dronów. Nasze działania mają charakter humanitarny. Sprzęt strażacki jest niezbędny, żeby ratować zdrowie i życie ludzkie. Wyciągnąć spod gruzów, ugasić zbombardowane domy, wypompować wodę z zalanych budynków. Potrzebne są piły do cięcia betonu, gaśnice, szpadle, bosaki, łopaty, maski gazowe. Będziemy działać dopóki nie skończy się wojna - dodaje.
ag



Komentarze