Liście z drzewa opadają, nieobecnych wspominają.
Listopad – miesiąc, w którym poświęcamy starania i pamięć tym, którzy odeszli. Odeszli – nie umarli. Śmierć jest obecna już tylko w nazwie: Święto Zmarłych. Oswajamy ją, łagodzimy określenia, aby oddalić lęk przed nieuchronnym.
Przyroda też jakoś odpuściła – już nie sypie śniegiem, nie ściska mrozem, pogodnie towarzyszy odwiedzającym mogiły bliskich zmarłych. Za to pojawiło się nowe zjawisko: dawniej pies, kot zdychał, dziś – odchodzi, tak samo jak człowiek. Ostatnimi czasy niektóre zwierzęta uzyskały status członków rodziny. Leczy się je w poradniach, klinikach, operuje i opłakuje po "odejściu". Nie widzę w tym nic nagannego, mam jednak świadomość, że wielu ludzi nie doświadcza takiej troski i żalu po stracie.
Odchodzą zwyczaje. Kto odsuwa kobiecie krzesło przy stole, który mężczyzna wstaje, gdy ona się podnosi, całuje w rękę, podaje płaszcz? Owszem, zdarzają się dżentelmeni, wymarły gatunek. Całowanie nie wróci, i dobrze, mniej będzie zakażeń. Cała reszta by się przydała, niezależnie od równouprawnienia. Czuję to szczególnie dotkliwie, gdy mężczyźni, bez względu na wiek, wpychają się przede mną do autobusu. Patrzę na kobiety, obciążone zakupami i myślę: czy ich mężowie nie mogliby się pofatygować do sklepu? Na szczęście w młodych małżeństwach rozkład obowiązków jest bardziej sprawiedliwy.
Wraz z równouprawnieniem zmieniają się też zwyczaje dotyczące nazwisk. "Goździk zdobywa prowadzenie" – w tym stylu redagowane są sprawozdania sportowe. Goździk to kobieta czy mężczyzna? Odeszły w zapomnienie Kotulanki, Czubaszkówny, Krakowiakowe, została tylko teściowa, synowa. – Ty jesteś Rybakówna? – zapytałam dziewczynkę w autobusie. Popatrzyła na mnie zdumiona. – Nazywam się Rybak – odparła z lekką irytacją w głosie. Zacytuję fragment swojego wiersza: "Słowa, jak ludzie, w przeszłość odchodzą, nowe się słowa, nowi ludzie rodzą". Na szczęście "non omnis moriar" (nie wszystko umiera).
Emilia Tesz



Komentarze