- Im więcej mają przywilejów, tym większe niebezpieczeństwo ściągają na siebie. Słuchawki na uszach, nawet nie spojrzą w lewo czy prawo i wchodzą na jezdnię - denerwuje się jeden z kierowców. Na ul. św. Antoniego powstało kolejne przejście, które wzbudza wiele kontrowersji.
Znaki D-6 (przejście dla pieszych) postawiono przy skrzyżowaniu z ul. Kawki (namalowano też pasy). - Wyznaczenie przejścia w tym miejscu było jak najbardziej uzasadnione. Zostało pozytywnie zaopiniowane przez Komisję Bezpieczeństwa Publicznego i Transportu. Wcześniej przejścia na tej ulicy były oddalone od siebie o 800 metrów - pomiędzy DH "Tomasz" i skrzyżowaniem z ul. Seweryna.
A ruch pieszych jest tam bardzo duży. Chociażby jeśli chodzi o młodzież z pobliskiej szkoły. Nowe przejście w żaden sposób nie spowolni ruchu na ul. św. Antoniego, a na pewno wpłynie na bezpieczeństwo pieszych - uważa Elżbieta Rudzka, dyrektorka Zarządu Dróg Powiatowych.
Jednak wielu kierowców ma na ten temat inne zdanie. - Wielu pieszych nie myśli, nie zwraca uwagi na to, co się dzieje na drodze. Po prostu wchodzą na jezdnię. Wydaje im się, że jak jest przejście, to mogą wszystko - mówi jeden z nich.
Wprowadzane w ostatnich latach zmiany w prawie o ruchu drogowym dawały pieszym coraz to nowe przywileje. W ubiegłym roku zyskali kolejny. Kierujący pojazdem, dojeżdżając do przejścia, musi ustąpić pierwszeństwa pieszemu wchodzącemu na pasy, a nawet już w momencie, kiedy ten się do nich zbliża. To oznacza, że kierujący muszą dokładnie obserwować nie tylko samo przejście, ale też jego bezpośrednie otoczenie. Stworzyć możliwość przejścia przez jezdnię. Czyli zatrzymywać się przed przejściem za każdym razem, kiedy zobaczą przy nim pieszego. A czasami piesi po prostu stoją na chodniku i nie mają zamiaru przechodzić na drugą stronę jezdni. Jak kierowcy mają odczytać ich intencje?
- Czasami trzeba ostro hamować, żeby kogoś nie potrącić. A wtedy ktoś jadący za nami może wjechać w tył naszego auta. Po prostu jeździ się z duszą na ramieniu. Trzeba bardzo uważać, żeby nie złapać drakońsko wysokiego mandatu i punktów karnych, bo za chwilę można stracić prawo jazdy - zauważa jeden z kierowców.
Piesi też muszą pamiętać o swoich obowiązkach. W trakcie wchodzenia czy przechodzenia przez przejście obowiązuje zakaz używania telefonów komórkowych i innych urządzeń elektronicznych. Zakaz dotyczy telefonów w jakiejkolwiek postaci - czy to z aparatem przy uchu czy w słuchawkach. Pieszy musi obserwować to, co dzieje się na drodze, i słyszeć.
W ubiegłym roku na tomaszowskich drogach zginęły cztery osoby, a wśród nich dwoje pieszych (w Wólce Krzykowskiej i na ul. Warszawskiej). Na początku br. na Spalskiej zginęła 78-letnia kobieta. Wśród ofiar byli też motocyklista (w ubiegłym roku), motorowerzysta i rowerzystka (w tym roku).
- Niechronieni uczestnicy ruchu są narażeni na szczególne niebezpieczeństwo. Dlatego wiele naszych działań jest skierowanych w stosunku do nich, ale też kierujących samochodami. Zwłaszcza w okresie jesienno-zimowym trzeba zadbać o to, by być widocznym na drodze. Zakładać elementy odblaskowe - wyjaśnia nadkom. Andrzej Mela, naczelnik Wydziału Ruchu Drogowego tomaszowskiej policji.
Oświetlenie uliczne w mieście w wielu miejscach jest fatalne. Przy pochmurnej pogodzie albo po zmroku ubrani w ciemną odzież piesi na pasach wyglądają jak cienie. Ciężko ich dostrzec. W kilku miejscach w Tomaszowie zbudowano tzw. aktywne przejścia, ale potrzeba ich więcej, m.in. na ul. Orzeszkowej (na wysokości przystanku) czy na Spalskiej (na wysokości kościoła).
ag



Komentarze