Covid nie odpuszcza, i mimo zapewnień, że jest już z górki, przypomina o sobie w najmniej spodziewanym momencie.
Święta. Bilety zakupione z rezerwacją w obie strony. Gospodarze poczynili zakupy, przygotowali się na przyjęcie gości, ale wirus był szybszy, skutecznie pokrzyżował, poplątał snute tygodniami plany. W ilu domach ten nieproszony gość zmienił, obrócił na nice, wizję rodzinnego spotkania? Jaki los spotka szynki, kaczki, gęsi, pasztety, sałatki, śledziki w pięciu wersjach, ciasta, tudzież mnóstwo innych dobroci, przygotowanych z myślą o radosnych, rodzinnych świętach?
W moim przypadku największym problemem była zmiana kierunku wyprawy. Bigos zawekowany, biała kaszanka mocno zamrożona, jakoś dojadę do Wrocławia. Niestety, kolej to już nie dawne PKP, bilet z Tomaszowa do Łodzi kupuje się w pociągu, ale jeśli chce się podróżować dalej... Przesiadka na dworcu Łódź Widzew. Biegnę do kasy po schodach w dół i w górę (z bagażem): na "Słowackiego" nie ma już biletów. Wracać do domu? Kasjerka proponuje okrężną trasę, z dwoma przesiadkami. Kaszanka mi się rozmrozi! – Niech pani próbuje bez biletu- mówi kasjerka- może panią zabierze. Dalszy ciąg jak u Hitchcocka, i na szczęście jak w filmach – z happy endem. Teraz już tylko same dobre zdarzenia: spotkanie z dziećmi, smaczny obiad w koreańskiej knajpce, przejazd przez Dolny Śląsk, widok krajobrazów z czasów młodości.
Święta spędzamy w Pradze. Dawniej często robiliśmy wypady do stolicy Czech, teraz jedziemy pierwszy raz od czasu, gdy wprowadzono ograniczenia, obostrzenia covidove. Do centrum Pragi jedziemy szybkim metrem. Praktycznie, wygodnie, ekologicznie. Pogoda wymarzona, na przekór prognozom, zapowiadającym deszcz. Czy myślałam, że będę jeszcze kiedyś spacerowała po praskim bruku, że zobaczę, wmieszam się w wielojęzyczny tłum turystów na moście Karola? Dziś trudno mówić o czymś w trybie dokonanym: zrobię, zobaczę, polecę. Do planów i zamierzeń trzeba podchodzić z zastrzeżeniem: jeśli dożyję, jeśli doczekam, jeśli nic nie stanie na przeszkodzie. Tym bardziej cieszą dobre chwile, jak te na moście Karola: widok miasta, rzeźby, z najbardziej ulubionym wśród turystów św. Nepomucenem, artyści, malujący na poczekaniu portrety i karykatury, straganiki z pamiątkami i ...orkiestra. Kilku niemłodych muzyków gra rock and rolla: trąbka, klarnet, wiolonczela, bandżo, tarka. Muzyk, grający na tarze, która prawdopodobnie niegdyś służyła jego babce do prania bielizny, cieszy się największym aplauzem. Na każdym palcu ma coś podobnego do naparstka, a kiedy gra solo w standardzie "Gdy wszyscy święci idą do nieba", nie tylko ja daję się ponieść rytmowi...
Spacery, widoki, tłumy turystów z różnych stron świata, jakby nic się nie zmieniło od naszej ostatniej bytności. Dziwne, a zarazem budzące nadzieję, że właśnie tak może być: pięknie, normalnie, spokojnie. I tego Państwu życzę, nietypowo, nie świątecznie, ale zwyczajnie, na zwyczajne dni.
Emilia Tesz



Komentarze