Niedziela, 11 stycznia 2026, Imieniny: Feliksa, Honoraty, Marty

 

rodzina mPatrzeć na obrazy wojny w telewizji czy Internecie, to nie to samo, co patrzeć jej w oczy, w oczy ludzi, którzy jej doświadczyli i doświadczają każdego dnia, bo przecież nawet jeśli uciekli z Ukrainy, to nadal mają tam swoich bliskich, swoje domy, swoje całe życie. W tych oczach widać prawdziwy strach, prawdziwą rozpacz. Widać też wdzięczność dla Polaków, tomaszowian, którzy dali im dach nad głową i nadzieję na lepsze jutro.

Co kilka minut wyły syreny

Kilka kobiet, kilka dramatów. Natasza, Ludmiła, Jana, Anastasija witają się ze mną ciepło i widać, że są szczęśliwe, że znalazły się w bezpiecznym miejscu. Że ich dzieci są bezpieczne. To cała grupa w różnym wieku: 15-letni Andriej i Władek, 13-letnia Karina, 11-letnia Daria oraz pięcioletni Władek.

Schronienie znaleźli w Wąwale, w Polsce, na obcej ziemi, wśród ludzi, których w ogóle nie znają i którym po prostu musieli zaufać. Cała grupa jest ze sobą spokrewniona. Uciekli z kraju niemal tak, jak stali, bez większych bagaży. Pochodzą z Sum, miasta w północno-wschodniej części Ukrainy nad rzeką Pseł, przy granicy z Rosją. - Decyzja o ucieczce do Polski była bardzo trudna, zostawiłyśmy swoich mężów, swoje rodziny. Chciałyśmy ich wspierać, ale wiedziałyśmy, że musimy ratować dzieci - opowiadają Ukrainki.

W ich mieście było jeszcze wtedy w miarę spokojnie, bo bombardowania i ostrzał dotyczyły głównie wielkich miast, takich jak Charków czy Mariupol. - Wojna była jednak bardzo blisko. Ze swojego domu, z okna, widziałam, jak Rosjanie strzelali w budynki, szkoły. Bardzo się baliśmy. Nikt się nie spodziewał, że coś takiego się wydarzy - mówi czarnowłosa Jana. W nocy i ona, i sąsiedzi musieli wyłączać światła, by rosyjscy żołnierze nie widzieli, gdzie są ludzie. Mieszkańcy uciekali do piwnic, chowali się i wychodzili dopiero wtedy, gdy obce wojsko odeszło. Codzienność robiła się ciężka do wytrzymania. Co kilka minut wyły syreny. Dzieci bardzo się bały. Rodzina zdecydowała się uciec do Polski, choć wszyscy byli w szoku, bali się, że sobie nie poradzą, bo nie znają języka polskiego. - Mężowie do nas dzwonili, mówiąc, że mamy maksymalnie w godzinę naszykować się do wyjazdu - wspominają Ukrainki.

Nie jest łatwo spakować swoje życie w godzinę. Zabrały tylko najpotrzebniejsze rzeczy, takie jak dokumenty, ubrania, jedzenie na drogę. Dzieci bardzo się bały, nie chciały jechać. Tak samo 19-letnia Anastasija, która w Ukrainie studiowała marketing. Zostawiła naukę, rodzinę, koleżanki i kolegów. Całe młode życie. - Moi rodzice nie wyjechali. Mama prowadzi sklep, pomaga ludziom. Przekazuje jedzenie. Tata walczy w wojsku. Brat nie może wyjechać - mówi drobniutka jak dziecko Nastka, a w jej oczach szklą się łzy.

Jesteśmy mocni, nie poddamy się

 W podróży pomógł im bliski Ukrainiec, który mieszka w Tomaszowie, oraz jego polscy znajomi - Kasia i Piotr z Wąwału. Pod własny dach przyjął ich zaś mieszkaniec tej wsi, Kazimierz Mordaka. - Teraz czujemy się bezpieczne. Dzieci mogą spokojnie spać. Bawić się. Możemy bez obaw wyjść na ulicę, bo wiemy, że nie będą nad nami latać rosyjskie samoloty - cieszą się kobiety. Są bardzo wdzięczne panu Kazimierzowi za pomoc. - To człowiek z wielkim sercem - uśmiechają się Ukrainki, a pomóc w zrozumieniu ich pomaga mi Janeczka, także Ukrainka, która od dawna mieszka w Tomaszowie i tu poznała swojego męża, Polaka. Natasza, Jana i Ludmiła zostawiły swoich mężów w ojczyźnie. Każda się martwi, bo każdy z nich walczy z wrogiem. Natasza ma oczy spuchnięte od łez. - Mój mąż jest żołnierzem. Walczy od dawna, w Donbasie, tam gdzie już osiem lat temu zaczęła się wojna. Cały czas myślę, że może mu się coś stać - mówi drżącym głosem. Strach o życie jest wielki, ale jednocześnie i Natasza, i jej krewne wierzą, że ukraińska armia pokona wojska Putina. - Jesteśmy mocni, nie poddamy się.

W ludzi trzeba wierzyć

 Kazimierz Mordaka nie uważa, że zrobił coś nadzwyczajnego. Gdyby miał pomóc drugi raz, zrobiłby tak samo. Pytam go, czy nie bał się, w końcu przyjął pod swój dach całkiem obce osoby. Dziewięć osób - trzy matki, studentkę, piątkę dzieci. - Wszędzie mówili, żeby pomóc Ukraińcom. My akurat szykowaliśmy sobie biuro na górze, wtedy było jeszcze puste. Z córkami i z żoną doszliśmy do wniosku, że komuś też chętnie pomożemy. Na biegu kupiliśmy meble, ustawiliśmy sprzęt AGD, podłączyliśmy gaz. Nie wiadomo, co człowieka kiedyś spotka. Zresztą Ukraińcy nie bronią teraz tylko siebie, bronią też nas. W Polsce może być to samo - uważa mężczyzna. Ukraińską rodzinę przywiozła do niego wolontariuszka, pani Kasia. - Ta kobieta naprawdę dużo dla nich zrobiła, za swoje pieniądze jeździła na granicę, pomagała im - dodaje. Wspomina pierwsze spotkanie ze swoimi obecnymi gośćmi. - Weszli bardzo wystraszeni, zmęczeni - mówi. Pan Kazimierz nie potrzebuje reklamy, nie chciał żadnego rozgłosu, ale pragnie, aby o ukraińskich rodzinach pisać, by ludzie wiedzieli, jaki ciężki los ich spotkał i że warto im pomagać w tym trudnym położeniu. - Już zaczynają się słowa krytyki, a to są bardzo porządni ludzie. Wdzięczni i pracowici - zauważa K. Mordaka. Kobietom z Ukrainy pomógł załatwić pracę i formalności w gminie.

 W Tomaszowie uchodźcy próbują żyć normalnie. Zarabiać na życie, uczyć się. Natasza w Ukrainie pracowała w gospodarstwie, a Jana i Ludmiła jako sprzedawczynie w sklepie. W Polsce niemal od razu zaczęły pracować, chciały czuć się potrzebne, nie być dla kogoś obciążeniem. Dzieci zaczęły edukację. - Najmłodszy Władek ma pójść do przedszkola w Wąwale. Rozmawiałem już o tym z panią dyrektor - informuje nas Kazimierz Mordaka. Swoim gościom zamontował nawet ukraińską telewizję. Dwanaście programów. Żeby wiedzieli, co się dzieje w ich kraju, żeby chociaż po części czuli się jak u siebie.

Śmierć w kolejce za chlebem

Jakie jest wasze największe marzenie, pytam. Każda odpowiada to samo. Żeby skończyła się wojna i żeby mogli wrócić do domu. Nie planują zostać w Polsce, chociaż czują się tu dobrze. Mówią, że Ukrainie najbardziej potrzeba teraz wsparcia dla armii. - Brakuje butów, koszul i innych ciepłych ubrań dla walczących mężczyzn - informują. Łzy płyną po ich twarzach, kiedy mówią mi o ludziach, próbujących przeżyć w piwnicach w Mariupolu. - Nie mają jedzenia, nie ma co pić. Małe dzieci potrzebują pampersów, mleka, kaszek. Na sam dźwięk słowa Mariupol smutnieją. - Miasta właściwie już nie ma. Budynki są zniszczone. Cywile są mordowani. Była nawet taka sytuacja, że ludzie stali tam w kolejce za chlebem, a Rosjanie ich zabili - opowiada poruszona Janeczka. Dodaje, że na tej wojnie nie ma zasad. - Ludzie siedzieli ukryci w ostrzeliwanym budynku. Chcieli go opuścić bezpiecznie, prosili, żeby Rosjanie im to umożliwili, żeby zrobili tzw. zielony korytarz. Kiedy wyszli, to oni zaczęli do nich strzelać - dodaje Ukrainka.

Dziękujemy wszystkim Polakom

 - Prosimy napisać, że dziękujemy wszystkim Polakom, którzy wspierają nasz naród w tym ciężkim czasie - mówią wzruszone Ukrainki. Mają nadzieję, że wojna niedługo się skończy. - Wtedy zaprosimy pana Kazimierza do siebie, bo nigdy nie zapomnimy tego, co dla nas zrobił - zapewniają.

Nie zapomną też wsparcia od pani Kasi i jej męża Piotra. Mają większe auto, więc stwierdzili, że w ten sposób mogą pomóc. Pojechali po Ukrainki i ich dzieci na przejście graniczne w Medyce. Razem z nimi był Ukrainiec, ich wspólny znajomy z Tomaszowa. - Dla nas to było naturalne, że chcemy mu pomóc, choć nie zdawaliśmy sobie do końca sprawy z tego, co tam zobaczymy. Trudno to opisać - mówi łamiącym się głosem Kasia.

Zobaczyli morze wystraszonych, zziębniętych ludzi, wśród których byli i tacy, którzy nie byli z nikim umówieni, nie wiedzieli, gdzie znajdą schronienie, co się z nimi stanie. Na szczęście na Ukraińców czekało wielu wolontariuszy. Zmęczeni ludzie mogli wreszcie czegoś się napić, zjeść, dostali potrzebne środki higieny. Strażacy prowadzili ich do swoich autobusów, skąd przewozili ich do miejsc z noclegami. - Nasz kolega Ukrainiec był bardzo zestresowany, denerwował się. Nie da się opisać tych emocji, kiedy zobaczył swoich bliskich całych i zdrowych. To był od razu inny człowiek. Tak bardzo szczęśliwy - mówi Katarzyna, a głos co chwila jej się łamie. Ona też była w szoku. - Jeden z chłopców, z tych starszych, był w złym stanie psychicznym, bardzo wystraszony i aż siny z zimna. Niósł taki malutki plecak. Pytałam ich, gdzie mają walizki, mówili, że nie zdążyli więcej wziąć. Dla mnie to straszne, uciekać z domu, niemal tak, jak się stało - dodaje kobieta. - Mąż pojechał potem po kolejne osoby na granicę. Wiemy, że w ten sposób możemy komuś pomóc, więc pomagamy. Każdy powinien robić tyle, na ile go stać i na tyle, na ile ma możliwości - zauważa nasza rozmówczyni, a Medyka, zziębnięci i przerażeni ludzie, wystraszone oczy dzieci śnią jej się teraz po nocach.

Jak umierać, to na swojej ziemi

W Tomaszowie wielu jest też Ukraińców, którzy mieszkali tu przed wybuchem wojny i którzy teraz pomagają swoim bliskim i innym rodakom. Wśród nich jest Tatiana, młoda i energiczna Ukrainka, która pracuje w jednej z tomaszowskich kwiaciarni. - To, co się dzieje teraz w Ukrainie, jest chore. W mojej głowie nie ma na to miejsca, nie umiem sobie tego wytłumaczyć. Nie wiadomo, co się tam dalej wydarzy, a żyć nie ma jak - mówi nam, a wzruszenie odbiera jej głos. Robi kilka wdechów. Chce opowiadać mi jednak dalej. - Na Ukrainie mam 76-letnią babcię i ciocię, która się nią opiekuje. Ze względu na trudy podróży przez cały kraj nie chcą wyjeżdżać. Babcia jest po wylewie. Mówi, że jak umierać, to na swojej ziemi - opowiada.

Jak wybuchła wojna ściągnęła do siebie siostrę z synkiem i jej koleżankę z dwójką dzieci. Wszyscy pochodzą z Dniepropietrowska na wschodzie Ukrainy. - Jak wyjeżdżali, to było już słychać tam odgłosy bomb. Kobiety nie chcą wyjeżdżać, ale muszą chronić dzieci. Mój siostrzeniec jest mały, nie rozumie jeszcze tego, co się dzieje, ale już bardzo tęskni za tatą. A on jeszcze pracuje, ale już dostał pismo, że lada dzień może być na froncie - mówi Tatiana.

Podróż jej bliskich trwała bardzo długo, najpierw jechali pociągiem, potem trzema autobusami, na koniec z Warszawy autem. Dwa dni w drodze. - Jak tylko siostra przeszła przez granicę, to zobaczyła bardzo wielu wolontariuszy. Było jedzenie, ubrania, kosmetyki, wszystko. Nawet nieznajome osoby proponowały jej nocleg. Dostali też bardzo dużą pomoc od tomaszowskich wolontariuszy. Wszyscy są bardzo wzruszeni pomocą, jaką Ukraińcy otrzymują od Polaków. Jestem zaskoczona tym, jak pięknie zjednoczyli się sami Ukraińcy, wcześniej tej jedności nie było. Wszyscy jesteśmy teraz jak jedna wielka rodzina - dodaje Tatiana, a potem wraca do pracy, by zarobić i pomóc bliskich w Ukrainie.

Joanna Dębiec

Pin It

Komentarze





Naprawa sprzętu AGD

e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Materiały Urzędu Miasta

TIT - Tomaszowski Informator Tygodniowy
Agencja Wydawnicza PAJ-Press

ul. Długa 82
97-200 Tomaszów Mazowiecki,
tel. 44 724 24 00 wew. 28 (biuro ogłoszeń)
tel. kom. 609-827-357, 724-496-306

WYRÓŻNIONE

Z wizytą i upominkami u "Krasnoludków"

Uczniowie z I Liceum Ogólnokształcą...

Wycinka lasu w okolicach Białej Góry

– Ogromne obszary zostały całkowici...

Wciąż nie wybrano nowego starosty

Już w nadchodzący piątek radni znów...

W Tomaszowie dużo więcej osób umiera, niż się rodzi

Co roku sprawdzamy w Urzędzie Stanu...

W orszaku "popłynęli" łodziami

Wierni z parafii św. Rodziny przy u...

Urząd Skarbowy informuje

14 stycznia w godz. 11.00–14.0...

Tragiczny sylwester

31 stycznia około godz. 21.50 na dr...

Tłumy na wigilii u państwa Dębców

Setki Tomaszowian otrzymały świątec...

Światła i rogatki zamiast STOP-u

W ostatnich dniach starego roku zmi...

Przygotowania do wielkiego Finału WOŚP

"Zdrowe brzuszki naszych dzieci" to...

NAJNOWSZE

Mnóstwo chętnych do budowy bloków

Tuż przed świętami SIM KZN Łódzkie ...

Co dalej z przychodnią w Białobrzegach?

Część mieszkańców osiedla Białobrze...

Wciąż nie wybrano nowego starosty

Już w nadchodzący piątek radni znów...

Juniorzy kontra seniorzy

Siatkówka mężczyzn w III lidze Trw...

Czas na półfinały

Siatkówka młodzieżowa Trwają młodz...

Kiedy zapadnie wyrok?

W Sądzie Rejonowym w Tomaszowie trw...

O zieleń miejską zadba Pol-Trak

Choć w najlepsze trwa zima, to wład...

Pomoc i serce dla bezdomnych

Podopieczni Schroniska dla Bezdomny...

Tłumy na wigilii u państwa Dębców

Setki Tomaszowian otrzymały świątec...

Kolędy na góralską nutę

...wybrzmiały w minioną niedzielę, ...

 

Stan jakości powietrza według Airly
TOMASZÓW MAZOWIECKI
Instagram