- mówi 29-letnia Svetlana. Z zawodu jest pielęgniarką, ale mieszkając kilka lat w Tomaszowie, wykonywała ciężką pracę fizyczną. Na wieść o wojnie podjęła decyzję, że wraca na Ukrainę.
W telefonicznej rozmowie z nami relacjonuje sytuację w swoim kraju.
Krzysztof Krasnodębski: - Opowiedz, co cię sprowadziło do Tomaszowa. Sama przyjechałaś do naszego miasta?
- W którym regionie Ukrainy mieszkasz? Jak tam dotarłaś?
- W małej miejscowości Novopokrovka w obwodzie charkowskim. Wyjechałam swoim samochodem. Podróż była straszna. Wasi pogranicznicy patrzyli na mnie z taką litością i smutkiem w oczach. Ale ja nie miałam wyboru. Rodzice nie chcieli się dać przekonać do przyjazdu do Polski. Przejechałam praktycznie całą Ukrainę z trzema zapasowymi kanistrami paliwa i pełnym bakiem. To były dwa dni podróży. Nawigacja już nic nie daje w naszym kraju. Jedziesz i natykasz się nagle na rozwaloną drogę lub most, przez który nie da się przejechać. Zawracasz, błądzisz i modlisz się o to, żeby paliwo się nie skończyło. Po zmroku niebo robi się jasne od wybuchów. Słychać ostrzały, ulice są praktycznie puste.
- Co zastałaś w swojej miejscowości? Bardzo jest zniszczona?
- Na szczęście nie, ale nie wiadomo jak długo. Wczoraj w sąsiedniej wsi spadła rakieta, która zniszczyła dwa domy. Zginęło kilka osób. Tu wszyscy spędzamy większość czasu w piwnicy. Przenieśliśmy łóżka, meble, lodówkę i kuchenkę. Zawsze trochę bezpieczniej. Chłopaki z wojska gdzieś zdobywają żywność i nam przynoszą. Ostatnio dostali też transport z Polski. Ucieszyli się na mój widok. Powiedzieli, że będzie kto miał gotować obiady. I robię to. Niestety zupa jest z samej kostki rosołowej i makaronu, bo dostać tutaj mięso graniczy z cudem. Ale i z tego się cieszą.
- Jak długo trwają ataki wojsk Putina? Co się dzieje obecnie?
- Teraz jest cisza. Tutaj nie ma żadnych reguł i zorganizowanych walk. Rosyjska armia jest bardzo niezorganizowana i rozproszona. Chłopaki mówią, że niektórzy Rosjanie jeżdżą wokół Charkowa, a widząc nasze wojsko, oddalają się, bo wiedzą że nie mają najmniejszych szans. Inni najeźdźcy są tym bardzo sfrustrowani, dlatego właśnie atakują budynki cywilne i miejscową ludność.
- Skąd więc tak wielkie zniszczenia Charkowa pokazywane przez media, skoro armia rosyjska jest nieudolna?
- Nieudolne są ich wojska lądowe. Nasi likwidują z zaskoczenia kolumny samochodów i pojazdów opancerzonych. Nie dają im najmniejszych szans. To, co widzisz na zdjęciach, niszczą samoloty i wyrzutnie rakiet. Przed nimi trudno się bronić. Kiedy słychać ryk ich silników, to wiadomo, że trzeba uciekać i chować się do piwnic i schronów.
- Jesteś tam tydzień... Czy tak wyobrażałaś sobie wojnę?
- Nie wiem... Wracając do swojego kraju, starałam się o tym w ogóle nie myśleć. Myślałam o rodzicach i cieszyłam się, że będę mogła im pomóc.
- A jest coś co cię zaskoczyło?
- Tak. Zachowanie ludzi. Nie ma już żadnych konfliktów sąsiedzkich, politycznych sporów, braku życzliwości i egoizmu. Ukrainiec cieszy się na widok drugiego Ukraińca. Ludzie oduczyli się postaw roszczeniowych. Chcą nieść pomoc i dzielą się tym, co mają. Ta wojna zjednoczyła nasz naród.
- Może to dziwne pytanie... ale czy masz jakieś plany? Jak będzie wyglądał najbliższy tydzień?
- Wcale nie takie dziwne. W okolicach Charkowa planowane jest utworzenie punktu medycznego. To nie jest szpital polowy, a w Polsce mówi się na to chyba pomoc doraźna. W końcu jestem pielęgniarką, więc będę mogła i tam pomóc. Czekam tylko na konkretne wytyczne i jestem gotowa.
- Rodzice są z ciebie na pewno bardzo dumni...
- Mam płakała, jak mnie zobaczyła. Tata zresztą też. Potem oboje nie mogli pogodzić się z tym, że wróciłam do miejsca gdzie jest piekło. Ale wiem, że cieszą się, że jestem z nimi. Tu wszyscy żyją w strachu, nawet żołnierze. Na wojnie boi się każdy, tylko prawie nikt o tym głośno nie mówi.
- Ta wojna musi się w końcu skończyć... Myślałaś już o tym, co wtedy? Wrócisz do Polski?
- To jedna wielka niewiadoma. Wszystko zależy od tego, jak długo będzie to trwało. Jeżeli Putin dalej będzie poświęcał swoich żołnierzy, to wkrótce z ukraińskich miast niewiele zostanie. Już teraz wiadomo, że świat zmieni się na zawsze. Nie tylko Ukraina. Mam nadzieje, że świat pomoże w odbudowie naszego kraju. Ja też chciałabym w niej uczestniczyć. Chciałabym też godnie żyć i godnie zarabiać na zachodzie i w końcu założyć rodzinę. Na co mi życie pozwoli, to się okaże, zobaczymy.
- Większość kobiet, które mają taką możliwość, decyduje się na wyjazd do Polski. Ty zrobiłaś odwrotnie. Jesteś dzielną kobietą...
- Tu jest mój kraj i moi rodacy. Tu się urodziłem i czuję, że teraz Ukraina mnie bardzo potrzebuje. Dlatego zostanę tu na pewno do ostatniego dnia wojny. Choćbym miała umrzeć.
- Nie wiem, czego ci życzyć. Dziękuję za rozmowę...
- Niczego. To ja dziękuję tobie. Dziękuję całemu narodowi polskiemu za to, że teraz jest z nami.
- Chwała Ukrainie!
- Chwała bohaterom!
Rozmawiał: Krzysztof Krasnodębski
Na zdjęciu Charków, w którego okolicach mieszka Svetlana (fot. Polska Agencja Prasowa)



Komentarze