Niedawno, 3 marca, był Dzień Pisarza.
Jakoś przeszedł bez echa, nie rozdzwonił się telefon, nikt nie zapukał do drzwi. Jedyna osoba, która składa mi w tym dniu życzenia, przygnębiona chorobą i wojną w Ukrainie, też pominęła tę datę, ale ona czyta mnóstwo książek i zawsze pełna jest uznania dla twórców.
Dzień Kota - to było COŚ, Internet aż pęczniał od zdjęć, komentarzy, życzeń pod adresem beneficjentów. Książki i czytelnicy: są namiętni, incydentalni i tacy, którzy nie tylko nie czytają, ale głośno to deklarują. Pewna szesnastoletnia uczennica zawodówki z dumą stwierdziła: "Ja nie czytam książek". Wcale mnie to nie dziwi, podobne zdanie słyszałam od zawodowego uczestnika życia naszego miasta, a prominent, obdarowany pięcioma autorskimi książkami, oznajmił: - Może którąś przejrzę.
Często spotykam się z pytaniem, czy piszę coś nowego. Po co? Żeby zapełniać szafy? Czas nie po temu - pandemia, wojna... Inter arma silent Musae (wśród armat milkną Muzy). Tematów nie brakuje: życie każdego człowieka to nienapisana książka. Wielokrotnie przymierzałam się do ujęcia w literackie ramy losów Nataszy. Jest Ukrainką, w Polsce mieszka już 25 lat, od piętnastu jest członkiem rodziny. Pokochaliśmy ją. Dobra, serdeczna, pracowita. Mimo kilku wypadków i okresowej niepełnosprawności troszczy się o dom i schorowaną matkę męża. W Ukrainie ma wnuka, Antona, dalszą rodzinę i przyjaciół, z którymi w czasie pokoju miała stały kontakt. Jak jest dzisiaj? Rodzice szesnastoletniego Antona nie żyją, opiekują się nim dziadkowie ze strony ojca. Mieszkają w obwodzie (województwie) chersońskim, na terenie zajętym przez Rosjan. Na początku wydawało się, że nie ma potrzeby opuszczać rodzinnego domu - Rosjanie zajęli punkty strategiczne, w miasteczku był spokój. - Kto by pomyślał, że tak to się potoczy? - mówi Natasza, przygnębiona brakiem kontaktu z bliskimi, bo nie działa telefonia komórkowa. Znajomi, z którymi udało się jej połączyć, wiedzą o "korytarzach", ale do nich trzeba jakoś dotrzeć. Nie ma autobusów, transport nie działa, a kto nie ma samochodu... Brak dostaw grozi pustką w sklepach. Natasza obawia się, że jej bliskim grozi głód, jeszcze bardziej realny niż śmierć od kuli. Mówią, że człowiek jest kowalem swojego losu. Kto by pomyślał, że życie Nataszy, wielowątkowa, nienapisana książka, jest zależne od Putina? To on dyktuje ciąg dalszy, nieprzewidywalny.
Nataszka ma nadzieję, że będzie dobrze, bo jak żyć bez nadziei na lepszą przyszłość wnuka, bliskich? Podzielam jej ufność w odmianę losu i może kiedyś napiszę książkę z dobrym zakończeniem.
Emilia Tesz



Komentarze