Na początku ul. Dzieci Polskich, po prawej stronie, pomiędzy budynkiem firmy Torrecid, a sklepem hydraulicznym Tech-Gaz, jest pusty, niezabudowany plac.
O, przepraszam, jest niezabudowany, ale nie pusty, bo usłany do granic możliwości śmieciami. Rozwalona brama i resztki ogrodzenia dopełniają obrazu.
Przez ten teren wiedzie skrót drogi do marketu Lidl. Ciśnie się na usta pytanie, czyj jest ten plac? Kto powinien uprzątnąć ten bałagan? Czy może ma to zrobić miasto i obciążyć właściciela? Takich miejsc jest w mieście więcej. Tydzień temu, dzięki naszemu zainteresowaniu, uprzątnięto pasek terenu będący w ewidencji gruntów drogą pożarową pomiędzy marketem Brico, a posesjami zabudowanymi szeregiem domów mających adresy przy ul. Handlowej. Ten teren okazał się miejski i miasto go posprzątało.
Źle się dzieje w Tomaszowie, brudu i bałaganu nie brakuje. Rozwalają zabytki lub same się sypią, płoną pustostany, a przepełnione kosze uliczne kipią śmieciami. Te akurat mają różnych właścicieli, stoją na ulicach miejskich, powiatowych, wojewódzkich i osiedlowych. Ta różnorodność rozmywa odpowiedzialność. Aż chce się sparafrazować klubowe hasło Lechii (już chyba nieaktualne) "jedno serce, jeden klub", czy jakoś tak, by móc powiedzieć "jedno miasto, jeden gospodarz".
JaPa



Komentarze